Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorzka czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorzka czekolada. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 października 2019

Ciasto orzechowe z gruszkami i dżemem porzeczkowym



Od dłuższego czasu jesień rozpieszcza nas ciepłem i piękną pogodą. Mamy prawie listopad, a na większości drzew są jeszcze zielone liście! Są też oczywiście drzewa, które nie dają nam zapomnieć, że mamy kalendarzową jesień i mienią się cudnymi, ognistymi kolorami. I jakoś tak naturalnie przychodzą na myśl smaki totalnie jesienne jak orzechy, jabłka czy właśnie gruszki.  Dzisiaj podzielę się z Wami przepisem na pyszne i aromatyczne ciasto z orzechów laskowych, z gruszkami i dżemem porzeczkowym. Jest mega pyszne i rozpływa się w ustach :) Polecam !


Składniki (na ciasto w okrągłej formie 22cm):

Ciasto:
170g masła
130g mielonych orzechów laskowych
100g mąki pszennej
100g cukru
4 jajka
40g posiekanej gorzkiej czekolady
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cukru wanilinowego
1 łyżeczka cynamonu
Szczypta soli

Warstwa gruszkowa:
4 duże, dojrzałe gruszki
½ szklanki soku gruszkowego
2 łyżki cukru
1 łyżka skrobi ziemniaczanej rozrobionej w ¼ szklance wody
¼ łyżeczki cynamonu

Dodatkowo: kilka łyżek dżemu porzeczkowego


Wykonanie:

Przygotować okrągłą formę do pieczenia – dno wyłożyć papierem do pieczenia, boki posmarować masłem i oprószyć bułką tartą. Piekarnik rozgrzać do 180oC (grzanie góra-dół).
Ciasto: mąkę przesiać do naczynia razem z cynamonem i proszkiem do pieczenia. Dodać mielone orzechy oraz posiekaną czekoladę i wymieszać. Miękkie masło utrzeć z cukrem, cukrem wanilinowym i solą do białości. Dodawać po jednym żółtku każdorazowo miksując. Na sam koniec wlać białka i zmiksować (masa może wydawać się jakby zwarzona ale taka ma być :)). Do masy dodawać po trochu suchych składników i dokładnie mieszać. Masę wylać do formy i wyrównać. Wstawić do piekarnika i piec ok. 30-40 minut do tzw. „suchego patyczka”. Wyjąć i ostudzić.
Gruszki: obrać i pozbyć się gniazd nasiennych i zdrewniałych części. Jedną gruszkę zetrzeć na tarce o grubych oczkach, pozostałe 3 gruszki pokroić w średnią kostkę. Wszystko przesypać do garnka. Dodać kilka łyżek wody oraz cynamon. Gotować na małym ogniu, aż gruszki będą miękkie. Na sam koniec wlać sok gruszkowy i wymieszać. Teraz czas na skrobię. Nie wlewać całej na raz! Wlewać stopniowo, potrzebujecie tylko tyle, by gruszki i sok zamieniły się w gęsty kisiel. 
Ostudzone ciasto orzechowe przeciąć na dwa blaty. Pierwszy z nich przełożyć spowrotem do tortownicy. Posmarować dżemem porzeczkowym. Na to wyłożyć (najlepiej kleksami) jeszcze gorący kisiel gruszkowy. Rozprowadzić równomiernie. Przykryć drugim blatem ciasta. Ciasto przestudzić, a następnie wstawić do lodówki na 2-3 godziny. Przed podaniem oprószyć cukrem pudrem. Smacznego! 




sobota, 28 września 2019

Czekoladowe ciasto na winie, z orzechami i rodzynkami



Oj jak mi się chciało czegoś czekoladowego. I nie mówię tutaj o czekoladzie w czystej postaci, bo takowa mogłaby dla mnie nie istnieć. Tak w ogóle to czekoladowe słodkości nie należą do moich ulubionych, ale mimo wszystko, czasami się czegoś zachce :) Naszła mnie ochota na jakąś lekką babkę. W lodówce miałam jeszcze resztę wina z granatów, więc wymyśliłam sobie, że w końcu upiekę babkę na winie. Dodałam jeszcze bakalie moczone w winie i cynamon. Babka tak pięknie pachnie, że nie można przejść obok niej obojętnie :) Czekolada z lekką nutą owocową i ten ukryty cynamon robią dobrą robotę. W smaku ciasto jest pyszne – nie za słodkie, nie za mocno czekoladowe, jak dla mnie w sam raz. Nie jest suche, ale nie jest też jakoś bardzo wilgotne – jak to babka. Koniecznie musicie wypróbować !


