Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez glutenu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez glutenu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lutego 2019

Miętowe czekoladki After Eight



Te czekoladki należą do słodkości, które albo się kocha albo nienawidzi :) Czekolada i mięta brzmią sensownie, ale czy aby na pewno każdemu przypadną do gustu w formie znanych czekoladek After Eight? Jeśli nie to nie ma sensu ich robić. Jeśli tak – naprawdę polecam ten przepis :) Smak jest bardzo podobny, a nawet lepszy, bo wiadomo co znajduje się w środku. Ja osobiście nie przepadam za czekoladą, a więc czekoladki te są mi obojętne, jednak trzeba im oddać to, że jednak smakują super :) Inspirowałam się tym przepisem. Proste składniki i mimo, że to prawie sam cukier puder, to uważam, że i tak jest to o niebo lepsze od sklepowych słodkości z szeregiem dodatków E. Wykonanie nie jest trudne, jedynym problemem może być pokrywanie krążków czekoladą, co zresztą zawsze spędza mi sen z powiek :) Czekoladki można przygotować wcześniej i trzymać w lodówce przez kilka tygodni :) Miłośnikom After Eight – polecam!


Składniki (na ok. 50 czekoladek):
500 g cukru pudru
3 łyżki likieru miętowego
2 łyżki śmietany 30 %
1-2 krople zielonego barwnika
150 g gorzkiej czekolady (półtorej tabliczki)


Wykonanie:

Śmietanę wymieszać z likierem i barwnikiem spożywczym w dużej misce. Dodać cukier puder i wymieszać łyżką na gęstą masę. Dużą tackę (mieszczącą się w lodówce) wyłożyć papierem do pieczenia. Dłonie oprószyć cukrem pudrem, odmierzać niepełną łyżeczkę masy i formować spłaszczone krążki. Gdyby masa była za rzadka, dosypać cukru, gdy za gęsta/sypka, dolać likieru. Krążki kłaść na tacce, nie nakładać na siebie. Tackę wstawić do lodówki. Pozostawić na kilka godzin w lodówce. U mnie leżały dłużej niż jeden dzień i fajnie się wysuszyły i stwardniały.
Połowę czekolady rozpuścić w kąpieli wodnej lub w mikrofali. Krążki masy wyjąć z lodówki i delikatnie odwrócić do góry nogami (można sobie pomóc nożem lub szpatułką) pozostawiając na zimnej tacce na papierze do pieczenia. Smarować za pomocą silikonowego pędzelka (same spody). Wstawić do lodówki posmarowane czekoladki i poczekać ok. 15 minut, aż czekolada zastygnie. Po tym czasie zdjąć czekoladki wraz z papierem z tacki, wymienić papier i ułożyć ponownie krążki czekoladą do dołu. Rozpuścić drugą cześć czekolady i smarować górę krążków pędzelkiem. Można udekorować kolorowymi posypkami lub elementami wyciętymi z masy cukrowej ( w tym przypadku ozdoby z masy trzeba wyciąć wcześniej, żeby zdążyć je przylepiać do czekoladek, gdyż czekolada szybko zastyga na zimnych krążkach). Wstawić do lodówki na kilkanaście minut, aż czekolada zastygnie. Czekoladki są gotowe do zjedzenia. Można przechowywać kilka tygodni w zamkniętym pojemniku w lodówce. Smacznego!


wtorek, 29 stycznia 2019

Brownie z fasoli z polewą z gorzkiej czekolady



Kto z Was lubi Brownie? Mam dla Was świetny przepis na czekoladową słodkość :) Gdyby nie powiedziano Wam, jakie są składniki tego ciasta, w życiu nie powiedzielibyście, że w środku znajduje się fasola! Ciasto jest pyszne, zwłaszcza, że pokrywa go warstwa pysznej gorzkiej czekolady. I jak na ciasto z fasoli, jest mięciutkie i wyrośnięte. I brudzi zęby :) Ciasto robiłam ostatnio na warsztaty zdrowego żywienia dzieci w wieku szkolnym, jako propozycja dodatku do lunch boxa :) Mi osobiście najbardziej smakuje mocno schłodzone. Polecam :)


