Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spirytus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spirytus. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 lutego 2017

BeaverTails – Ogony bobra



Wiem, że dziś już za późno by je upiec, ale będą jak znalazł na przyszły rok lub inne okazje, gdy będziecie potrzebować coś "pączkowego":)
A więc BeaverTails...Ten tradycyjny kanadyjski przysmak o dziwnej nazwie to nic innego jak odpowiednik naszych pączków, tyle że jego kształt ma przypominać ogon bobra. Bóbr zaraz obok klonu jest symbolem Kanady i jest on głęboko zakorzeniony w dziejach tego kraju. Bóbr był i jest powszechnie występującym w Kanadzie gryzoniem, symbolizującym spryt, pracowitość, a także inteligencję. Takie właśnie cechy przypisywano wczesnym Kanadyjczykom. Nic więc dziwnego, że zwierzę to zostało mianowane symbolem.
Dawniej w Kanadzie piekło się prawdziwe bobrze ogony, a w czasie ich braku, potrawę zastępowano płaskim chlebem formowanym właśnie na kształt ogonów. Jednak historia słodkich ogonów bobra sięga roku 1978, kiedy małżeństwo Hookerów korzystając z rodzinnej receptury babki zdecydowali się na ich sprzedaż podczas święta wspólnoty w mieście Killaloe w Ontario. Babka Hookera przyrządzała te chlebki na śniadanie, polane masłem i posypane cynamonem, cukrem lub dżemem. Sama nazwa „BeaverTails” weszła w życie w roku 1980, kiedy to utworzono pierwszy sklepik z tym przysmakiem na rynku w Ottawie. Od tego czasu ogony bobra stały się tradycją i nieodłącznym elementem wszelkich eventów, festynów i zabaw. Dostać je można w przeróżnych wersjach – z czekoladą, owocami, cukrem.
Szalenie zaciekawił mnie ten przepis, dlatego zdecydowałam się go wypróbować. Zakochałam się w kształcie, a poza tym, uwielbiam cynamon. Zaciekawiło mnie również całonocne garowanie ciasta. Najlepiej zacząć przygotowanie o około 18-19 wieczorem, kiedy to pierwszy raz zagniatamy ciasto, potem ciasto sobie odpoczywa i rośnie przez noc, a rano ponownie go zagniatamy.
Jakkolwiek to brzmi, smażone ogony są przepyszne, pulchniutkie, mięciutkie. Bardzo chrupiące i różnią się znacznie od pączków, bo prawie nie mają "miąższu". Można oczywiście formować nieco grubsze placki - wtedy w środku jest więcej białego wnętrza:) Jak dla mnie ciut za słodkie, ale czyż nie o to chodzi by w tłusty czwartek było do syta? :) Polecam!


Składniki (na całą paterę - ok. 30 ogonów różnej wielkości):

Zaczyn drożdżowy:
260g mąki pszennej (1 i ¾ szklanki)
½ szklanki ciepłego mleka
½ szklanki letniej wody
50g świeżych drożdży

+ 320g mąki pszennej (2 szklanki) – na później

Masa jajeczno-maślana:
60g miękkiego masła
½ szklanki cukru
3 małe jajka
1 łyżeczka cukru wanilinowego
¼ łyżeczki soli

Dodatkowo:
½ małego kieliszka spirytusu (lub wódki)
2 szklanki cukru i łyżeczka cynamonu do obtaczania ogonów


Wykonanie:

Zaczyn drożdżowy: drożdże rozpuścić w mleku i wodzie, dodać do przesianej mąki i wszystko zmiksować na jednolitą masę. Odstawić pod przykryciem na ok. 2-3 godziny.
Masa jajeczno-maślana: wszystkie składniki umieścić w misce i miksować do białości – ok. 2 minuty. Do masy dodać zaczyn drożdżowy i dokładnie zmiksować. Na samym końcu dodać przesianą mąkę (te 320g) i wyrobić gładkie ciasto (ja wyrabiam mikserem z końcówką hakiem). Przykryć i odstawić na całą noc w temperaturze pokojowej.
Rankiem dodać spirytus i jeszcze raz zagnieść ciasto i pozostawić na 1-2 godzin do ponownego wyrośnięcia. Po tym czasie ciasto wyjąć i oprószyć mąką, gdyż jest nieco rzadsze. Z ciasta formować kulki, a następnie spłaszczać i formować w owalne kształty. Placki powinny być bardzo cienkie. Każdy placek naciąć tworząc romby i pozostawić na ok. 10-15 minut na blacie. To akurat tyle, by rozgrzać olej (jego temperaturę sprawdzam wrzucając skrawek ciasta, choć najlepszy jest do tego termometr). Po tym czasie placki smażyć na złoto-brązowo, następnie położyć na moment na ręczniku papierowym i jeszcze gorące wrzucać do cukru cynamonowego i dokładnie obtaczać. Nadmiar cukru strząsnąć. Ogony można również posypać cukrem pudrem, ale wtedy stracą swój urok i ładny kolor ;) Smacznego!