Składniki (na ciasto w podłużnej foremce 11x30cm):

Ciasto:
200g mąki pszennej
200g masła
200g cukru
100g gorzkiej czekolady
4 jajka
1 kopiata łyżka gorzkiego kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
½ łyżeczki cynamonu
Szczypta soli

50g rodzynek
50g grubo siekanych orzechów włoskich
Ok. 1 szklanki (250ml) wina (najlepiej półsłodkiego i aromatycznego)

Wierzch:
50g czekolady mlecznej
1 łyżeczka słodkiej śmietany 30%
1 łyżeczka oleju
Garść posiekanych orzechów włoskich


Wykonanie:

Bakalie: rodzynki i orzechy włoskie zalać winem. Odstawić na 30 minut, aż naciągną trochę trunku :) Po tym czasie odcedzić bakalie, a pozostały płyn wlać do szklanki – powinno być ¾ szklanki. Jeśli będzie za mało, to dolać wina, a jeśli za dużo – troszkę odlać. Summa summarum do ciasta wlewamy ¾ szklanki.
Przygotować foremkę: wysmarować masłem i oprószyć bułką tartą. Piekarnik rozgrzać do 170oC (termoobieg).
Ciasto: mąkę przesiać z kakao, proszkiem do pieczenia, solą i cynamonem. Miękkie masło utrzeć z cukrem do białości. Dodać żółtka i dalej ucierać. Czekoladę rozpuścić w mikrofalówce lub w kąpieli wodnej. Jeszcze ciepłą czekoladę wlewać do masy i miksować. Następnie wlać białka i wszystko dokładnie zmiksować. Do ciasta dodawać w kilku turach naprzemiennie przesianą mąkę i wino – mieszać szpatułką. Na końcu wsypać namoczone bakalie i jeszcze raz wymieszać. Ciasto przelać do foremki. Wstawić do piekarnika i piec ok. 50 minut do tzw. „suchego patyczka”. Wyjąć i lekko przestudzić.
Wierzch ciasta: czekoladę, śmietankę i olej umieścić w miseczce, a następnie rozpuścić w mikrofalówce bądź kąpieli wodnej. Gdyby czekolada się „zwarzyła” , dolewać po odrobinie gorącej wody i energicznie mieszać – powinna wrócić do stanu płynności :) Czekoladę wylać na wierzch ciasta i rozprowadzić po całej powierzchni. Jeśli lubicie dużo czekolady możecie zrobić polewę z podwójnej porcji.  Na sam koniec posypać wierzch ciasta siekanymi orzechami włoskimi, można też dodać rodzynku lub inne bakalie :) Smacznego!



poniedziałek, 18 lutego 2019

Miętowe czekoladki After Eight



Te czekoladki należą do słodkości, które albo się kocha albo nienawidzi :) Czekolada i mięta brzmią sensownie, ale czy aby na pewno każdemu przypadną do gustu w formie znanych czekoladek After Eight? Jeśli nie to nie ma sensu ich robić. Jeśli tak – naprawdę polecam ten przepis :) Smak jest bardzo podobny, a nawet lepszy, bo wiadomo co znajduje się w środku. Ja osobiście nie przepadam za czekoladą, a więc czekoladki te są mi obojętne, jednak trzeba im oddać to, że jednak smakują super :) Inspirowałam się tym przepisem. Proste składniki i mimo, że to prawie sam cukier puder, to uważam, że i tak jest to o niebo lepsze od sklepowych słodkości z szeregiem dodatków E. Wykonanie nie jest trudne, jedynym problemem może być pokrywanie krążków czekoladą, co zresztą zawsze spędza mi sen z powiek :) Czekoladki można przygotować wcześniej i trzymać w lodówce przez kilka tygodni :) Miłośnikom After Eight – polecam!