Składniki (na ciasto w formie 25x35cm):
Ciasto:
2 puszki fasoli czerwonej
2 dojrzałe banany
4 jajka
3 łyżki miodu
3 łyżki gorzkiego kakao
2 łyżki oleju kokosowego (można zastąpić rzepakowym)
1 i ½ łyżeczki proszku do pieczenia

Polewa:
1 tabliczka gorzkiej czekolady
1 łyżeczka oleju kokosowego (można zastąpić rzepakowym)


Wykonanie:

Piekarnik rozgrzać do 180oC (termoobieg). Prostokątną formę wyłożyć papierem do pieczenia.
Wszystkie składniki na ciasto zmiksować blenderem na gładko.
Przelać ciasto do foremki. Piec 15 minut, po czym obniżyć temperaturę do 170oC i piec kolejne 15 minut. Ciasto przy dotknięciu palcem ma być gąbczaste, o utrwalonej strukturze. Wyjąć i ostudzić. Czekoladę rozpuścić z łyżeczką oleju w kąpieli wodnej lub mikrofali. Polać ciasto. Smacznego!



środa, 14 listopada 2018

Beza cytrynowa z granatem



Beza, a właściwie Pavlova to hit w moim domu. Niezmiennie od kilku dobrych lat, kiedy zaczęłam ją piec. Najczęściej podaję ją z sezonowymi owocami. A gdy mamy jesień lub zimę, to wtedy w ruch idą owocowe zapasy z zamrażarki. Tym razem chciałam przedstawić bezę w nieco innej wersji, bardziej orzeźwiającej ale dalej mega słodkiej :) Myślę, że wielbiciele cytrynowych smaków będą zachwyceni. Polecam!


Składniki (na dużą bezę średnicy ok. 28cm):
450g cukru pudru
8 białek jaj
1 i ½ łyżeczki octu lub soku z cytryny
1 i ½ łyżeczki skrobi ziemniaczanej

Krem śmietankowy:
500ml słodkiej śmietany 36%
250g serka mascarpone
3 łyżki cukru
1 łyżeczka cukru wanilinowego lub odrobina ekstraktu z wanilii

Krem cytrynowy:
200g cukru
3 cytryny – sok i skórka z nich otarta
2 jajka
2 żółtka
1 pełna łyżka skrobi ziemniaczanej

Dodatkowo: 1 mały granat lub ½ dużego


Wykonanie:

Na dużej blasze położyć papier do pieczenia i narysować okrąg o średnicy ok. 26cm (beza jeszcze urośnie).
Piekarnik rozgrzać do 160oC (z funkcją termoobiegu).
Beza: białka ubić na sztywno ze szczyptą soli. Następnie, nieprzerwanie ubijając, wsypywać po łyżce cukru i dalej miksować, aż piana będzie sztywna i błyszcząca. Dodać skrobię
i ocet/sok z cytryny – zmiksować. Wyłożyć pianę na przygotowany papier do pieczenia
i uformować okrągły „placek” – brzegi bezy można dowolnie modyfikować tzn. można je albo wygładzić, albo postrzępić itp. Ja zazwyczaj zawijam je do góry :). Bezę wstawić do piekarnika i od razu zmniejszyć temperaturę do 120oC. Piec (a raczej suszyć) ok. 1,5 godziny. Po tym czasie wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i pozostawić bezę do całkowitego ostudzenia. Później odwrócić delikatnie bezę do góry nogami i odlepić papier do pieczenia. Położyć spowrotem na dobrą stronę na tacę/paterę.
Krem cytrynowy (można go przygotować dzień wcześniej): cytryny sparzyć, otrzeć skórkę, a następnie wycisnąć z nich sok. Skórkę i sok umieścić w rondelku, dodać jajka, żółtka, cukier i skrobię i dobrze wymieszać rózgą. Podgrzewać na małym ogniu cały czas mieszając, aż krem zgęstnieje. Ostawić do wystudzenia.
Bezpośrednio przed podaniem: słodką śmietanę ubić z cukrami (pod koniec ubijania śmietany, gdy będzie jeszcze nie tak gęsta dodać mascarpone i ubijać do uzyskania pełnej gęstości). Jeśli macie swoją metodę na łączenie śmietany i mascarpone to śmiało możecie jej użyć. Mimo, iż ubijam śmietanę bardzo często, to zawsze się stresuję, że coś pójdzie nie tak :) 
Krem cytrynowy energicznie wymieszać łyżeczką, a następnie wyłożyć połowę na bezie i rozsmarować. Na to wyłożyć śmietanę z mascarpone i rozsmarować. Drugą część kremu cytrynowego wyłozyć kleksami na śmietanę. Można delikatnie zamieszać łyżeczką, by oba kremy się lekko połączyły. Na sam koniec udekorować ziarenkami granatu. Smacznego!