 


wtorek, 21 lutego 2017

Doughnuts – kolorowe oponki



Tłusty czwartek już za parę dni, czas więc zastanowić się jakimi to słodkościami uraczyć domowników. Klasyczne pączki z marmoladą, faworki, a może kolorowe oponki? Ja w tym roku pokusiłam się o amerykański klasyk – pączki z dziurką suto oblane lukrem albo czekoladą. W filmach amerykańskich –najczęściej komediach – policjanci zawsze jedzą w radiowozie dougnuts i popijają napojem :) No i co by mi nie mówiono, te kolorowe pączki zawsze będą mi się kojarzyły z jakimś leniwym policjantem, który marzy o tym, by delikwent dał mu spokój, żeby ten mógł w spokoju dokończyć posiłek:)
W Polsce kiedy nadchodzi TEN dzień, czyli tłusty czwartek, jesteśmy w stanie pochłonąć ogromne ilości pączków. Przyznajcie się, ile razy robiliście ranking „kto zjadł więcej”? :) Kolorowe oponki oprócz tego, że są pyszne, to jeszcze wyglądają cudownie. Takie kolorowe :) Myślę, że nie tylko dzieciaki się skuszą na taką wersję tłustego czwartku. Pączki wyszły pyszne, pulchniutkie, nienasączone tłuszczem. Polecam!


Składniki (na 15 oponek i 15 małych pączuszków):

Ciasto drożdżowe:
450g mąki pszennej
200ml mleka
4 żółtka (L)
40g cukru
40g świeżych drożdży
1 spora łyżka serka twarogowego/homogenizowanego
1 łyżeczka cukru wanilinowego
½ małego kieliszka spirytusu
Szczypta soli

Lukier biały i różowy:
250-300g cukru pudru
2 białka jaj
1 łyżeczka soku z cytryny
Odrobina czerwonego barwinka spożywczego

Polewa z czekolady:
35g czekolady mlecznej
35g czekolady gorzkiej
1 łyżka mleka



Wykonanie:

Ciasto: mleko podgrzać. W letnim mleku rozpuścić drożdże. Mąkę wsypać do miski, zrobić wgłębienie i wlać do niego rozpuszczone drożdże. Przysypać otaczającą mąką. Pozostawić w ciepłym miejscu, aż drożdże „ruszą” i kopczyk się wybrzuszy.
Żółtka utrzeć z cukrem i serkiem, aż masa podwoi objętość i nabierze puszystości. Masę wlać do mąki z zaczynem, dodać cukier wanilinowy, sól  i zagnieść gładkie ciasto (ja zagniatam mikserem z końcówką hakiem). Odstawić na ok. godzinę do wyrośnięcia. Po tym czasie dodać spirytus i delikatnie zarobić ponownie ciasto. Odstawić na ok. 15 minut, aż ciasto podrośnie. W szerokim garnku rozgrzać olej ( jego temperaturę sprawdzam wrzucając skrawek ciasta, choć najlepszy jest do tego termometr). Ciasto drożdżowe rozwałkować i wykrajać kubkiem koła, a następnie kieliszkiem dziurki. Oponki wrzucać na rozgrzany olej i smażyć na złoto-brązowo z obu stron. Wykładać na ręcznik papierowy.
Lukier: białka ubijać na lekką pianę (musi być jeszcze lejąca!), dodać cukier puder i sok z cytryny. Dokładnie wymieszać. Podzielić na 2 części. Do jednej dodać odrobinę czerwonego/różowego barwnika i dokładnie wymieszać. By oponki były równo i gładko pokryte lukrem, należy je zanurzać „do góry nogami” – do połowy oponki. Przełożyć na kratkę, by nadmiar lukru ściekł. Posypać kolorową posypką i pozostawić do zastygnięcia lukru.
Polewa czekoladowa: czekoladę i mleko podgrzewać w kąpieli wodnej – gdyby czekolada zbytnio zgęstniała lub zwarzyła się, należy dodawać po łyżeczce wrzącej wody, aż uzyska powrotem płynność. Podobnie jak z lukrem – pączki zanurzać w czekoladzie i posypać posypką. Oczywiście można użyć innej czekolady, innych barwników i innych ozdób – tutaj jest miejsce na Waszą kreatywność ! :) Dla tradycjonalistów pozostaje cukier puder (to moja ulubiona wersja;)). Smacznego!


 

niedziela, 6 listopada 2016

Bezowy tort kokosowy



Moi kochani, na wstępie przepraszam za chwilową nieobecność na blogu. Jest to związane z moim powrotem na uczelnię, a dokładniej z „uczelnianymi przeszkodami”. Mimo wszystko jednak, bardzo się cieszę, że wróciłam. Nie potrafię usiedzieć na miejscu. Nowi znajomi, kupa bezsensownych przedmiotów i spora dawka pozytywnej energii. Tak, to z pewnością znowu studia.
Dzisiaj z przyjemnością przedstawię Wam przepis na kokosową rozpustę :) W końcu coś konkretnego. Intensywnie kokosowy tort bezowy to idealna propozycja na słodki, weekendowy deser. Tort ten był moją totalną improwizacją, jak się okazało bardzo trafioną i smaczną. Chrupiące bezy, intensywnie kokosowy krem z wiórkami i mleczkiem kokosowym, bitą śmietaną i mascarpone – wszystko to tworzy pełnię smaku. Tort jest pyszny, lecz bardzo sycący. Jestem pewna, że znajdzie wśród Was wielu fanów:). Polecam!