Składniki (na ok. 50 czekoladek):
500 g cukru pudru
3 łyżki likieru miętowego
2 łyżki śmietany 30 %
1-2 krople zielonego barwnika
150 g gorzkiej czekolady (półtorej tabliczki)


Wykonanie:

Śmietanę wymieszać z likierem i barwnikiem spożywczym w dużej misce. Dodać cukier puder i wymieszać łyżką na gęstą masę. Dużą tackę (mieszczącą się w lodówce) wyłożyć papierem do pieczenia. Dłonie oprószyć cukrem pudrem, odmierzać niepełną łyżeczkę masy i formować spłaszczone krążki. Gdyby masa była za rzadka, dosypać cukru, gdy za gęsta/sypka, dolać likieru. Krążki kłaść na tacce, nie nakładać na siebie. Tackę wstawić do lodówki. Pozostawić na kilka godzin w lodówce. U mnie leżały dłużej niż jeden dzień i fajnie się wysuszyły i stwardniały.
Połowę czekolady rozpuścić w kąpieli wodnej lub w mikrofali. Krążki masy wyjąć z lodówki i delikatnie odwrócić do góry nogami (można sobie pomóc nożem lub szpatułką) pozostawiając na zimnej tacce na papierze do pieczenia. Smarować za pomocą silikonowego pędzelka (same spody). Wstawić do lodówki posmarowane czekoladki i poczekać ok. 15 minut, aż czekolada zastygnie. Po tym czasie zdjąć czekoladki wraz z papierem z tacki, wymienić papier i ułożyć ponownie krążki czekoladą do dołu. Rozpuścić drugą cześć czekolady i smarować górę krążków pędzelkiem. Można udekorować kolorowymi posypkami lub elementami wyciętymi z masy cukrowej ( w tym przypadku ozdoby z masy trzeba wyciąć wcześniej, żeby zdążyć je przylepiać do czekoladek, gdyż czekolada szybko zastyga na zimnych krążkach). Wstawić do lodówki na kilkanaście minut, aż czekolada zastygnie. Czekoladki są gotowe do zjedzenia. Można przechowywać kilka tygodni w zamkniętym pojemniku w lodówce. Smacznego!


wtorek, 29 stycznia 2019

Brownie z fasoli z polewą z gorzkiej czekolady



Kto z Was lubi Brownie? Mam dla Was świetny przepis na czekoladową słodkość :) Gdyby nie powiedziano Wam, jakie są składniki tego ciasta, w życiu nie powiedzielibyście, że w środku znajduje się fasola! Ciasto jest pyszne, zwłaszcza, że pokrywa go warstwa pysznej gorzkiej czekolady. I jak na ciasto z fasoli, jest mięciutkie i wyrośnięte. I brudzi zęby :) Ciasto robiłam ostatnio na warsztaty zdrowego żywienia dzieci w wieku szkolnym, jako propozycja dodatku do lunch boxa :) Mi osobiście najbardziej smakuje mocno schłodzone. Polecam :)


Składniki (na ciasto w formie 25x35cm):
Ciasto:
2 puszki fasoli czerwonej
2 dojrzałe banany
4 jajka
3 łyżki miodu
3 łyżki gorzkiego kakao
2 łyżki oleju kokosowego (można zastąpić rzepakowym)
1 i ½ łyżeczki proszku do pieczenia

Polewa:
1 tabliczka gorzkiej czekolady
1 łyżeczka oleju kokosowego (można zastąpić rzepakowym)


Wykonanie:

Piekarnik rozgrzać do 180oC (termoobieg). Prostokątną formę wyłożyć papierem do pieczenia.
Wszystkie składniki na ciasto zmiksować blenderem na gładko.
Przelać ciasto do foremki. Piec 15 minut, po czym obniżyć temperaturę do 170oC i piec kolejne 15 minut. Ciasto przy dotknięciu palcem ma być gąbczaste, o utrwalonej strukturze. Wyjąć i ostudzić. Czekoladę rozpuścić z łyżeczką oleju w kąpieli wodnej lub mikrofali. Polać ciasto. Smacznego!