poniedziałek, 19 marca 2018

Pascha wielkanocna



Wspaniała, kremowa, mocno bakaliowa – pascha. Jest symbolem Wielkanocy i przypisuje się jej znaczenie religijne . Jest ona przyrządzana tylko raz w roku, w tym szczególnym dla nas okresie. Pascha ma symbolizować odradzanie się przyrody, a obfite dodatki jak bakalie czy orzechy – dobra luksusowe, bogactwo, obfitość. Pierwotny kształt paschy, czyli kształt „piramidy” czy też trapezu, miał symbolizować grób Chrystusa. Z czasem jednak kształt paschy ulegał modyfikacjom i teraz każdy przygotowuje paschę po swojemu, ale dalej zachowuje ona kształt kopuły. Paschę można przygotować na dwa sposoby – na zimno lub na gorąco. Dzisiejszy przepis to pascha przygotowana sposobem na gorąco. Przepis podglądnęłam na Kwestii Smaku – jest rewelacyjny. Pascha smakuje wybornie – jest słodka, kremowa i bardzo delikatna w smaku. Smak przełamują bakalie, a rum i wanilia nadają niesamowitego aromatu. Paschę można przygotować kilka dni wcześniej i przechowywać w lodówce. Najlepsza jest jednak przygotowana tak dwa dni przed Wielkanocą – wtedy wszystkie smaki przechodzą sobą nawzajem. Nie wiem jak Wy, ale ja wprost przepadam za paschą :) I bardzo polecam ten przepis :)



Składniki (na paschę średnicy ok. 22cm, ale w zależności od użytego naczynia, pascha może też być węższa i wyższa):

2 litry mleka pasteryzowanego 3,2%  (w woreczku lub butelce)
500 g gęstej, kwaśnej śmietany 18%
200g masła
60g cukru pudru
6 jajek
200 g bakalii (u mnie po garści – prażone płatki migdałów, rodzynki, żurawina, kandyzowana skórka pomarańczowa, morele)
1 łyżka rumu
 ½ laski wanilii


Wykonanie:

Mleko wlać do większego garnka, dodać ziarenka wyskrobane z laski wanilii oraz wyskrobaną laskę. Całość zagotować. W misce roztrzepać jajka ze śmietaną. Zagotowane mleko podgrzewać na średnim ogniu i stopniowo wlewać mieszankę śmietany z jajkami. Gotować na średnim ogniu ok. 5 minut – zacznie się wytrącać ser. Gdy zobaczycie, że ser wytrącił się już całkowicie, przestać gotować. Przygotować durszlak lub sito i wyłożyć go gazą. Za pomocą łyżki cedzakowej wyławiać ser i przekładać na sito/durszlak z gazą. Przełożyć nad naczynie, do którego będzie się zlewała serwatka, np. nad garnek lub miskę. Ser przyłożyć talerzykiem, docisnąć czymś ciężkim i wstawić do lodówki na całą noc. Na następny dzień wyjąć ser z lodówki. Miękkie masło utrzeć z cukrem pudrem na puszystą masę. Dodawać stopniowo ser. Do gotowej masy dodać rum oraz bakalie i wymieszać. Przełożyć do wyłożonego gazą naczynia o wybranym kształcie. Wstawić do lodówki na minimum dobę. Przed podaniem ozdobić wybranymi dodatkami, np. bakaliami. Smacznego!

 
 

sobota, 17 marca 2018

Bezglutenowa babka gryczana z ananasem i jabłkiem


Święta wielkanocne bez glutenu? Też dadzą radę ! :) Dzisiaj przygotowałam dla Was przepis na babkę na mące gryczanej, z dodatkiem ananasa i jabłka. Babka pięknie wyrasta i ładnie się prezentuje. Jej smak jest dość ciekawy, choć nie ukrywam, że bardziej smakuje mi ta tradycyjna :) Mąka gryczana nadaje specyficzny, orzechowy posmak. Nasionka Chia fajnie strzelają w zębach, a całość przypomina trochę konsystencją babkę piaskową. Jest to babka z kategorii tych bardziej suchych. Na szczęście jabłka i ananas nadają jej nieco wilgotności i orzeźwienia :) Myślę, że osoby, które nie mogą sobie pozwolić na tradycyjne wypieki, a bardzo by chciały upiec coś fajnego będą zadowolone :)


Składniki (na ciasto w formie z kominkiem średnicy 24cm):

Ciasto:
275g mąki gryczanej
125g masła
100g cukru
4 jajka (L)
4 łyżki syropu z ananasa (z puszki) lub soku jabłkowego
1 łyżka nasion Chia
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka cukru wanilinowego
Skórka otarta z ½ cytryny
Szczypta soli

+ 4 plastry ananasa z puszki
+ 2 średnie jabłka

Lukier: 4 kopiate łyżki cukru pudru, 4 łyżeczki syropu z ananasa, 4 łyżeczki soku z cytryny, odrobina skórki otartej z cytryny - wszystko wymieszać


Wykonanie:

Piekarnik rozgrzać do 175oC (termoobieg). Formę z kominkiem wysmarować masłem i oprószyć mąką gryczaną.
Ciasto:  mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i solą.  Ananasa i jabłko pokroić w drobną kostkę. Masło utrzeć z cukrem i cukrem wanilinowym na puszysto, dodawać po jednym żółtku i dalej miksować. Następnie dodawać stopniowo po trochu białek, aż masa się połączy. Wsypać mąkę, skórkę z cytryny i syrop/sok - zmiksować. Na samym końcu dodać owoce oraz nasiona Chia i wymieszać szpatułką. Piec  ok. 40 minut do tzw. „suchego patyczka”. Ostudzić. Polać lukrem i ozdobić według uznania. Smacznego!

 

niedziela, 18 lutego 2018

Szwedzki torcik Daim



Uwielbiam to uczucie gdy wracam do domu po ostatnim egzaminie. Każdy kto studiował lub studiuje, wie, jak wielki kamień spada z serca po bardzo ciężkim egzaminie. A takich nie brakuje na mojej magisterce. Na szczęście do końca studiów została mi jeszcze ostatnia sesja, w czerwcu. Potem już tylko obrona i oficjalny tytuł mgr :) A następnie ….sporo planów :)
Tymczasem cieszę się, że wiosna za pasem. Cieszę się na samą myśl o wiosennych ciuszkach, słoneczku i pięknym kolorowym ogródku. A po drodze jeszcze moje ulubione święta wielkanocne. Ach, nie ma co marzyć bo to już za półtora miesiąca!

A teraz do rzeczy.

Obiecałam na Fb, że jak tylko kupię cukierki Daim, to coś z nich wyczaruję. Tak się składa, że razem z moim mężem bardzo lubimy jeździć do IKEI i zawsze obowiązkowym punktem programu jest kawa. Do kawy mąż zawsze bierze coś słodkiego, a ja degustuję (przy okazji oczywiście ;)) Już kolejny raz zainspirowałam się tamtejszymi wypiekami i tym razem upatrzyłam sobie torcik Daim. Niepozorny, niski, mocno słodki, ale za to jaki pyszny. Poszperałam w Internecie i znalazłam kilka przepisów, zarówno polskich jak i niemieckich, ale większość z nich była przeładowana cukrem. Z mojego torciku w sumie odjęłam aż 250g cukru, a i tak dalej jest mocno słodki. Ale taki ma być, taki jego urok :) W smaku jest przepyszny – migdałowe biszkopty, kremowa masa, czekolada i chrupiące cukierki Daim. No i jak tu nie zakochać się w takim połączeniu? Torcik nie jest skomplikowany w przygotowaniu, jedynym problemem jest wejście w posiadanie cukierków Daim. W tym celu trzeba udać się do IKEI lub do sklepu, w którym wiemy, że je kupimy. Ale smak wynagradza wszelkie przeszkody :) Polecam :)


Składniki (na torcik średnicy ok. 22cm):