środa, 19 grudnia 2018

Dominosteine – kostki piernikowe z marmoladą i marcepanem



Można je bez problemu kupić w większości supermarketów w okresie przedświątecznym i myślę, że nie jeden raz je gdzieś widzieliście :) I tutaj znowu typowo świąteczne smaki – przyprawa do piernika, marcepan, marmolada. To właśnie znajduje się w niemieckim przysmaku Dominosteine – czyli w kostkach domino. Kiedyś wymiennie z marcepanem używano Parcepanu – tańszego substytutu marcepanu, produkowanego z mielonych jąder pestek moreli lub brzoskwini oraz cukru. Parcepan nazywany był takim „marcepanem dla ubogich”. Przepis na kostki domino pochodzi z Drezna, a stworzył go w roku 1936 Herbert Wendler. Praliny na tyle przypadły do gustu miłośnikom słodkości, że teraz można się nimi cieszyć nie tylko w Niemczech. Smakiem przypominają trochę nasz piernik z marmoladą i gwarantuję, że są pyszne. Małe kosteczki będą idealną przekąską oraz dekoracją na świątecznym stole. Polecam !


Składniki (na ok. 55 kostek):

Ciasto:
150g mąki pszennej
125g miodu
40g brązowego cukru
25g masła
1 żółtko
3 łyżeczki przyprawy do piernika
Szczypta soli

Nadzienie:
300g bardzo gęstej marmolady czereśniowej, morelowej lub wiśniowej
4 łyżeczki żelatyny

200g czystej masy marcepanowej
1 łyżka cukru pudru

Dodatkowo:
3 tabliczki czekolady (mogą być 2 mleczne i 1 gorzka lub na odwrót)
5 kropel olejku migdałowego
1 łyżka likieru amaretto (można pominąć lub dodać mleka) 
1 łyżeczka oleju roślinnego


Wykonanie:

Ciasto: trzeba go przygotować dzień wcześniej, bo musi przeleżakować 12 godzin. Masło rozpuścić w kąpieli wodnej lub mikrofali (ma być rozpuszczone ale nie gorące). Rozpuszczone masło utrzeć z miodem i cukrem, aż nabierze puszystości. Dodać żółtko i ponownie utrzeć. Nie przejmujcie się drobinkami cukru w masie. Mąkę wymieszać z przyprawą do piernika i solą. Wsypać do masy i zmiksować. Przełożyć na blat/stolnicę i zagnieść ciasto. Owinąć w folię i wstawić do lodówki na min. 12 godzin. Wyjąć z lodówki godzinę przed pieczeniem.
Przygotować formę 20x20cm lub podobną wymiarowo. Dno wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik rozgrzać do 180oC (termoobieg). Ciasto rozwałkować mniej więcej na wymiar formy i przyciąć, by się w niej mieściło. Wstawić do piekarnika i piec 15 minut. Wyjąć i ostudzić. Nie wyjmować z foremki.
Marmoladę umieścić w garnku (jeśli ma cząstki owoców to uprzednio zblendować). Zagotować. Żelatynę rozpuścić w kilku łyżeczkach wody i dodać do zagotowanej marmolady. Wymieszać i odstawić, aż zacznie tężeć – można po przestygnięciu wstawić do lodówki lub wystawić za drzwi :) Wylać na spód. Wstawić do lodówki.
Marcepan zagnieść z łyżką cukru pudru a następnie rozwałkować na wymiar foremki. Ciasto wyjąć z lodówki, przykryć marcepanem i wstawić do lodówki na kilka godzin, aż całość stężeje. Po tym czasie wyjąć i pokroić na kwadraciki ( u mnie ok. 2,5x2,5cm ale możecie spokojnie kroić większe jeśli chcecie, tylko wtedy wyjdzie ich mniej).
Czekoladę umieścić w misce, dodać likier, olej i olejek. Rozpuścić w kąpieli wodnej lub mikrofali. Gdyby czekolada się zwarzyła i zrobiła gęsta – nie panikujcie. Dolewajcie do niej po łyżeczce wrzącej wody i mieszajcie – aż uzyskacie w miarę płynną czekoladę. Kwadraciki trzymając za spód i marcepan (między kciukiem i palcem wskazującym) maczać i obracać delikatnie w czekoladzie – jest to dosyć kłopotliwe, ale myślę, że dacie radę :) Mi też takie rzeczy nie wychodzą zbyt piękne ! Stawiać na kratce żeby czekolada ociekła. Gdy czekolada w miarę zastygnie – przełożyć na tackę i wstawić do lodówki. Stężałe praliny można przekładać do płaskich pojemników. Trzymać w lodówce, ze względu na czekoladę. Można przechowywać spokojnie min. 2 tygodnie w lodówce. Smacznego!