Blaty migdałowe:
200g mielonych migdałów
150g cukru
7 białek jaj
Szczypta soli

Masa:
200g masła
50g cukru
7 żółtek

Polewa czekoladowa:
100g (1 tabliczka) mlecznej czekolady
70ml słodkiej śmietany 30%

Dodatkowo: 150g cukierków Daim (ja kupiłam w IKEI takie w formie batoników pakowanych po 3 szt., bo 500g to za duża paczka :))


Wykonanie:

Na dwóch dużych blachach rozłożyć papier do pieczenia i narysować okręgi o średnicy 22cm każdy. Piekarnik rozgrzać do 190oC (termoobieg).
Blaty migdałowe: białka ubić z cukrem i szczyptą soli na sztywno. Dodać mielone migdały i dokładnie wymieszać. Masę rozsmarować na papierach do pieczenia, tworząc dwa okręgi. Obie blachy wstawić do piekarnika i piec 10 minut, po czym zamienić blachy – górną przełożyć na dół, a dolną na górę. Blaty piec jeszcze przez 5 minut, aż nabiorą złoto-brązowego koloru. Upieczone blaty ostudzić.
Masa: do miski wlać żółtka i wsypać cukier. Miskę umieścić na garnku z gotującą się wodą i zacząć ubijać na parze. Gdy masa stanie się puszysta i widocznie zgęstnieje, zdjąć miskę z garnka i umieścić w zimnej wodzie (najprościej w zlewozmywaku wypełnionym zimną wodą). Co jakiś czas mieszać, aż masa będzie chłodna, a najlepiej zimna.
Miękkie masło umieścić w misce i zacząć ucierać, dodając stopniowo (po łyżce) ostudzoną masę żółtkową. Ucierać, aż masło i masa połączą się w jednolitą, gładką i gęstą masę. Masa powinna nabrać nieco puszystości.
Pierwszy blat posmarować  2/3 masy i przykryć drugim blatem. Wierzch posmarować resztą masy.  Brzegi można przyciąć, by były równe, jednak ja tego nie robię, bo szkoda mi wyrzucać takie pyszności. A nierówności przykryłam czekoladą :)
Polewa czekoladowa: czekoladę umieścić w misce razem ze śmietaną i rozpuścić kąpieli wodnej (lub w mikrofali). Przestudzić. Do schłodzonej czekolady wrzucić drobno posiekane cukierki Daim i dokładnie wymieszać. Polewę wylać na wierzch i delikatnie rozsmarować, żeby za dużo nie spłynęło na boki. Boki natomiast lekko przesmarować czekoladą z wierzchu ciasta. Ciasto schłodzić w lodówce przez minimum 2 godziny, ale najlepiej otrzymać go nieco dłużej. Jeżeli wolicie by masa była twarda, trzymajcie torcik w lodówce aż do momentu podania, a jeśli wolicie miękką masę, wyjmijcie tort na 20-30 minut przed podaniem. Smacznego!

 
 
 

niedziela, 21 stycznia 2018

Bezglutenowa szarlotka jaglana



Oto nadeszła jabłkowa alternatywa dla osób na diecie bezglutenowej :) Aromatyczna i chrupiąca szarlotka  na kaszy jaglanej, wypełniona całym, pysznym kilogramem jabłek ! Nie ma w niej ani grama żadnej innej mąki. Zmodyfikowałam mój przepis na tradycyjne kruche ciasto, zamieniając 150 gram mąki pszennej na 400 gram kaszy jaglanej.  Kaszę zmieliłam na drobną mączkę, ale myślę, że spokojnie możecie użyć gotowej mąki jaglanej grubomielonej :) Jeśli boicie się, że szarlotka wyjdzie gorzkawa, możecie uprzednio poddać obróbce kaszę, tzn. przepłukać w zimnej wodzie i uprażyć aby pozbyć się goryczki z kaszy. Ja osobiście nigdy nie płuczę, ani nie prażę kaszy, bo nie przeszkadza mi ten posmak, którego już nawet nie czuję.
Szarlotka wyszła pyszna. Mięciutka, o bardzo delikatnym i piaskowym cieście, z pysznym jabłkowym wnętrzem. Do szarlotki użyłam jabłek odmiany Idared, bo są one słodko-kwaśne i bardzo soczyste. Nie każdy rodzaj jabłek nadaje się do ciasta. Warto więc wybrać te naprawdę smaczne.
Szarlotkę można podać z bitą śmietaną lub z lodami, wtedy będzie smakować podwójnie pysznie ! Polecam :)