niedziela, 4 marca 2018

Schwarzwalder Kirschtorte – tort z Czarnego Lasu


Tort Szwarcwaldzki zna chyba każdy z nas. To klasyka wśród tortów w Niemczech, gdzie jest jednym z najbardziej lubianych i pieczonych wypieków. Jego historia sięga roku 1930, jednak połączenie czereśni, bitej śmietany i kirszu (wódki czereśniowej) znane było w południowym Szwarcwaldzie już wcześniej w XIX wieku, ale nie w formie ciasta, tylko jako deser. Gotowano czereśnie, a następnie podawano je ze śmietaną, czasami z dodatkiem kirszu. Co do nazwy, istnieje kilka wersji wyjaśniających jego sławne imię.

Źródło zdjęcia: Wikipedia
Nie jest do końca pewne, czy pochodzi ona ze Szwarcwaldu. Jednak teoria ta znajduje swoje wytłumaczenie w  używaniu do ciasta Kirschwasser, czyli wódki czereśniowej, której produkcja jest mocno rozpowszechniona na tym obszarze. Możliwe też jest, że inspiracją do tortu był tradycyjny, szwarcwaldzki strój damski, którego barwy oddają kolorystykę tego ciasta, zwłaszcza kapelusz jest łudząco podobny do czereśni lub wiśni. Jeszcze inne źródła podają, że nazwa wzięła się z wiórek czekoladowych na wierzchu tortu, które miałyby symbolizować „Czarny Las”. Abstrahując od nazwy, Tort Szwarcwaldzki był hitem wśród wypieków w latach 30 ubiegłego wieku, głównie w Berlinie, ale też w innych miastach zarówno niemieckich, jak i szwajcarskich i austriackich. Do teraz uważany jest za wyjątkowe ciasto, czego dowodem jest organizowany co dwa lata w miejscowości Todtnauberg  Festiwal Ciasta z Czarnego Lasu, gdzie swoje przepisy prezentują zarówno amatorzy jak i profesjonaliści. Z biegiem lat, podstawowy przepis był modyfikowany i do tej pory każdy inaczej dobiera składniki. Ja upiekłam swoją wersję najlepiej jak potrafiłam, myślę, że wyszło całkiem ok :) Po rozdaniu tortu i paru dokładkach, po torcie nie zostało ani śladu. Chyba więc miał wzięcie. Czereśnie z kompotu zamieniłam na orzeźwiające wiśnie, a tradycyjny biszkopt na wilgotne ciasto czekoladowe. Nawet Ci, którzy deklarują, że czekolady nie jadają, wcinali tort bez mrugnięcia oka :)


Składniki (na tort średnicy 22cm):

Ciasto czekoladowe:
1 i ¼ szklanki mąki pszennej
1 i ½ szklanki cukru
3/4 szklanki gorzkiego kakao
2 jajka
1 szklanka maślanki
½ szklanki wiśniówki
½ szklanki oleju
½ szklanki gorącej wody
2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
½  łyżeczki soli
2 łyżeczki cukru wanilinowego

Nadzienie wiśniowe:
600g mrożonych wiśni
4 łyżki cukru
30g skrobi ziemniaczanej

Masa śmietankowa:
500ml słodkiej śmietany 30%
2 łyżki cukru
2 łyżeczki żelatyny
1 łyżeczka cukru wanilinowego lub esencji waniliowej

Do nasączenia: ¾ szklanki wiśniówki ( jeśli nie chcecie alkoholu, pomińcie go, ciasto i bez nasączania jest bardzo wilgotne)

Do dekoracji:
2 kostki gorzkiej czekolady do starcia na tarce
12 zamrożonych wiśni


Wykonanie:

Przygotować okrągłą, odpinaną formę – wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik rozgrzać do 180oC.
Ciasto czekoladowe: do naczynia przesiać mąkę, kakao, proszek do pieczenia i sodę. Dodać cukier, cukier wanilinowy i sól – dokładnie wymieszać wszystkie składniki, aby powstał proszek o jednolitym kolorze. W osobnym naczyniu rozmieszać jajka z olejem. Dodać maślankę i wszystko razem wymieszać. Do suchych składników wlać mieszankę jajek, oleju i maślanki i zmiksować. Następnie dodać wiśniówkę i ponownie zmiksować. Na samym końcu dodać gorącą wodę i jeszcze raz zmiksować. Ciasto powinno być płynne, lejące. Pamiętajcie, aby przed wlaniem do formy sprawdzić, czy część składników nie zalega na dnie naczynia – jeśli tak, to należy po prostu jeszcze raz dokładnie zamieszać. Surowe ciasto wlać do formy i wstawić do piekarnika. Piec ok. 45 minut do tzw. suchego patyczka. Po upieczeniu pozostawić ciasto w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach jeszcze przez 10 minut. Po tym czasie wyjąć i całkowicie ostudzić. Ostudzone  przeciąć na 3 blaty. Ale wcześniej można jeszcze ściąć nierówny wierzch, a ścinki pozostawić w miseczce do wyschnięcia – będą potrzebne do obłożenia tortu. Gdyby zdarzyło się tak, że jest zbyt mało ścinków – można zaopatrzyć się w awaryjną tabliczkę gorzkiej czekolady.
Nadzienie wiśniowe: wiśnie wsypać do garnka, dodać cukier i zagotować. Gotować do momentu, aż wydzieli się sporo soku, a wiśnie lekko zmiękną. Skrobię rozmieszać w 1/3 szklanki zimnej wody i wlewać stopniowo do wiśni cały czas mieszając. Ma powstać bardzo gęsty kisiel. Odstawić do przestudzenia.
Masa śmietankowa: żelatynę rozpuścić w 1/3 szklanki gorącej wody. Śmietanę ubić na sztywno z cukrem i cukrem wanilinowym (lub esencją waniliową). Do ubitej śmietany dodawać po łyżeczce rozpuszczonej żelatyny i mieszać. Odłożyć  4 łyżki śmietany (tak żeby wystarczyło na zrobienie 12 różyczek i lekkie przesmarowanie boków tortu) – najlepiej od razu przełożyć śmietanę do rękawa cukierniczego z końcówką różyczką, zawiązać i schować w lodówce.
Składanie tortu: przygotować okrągłą, odpinaną formę (tą samą, w której było pieczone ciasto czekoladowe). Wyłożyć papierem do pieczenia. Włożyć pierwszy blat ciasta, nasączyć wiśniówką. Posmarować połową kisielu wiśniowego i wyrównać (można odłożyć ze dwie łyżki do dekoracji wierzchu). Na to wyłożyć połowę bitej śmietany – wyrównać. Przykryć drugim blatem ciasta czekoladowego, nasączyć go, na to reszta wiśni, a następnie reszta bitej śmietany. Przykryć ostatnim blatem ciasta. Lekko docisnąć. Tort wstawić do lodówki na kilka godzin (najlepiej na całą noc). Po tym czasie wyjąć go z formy. Wierzch przesmarować minimalną ilością odłożonego kremu (ma wyglądać rustykalnie, czyli biszkopt może prześwitywać spod bitej śmietany). Następnie zrobić 12 różyczek. Resztą śmietany „objechać” tort dookoła (nie przejmujcie się, może być niedokładnie, biszkopty i wiśnie mogą być widoczne, nic się nie dzieje, bo i tak zaraz obłożymy to okruszkami czekoladowymi :)).  Okruszki czekoladowe włożyć do worka i rozwałkować, by je rozdrobnić. Następnie obłożyć boki tortu. Gdyby było ich za mało, zetrzeć czekoladę i dołożyć tam, gdzie brakuje. Na wierzchu na każdej różyczce ułożyć wiśnię. Na środek można dać odłożony kisiel wiśniowy ale nie jest to konieczne. Na sam koniec całość obficie oprószyć startą czekoladą. Smacznego!
 
 

środa, 30 sierpnia 2017

Brownie z bitą śmietaną, frużeliną malinową i świeżymi malinami



Szalony ten rok. Zbyt szalony. Myślałam, że po ślubie znajdę więcej czasu na pieczenie, a tu praca, remont, wakacje, teraz sesja – niestety poprawkowa. A przy tym po prostu zwykłe „nie chce mi się”. Mam nadzieję, że jak w końcu odbiorę nową kuchnię to wróci zapał, wena i chęć do pichcenia. Na razie porozrzucany po całym domu sprzęt kuchenny skutecznie zniechęca mnie do wszystkiego…
Dzisiaj udało mi się znaleźć ciut dobrej woli i upiekłam ciasto. Z malinami. Tak ich dużo na krzakach, że aż żal patrzeć jak niszczeją… Poszłam po maliny, choć ostatnio straszył nas zaskroniec. Nastawiłam piekarnik. Zrobiłam ciasto. Ubiłam śmietanę. Wstawiłam do lodówki.
Ciasto wyszło pyszne – mój niezawodny przepis na Brownie, do tego duuużo malin i bita śmietana. Brzmi świetnie. Ciasto łączy prawie wszystkie smaki – słodycz bitej śmietany, kwaśność malin, goryczkę czekolady. Tylko soli brak :) Mimo dość ciężkiego i sytego Brownie, ciasto jest orzeźwiające. Jedno z lepszych z czekoladą w prawie głównej roli. Kto lubi połączenie czekolady i owoców, koniecznie musi go upiec :)


Składniki (na ciasto w formie 25x35cm):

Brownie:
200g gorzkiej czekolady
200g masła
200g cukru
4 jajka (M)
Szczypta soli

Frużelina malinowa:
350g świeżych malin
2 łyżki cukru
2 łyżeczki skrobi ziemniaczanej

Bita śmietana:
500ml słodkiej śmietany 36%
200g jogurtu greckiego
2 łyżki cukru
1 łyżeczka cukru wanilinowego
1 łyżka żelatyny

Dodatkowo: 350g świeżych malin na wierzch ciasta


Wykonanie:

Piekarnik rozgrzać do 160oC (termoobieg). Formę wyłożyć papierem do pieczenia.
Brownie: czekoladę, masło i cukier umieścić w misce i rozpuścić w kąpieli wodnej, czyli nad garnkiem  z gotującą się wodą. Składniki można również rozpuścić w mikrofali. Gdy wszystkie składniki się rozpuszczą, masę lekko przestudzić, a następnie dodać całe jajka i wszystko razem zmiksować. Masę wylać do formy – wyrównać powierzchnię. Wstawić do piekarnika i piec 30 minut. Wyjąć i ostudzić.
Frużelina malinowa: maliny umieścić w garnku. Dodać 2 łyżki cukru i łyżkę wody. Zagotować. Co jakiś czas mieszając, gotować maliny kilka minut, aż się rozpadną. W ¼ szklanki wody rozmieszać skrobię, a następnie wlać do gotujących się malin – powinny dość zgęstnieć. Gorącą frużelinę przełożyć na spód Brownie i dokładnie rozsmarować. Pozostawić do ostudzenia.
Po tym czasie przygotować bitą śmietanę: żelatynę rozpuścić w ¼ szklanki gorącej wody. Odstawić do przestudzenia. Mocno schłodzoną śmietanę ubić na sztywno z cukrami. Następnie dodać jogurt grecki i wymieszać szpatułką. Na samym końcu dodawać po trochu żelatyny i dokładnie wymieszać. Poczekać chwilkę, aż śmietana zacznie gęstnieć. Wyłożyć na frużelinę i wyrównać. Na wierzch wysypać świeże maliny. Schłodzić ok. 2 godziny w lodówce. Najlepsze jeszcze tego samego dnia, ale dobrze przechowywane będzie smakowało również dnia następnego :) Smacznego! 



niedziela, 9 lipca 2017

Monastyrska izba, Drewno pod śniegiem – półkruche ciasto z wiśniami, z bitą śmietaną i czekoladą