Składniki (na szarlotkę w okrągłej formie 24cm):

Ciasto:
400g kaszy jaglanej (ewentualnie mąki jaglanej grubomielonej)
130g masła
75g cukru pudru
2 żółtka
2 łyżeczki cukru wanilinowego
Szczypta soli

Nadzienie:
1 kg jabłek – odmiana Idared (ewentualnie inna słodko-kwaśna i aromatyczna)
Odrobina cynamonu


Wykonanie:

Ciasto: kaszę jaglaną zblendować na sypko. Musi być bardzo drobna, pyłkowata  z wyczuwalnymi drobnymi grudkami. Zamiast kaszy można użyć mąkę jaglaną grubomieloną.
Połowę zblendowanej kaszy oraz resztę składników zmiksować. Dodać drugą połowę kaszy i zagnieść ciasto. Będzie ono miękkie, z wyczuwalnymi grudkami. Można odstawić na pół godziny do lodówki.
Przygotować jabłka: obrać i pokroić do garnka na plasterki. Dodać 2 łyżki wody i dusić na małym ogniu ok. 5 minut. Odstawić.
Okrągłą, odpinaną formę wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik rozgrzać do 175oC. Ciasto podzielić na dwie części. Jedna z nich powinna być minimalnie większa od drugiej. Większą częścią ciasta wylepić dno i boki formy.  Wstawić do piekarnika i podpiekać ok. 10 minut. Po tym czasie na podpieczony spód wyłożyć jabłka i wyrównać. Posypać odrobiną cynamonu po całej powierzchni. Na wierzchu poukładać kawałki rwane z drugiej części ciasta. Wstawić do piekarnika i piec ok. 20-25 minut. Wyjąć i całkowicie ostudzić. Oprószyć cukrem pudrem. Można podawać z lodami lub bitą śmietaną :) Smacznego!

 
 

poniedziałek, 18 września 2017

Omlet z mąki ryżowej z serkiem wiejskim



Dzisiaj mała odskocznia od wypieków :) Moje śniadanie to zawsze owsianka, płatki żytnie lub jaglanka z owocami, bo jestem tak uzależniona, że nie wyobrażam sobie już życia bez nich! Ale raz w tygodniu robię sobie przerwę i wtedy na stole lądują pełnoziarniste grzanki z serkiem twarogowym i konfiturą, placki lub omlet. Od biedy coś na słono, ale to tylko jeśli jestem u kogoś lub w cudownym hotelu z jeszcze cudowniejszym bufetem :) W niedzielę miałam smak na omlet. Proste składniki, raz dwa trzy i omlet już był na talerzu. I nawet udało mi się go obrócić szpatułką. Omlet z mąki ryżowej i serka wiejskiego może i brzmi dziwnie, ale smakuje dobrze. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do smaku mąki ryżowej :) Serek wiejski po ogrzaniu lekko się ciągnie, prawie jak ser żółty. Omlet wyszedł puszysty i mięciutki. Idealnie komponuje się z konfiturami, miodem i orzechami, owocami lub jogurtem. Jak dla mnie idealny jako „fit deser” w ciągu tygodnia :) A w weekend nie liczymy kalorii :) Polecam :)


Składniki (na 1 omlet z małej patelni):
1 jajko (L)
25g mąki ryżowej
1 kopiata łyżka serka wiejskiego odsączonego
½ łyżeczki miodu
Szczypta proszku do pieczenia
Szczypta soli


Wykonanie:

Białko jaja oddzielić od żółtka. Żółtko wymieszać z serkiem wiejskim, mąką ryżową, miodem i proszkiem do pieczenia. Rozgrzać patelnię przesmarowaną lekko olejem (pamiętajcie, że teflon nie może być zdarty, bo wtedy omlet przywrze do patelni i całość się przypali). Białko ubić na sztywno ze szczyptą soli. Wymieszać z poprzednimi składnikami. Masę wylać na rozgrzaną patelnię, zmniejszyć płomień do minimum i przykryć pokrywką. Smażyć do czasu, aż wierzch omletu lekko się zetnie i omlet będzie można podważyć szeroką szpatułką. Po tym czasie omlet obrócić na drugą stronę i smażyć jeszcze chwilę, aż spód się przypiecze. Przełożyć na talerz i podawać z ulubionymi dodatkami. Smacznego!