Przepis skradł moje serce. Czasami mam tak, że szukam inspiracji kilka dni i nic, a czasami od razu coś mi wpadnie w oko. I tak było właśnie z tym ciastem. Przepis znalazłam na tej stronie już w zimie, ale ze względu na moją miłość do świeżych wiśni, czekałam aż do lata, kiedy na rynku można dostać piękne, soczyste owoce. Wiem, że w przepisie figurują wiśnie z kompotu, ale nic nie jest w stanie zastąpić świeżych. Najbardziej jednak zafascynowała mnie nazwa – Monastyrska izba. W Rosji ciasto bardzo popularne, gdzie występuje również pod innymi nazwami, jak klasztorna chata czy drewno pod śniegiem. O ile ciasto może przypominać kawałki drewna ułożone i przysypane śniegiem, to klasztornej chaty nie dopatrzę się tam za nic w świecie :) Z racji tego, że nie znam ani jednej litery pisanej cyrylicą, ciężko było mi się doszukać historii tego wypieku.
Ciasto smakuje rewelacyjnie, kwaśne wiśnie i słodycz półkruchego ciasta, a do tego puszysta bita śmietana – coś wspaniałego! Od razu przyznam się do małych modyfikacji – w oryginalnym przepisie używa się śmietany 18%, odsączonej na sicie, ja natomiast użyłam śmietany 36%, którą ubiłam. Z racji tego, że kupiłam duże, dorodne wiśnie, upiekłam tylko 6 wałków nadzianych wiśniami, a powinno być 10. Są tacy co pieką i 15 wałków, wtedy Monastyrska izba jest dość pokaźnych rozmiarów :) Moja wersja wyszła również spora, jak ciasto z dużej keksówki :) Naprawdę polecam, bo ciasto i smakuje i pięknie się prezentuje :)


Składniki (na ciasto rozmiarów keksówki ok. 39x11cm):

Półkruche ciasto:
400g mąki
180g masła
180g śmietany 12 lub 18%
1 jajko (L)
60g cukru pudru
1 łyżeczka cukru wanilinowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Szczypta soli

Nadzienie:
Około 1 kilograma świeżych wiśni – mogą być też wiśnie ze słoika – wtedy 700g

Dodatkowo:
500ml śmietany 36%
3 łyżki cukru
1 łyżeczka cukru wanilinowego
Odrobina gorzkiej czekolady do oprószenia ciasta


Wykonanie:

Półkruche ciasto: masło posiekać razem z mąką, jajkiem i śmietaną, dodać pozostałe składniki i lekko podsypując mąką wyrobić ciasto. Ciasto będzie bardzo miękkie, ale takie ma być. Oprószone mąką zawinąć w folię i wstawić do lodówki. Schłodzi się podczas drylowania wiśni :)
Wiśnie pozbawić pestek – ja to robiłam ręcznie żeby nie uszkodzić zbytnio kształtu owoców. Po wydrylowaniu wiśni rozgrzać piekarnik do 190oC (termoobieg), a dużą formę – najlepiej tą z kompletu piekarnika – wyłożyć papierem do pieczenia. Wyjąć ciasto z lodówki i podzielić na 6 równych części. Każdą część rozwałkować na pas długości ok. 38cm – tak, żeby zmieścił się na dużej blasze:) Jeśli chodzi o jego szerokość, to pas powinien mieć ok. 6cm, tak, żeby położyć na nim rządek wiśni i u góry zlepić ciasto. A więc należy rozwałkować ciasto, ułożyć na nim ciasno rządek wiśni i zlepić nad owocami. Końce tez powinny być szczelnie zlepione. Wałki przełożyć na blachę „szwem” do dołu. Nie przejmujcie się jak ciasto będzie gdzieniegdzie cieńsze, nic się nie stanie jak wypłynie trochę soku :) Tak uformowane wałki wstawić do piekarnika i piec ok. pół godziny, aż nabiorą złoto-brązowego koloru. Wałki należy całkowicie ostudzić.
Przełożenie ciasta: śmietanę ubić z cukrem i cukrem wanilinowym. Na płaskim talerzu lub desce, albo po prostu na blasze układać kolejno: 3 wałki wiśniowe, przesmarować obficie bita śmietaną, 2 wałki wiśniowe, śmietana, wałek wiśniowy. Całość obłożyć pozostałą bitą śmietaną, wygładzić i na koniec zetrzeć gorzką czekoladę. Schłodzić w lodówce przynajmniej kilka godzin. Kroić delikatnie. Pamiętajcie, żeby odpowiednio zabezpieczyć Wasze ciasto i włożyć do pojemnika lub przykryć delikatnie folią, gdyż bita śmietana bardzo lubi chłonąć wszystkie zapachy z lodówki :) Ja nie mam tego problemu, bo mam drugą lodówkę tylko na słodkości :) Smacznego!