P.S. Omlet smakuje równie dobrze na zimno i  podany z ulubionymi dodatkami może być alternatywą deseru po obiedzie :)


 

środa, 30 sierpnia 2017

Brownie z bitą śmietaną, frużeliną malinową i świeżymi malinami



Szalony ten rok. Zbyt szalony. Myślałam, że po ślubie znajdę więcej czasu na pieczenie, a tu praca, remont, wakacje, teraz sesja – niestety poprawkowa. A przy tym po prostu zwykłe „nie chce mi się”. Mam nadzieję, że jak w końcu odbiorę nową kuchnię to wróci zapał, wena i chęć do pichcenia. Na razie porozrzucany po całym domu sprzęt kuchenny skutecznie zniechęca mnie do wszystkiego…
Dzisiaj udało mi się znaleźć ciut dobrej woli i upiekłam ciasto. Z malinami. Tak ich dużo na krzakach, że aż żal patrzeć jak niszczeją… Poszłam po maliny, choć ostatnio straszył nas zaskroniec. Nastawiłam piekarnik. Zrobiłam ciasto. Ubiłam śmietanę. Wstawiłam do lodówki.
Ciasto wyszło pyszne – mój niezawodny przepis na Brownie, do tego duuużo malin i bita śmietana. Brzmi świetnie. Ciasto łączy prawie wszystkie smaki – słodycz bitej śmietany, kwaśność malin, goryczkę czekolady. Tylko soli brak :) Mimo dość ciężkiego i sytego Brownie, ciasto jest orzeźwiające. Jedno z lepszych z czekoladą w prawie głównej roli. Kto lubi połączenie czekolady i owoców, koniecznie musi go upiec :)


Składniki (na ciasto w formie 25x35cm):

Brownie:
200g gorzkiej czekolady
200g masła
200g cukru
4 jajka (M)
Szczypta soli

Frużelina malinowa:
350g świeżych malin
2 łyżki cukru
2 łyżeczki skrobi ziemniaczanej

Bita śmietana:
500ml słodkiej śmietany 36%
200g jogurtu greckiego
2 łyżki cukru
1 łyżeczka cukru wanilinowego
1 łyżka żelatyny

Dodatkowo: 350g świeżych malin na wierzch ciasta


Wykonanie:

Piekarnik rozgrzać do 160oC (termoobieg). Formę wyłożyć papierem do pieczenia.
Brownie: czekoladę, masło i cukier umieścić w misce i rozpuścić w kąpieli wodnej, czyli nad garnkiem  z gotującą się wodą. Składniki można również rozpuścić w mikrofali. Gdy wszystkie składniki się rozpuszczą, masę lekko przestudzić, a następnie dodać całe jajka i wszystko razem zmiksować. Masę wylać do formy – wyrównać powierzchnię. Wstawić do piekarnika i piec 30 minut. Wyjąć i ostudzić.
Frużelina malinowa: maliny umieścić w garnku. Dodać 2 łyżki cukru i łyżkę wody. Zagotować. Co jakiś czas mieszając, gotować maliny kilka minut, aż się rozpadną. W ¼ szklanki wody rozmieszać skrobię, a następnie wlać do gotujących się malin – powinny dość zgęstnieć. Gorącą frużelinę przełożyć na spód Brownie i dokładnie rozsmarować. Pozostawić do ostudzenia.
Po tym czasie przygotować bitą śmietanę: żelatynę rozpuścić w ¼ szklanki gorącej wody. Odstawić do przestudzenia. Mocno schłodzoną śmietanę ubić na sztywno z cukrami. Następnie dodać jogurt grecki i wymieszać szpatułką. Na samym końcu dodawać po trochu żelatyny i dokładnie wymieszać. Poczekać chwilkę, aż śmietana zacznie gęstnieć. Wyłożyć na frużelinę i wyrównać. Na wierzch wysypać świeże maliny. Schłodzić ok. 2 godziny w lodówce. Najlepsze jeszcze tego samego dnia, ale dobrze przechowywane będzie smakowało również dnia następnego :) Smacznego!