Z racji tego, że jestem dość niecierpliwą osobą, a także ze względu na porę roku, gdzie dostęp światła dziennego został totalnie pochłonięty przez poszerzoną wieczorową porę, tort musiałam wyjąć wcześniej z lodówki, co poskutkowało popękaniem góry. Musiałam zrobić zdjęcia, a wątpię, że tort dotrwałby dnia następnego:) Popękana góra nie jest jakąś ujmą albo wadą, bo tort nadal smakuje rewelacyjnie, ale  wizualnie lepiej wygląda po kilku godzinach spędzonych w lodówce:)

Składniki (na tort w okrągłej formie 24cm):

Kokosowe blaty bezowe:
4 białka (L)
240g cukru
100g wiórek kokosowych
2 łyżeczki skrobi ziemniaczanej

Krem kokosowy:
400g mleka kokosowego z puszki
330ml słodkiej śmietany 30%
250g sera mascarpone
150g cukru
100g wiórek kokosowych
2 wafelki kokosowe typu princessa
1 i ½ łyżeczki żelatyny spożywczej
½ kieliszka spirytusu lub wódki 

Dodatkowo: 1 duże opakowanie pralinek Rafaello (8 sztuk do dekoracji, reszta do kremu)


Wykonanie:

Bezy kokosowe: jeżeli jesteście w posiadaniu dwóch piekarników, lub piekarnika z możliwością pieczenia dwóch rzeczy na raz, to możecie przygotować dwa blaty od razu. Gdy jednak nie macie takiej możliwości, musicie podzielić składniki na pół i zrobić jedną bezę po drugiej.
A więc: najpierw rozgrzać piekarnik do 140oC. Dużą formę wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze odrysować okrąg formy, w której będziecie robić tort. Białka ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodawać stopniowo cukier. Do ubitej piany dodać skrobię i ponownie zmiksować. Na koniec dodać wiórki kokosowe i wymieszać szpatułką. Wyłożyć na papier z narysowanym okręgiem – nie musi być równo z linią okręgu, bo beza i tak minimalnie urośnie na boki. Bezę wstawić do piekarnika i zmniejszyć temperaturę do 120oC. Suszyć przez godzinę. Wyjąć i ostudzić. Jeżeli pieczecie na dwa razy, to z drugą bezę upiec w ten sam sposób.
Przed zrobieniem kremu należy dopasować bezy do rozmiaru foremki – w tym celu należy przyłożyć foremkę na wierzch bezy i odciąć odstające brzegi. Jeden blat bezy umieścić na dnie foremki wyłożonej papierem do pieczenia.
Krem kokosowy: Mleko kokosowe zmiksować z wiórkami kokosowymi, połową cukru i spirytusem/wódką. Żelatynę rozpuścić w ¼ szklanki gorącej wody i przestudzić. Mascarpone wymieszać z 3 łyżkami płynnej słodkiej śmietany. W osobnym naczyniu ubić na sztywno resztę słodkiej śmietany. Śmietanę dodawać porcjami do rozrobionego mascarpone i delikatnie mieszać. Żelatynę wlać do wiórek kokosowych i dokładnie wymieszać. Następnie połączyć obie masy i delikatnie wymieszać.  Na sam koniec dodać starte na tarce wafelki oraz rozkruszone pralinki rafaello. Wszystko dokładnie wymieszać. Odłożyć 1/3 szklanki kremu – będzie potrzebny do dekoracji. Resztę kremu wlać do foremki. Wyrównać i przykryć drugim blatem bezowym. Wstawić do lodówki na dobre kilka godzin a najlepiej na całą noc.
Po tym czasie wyjąć z formy i przed podaniem udekorować pralinkami – szprycą zrobić 8 rozetek z odłożonego kremu i umieścić w nich kuleczki rafaello. Smacznego!

 


niedziela, 20 marca 2016

Zakrapiany „ptasi” torcik daktylowo-figowy



Ależ mi się spodobał ten torcik! Od lutego cały czas przeglądałam różne blogi – polskie i zagraniczne – w poszukiwaniu wielkanocnych inspiracji. Trudno było mi się zdecydować tylko na kilka pomysłów, a niestety musiałam ze względu na pracę i brak osób, które mogłyby konsumować te wszystkie pyszności… Od lat obiecuję sobie, że w końcu opublikuję przepisy na tradycyjne wypieki czyli chociażby makowiec, ale u nas makowcem zajmuje się mama (bo robi go najlepiej na świecie i nawet nie chciałabym stawać do konkurencji:)), więc zawsze takie przepisy umykają mojej uwadze.  Kiedyś zabiorę się przez lato za pieczenie makowca jeśli najdzie mnie ochota na mak – a co! I wtedy będę miała gotowca by Wam go pokazać:). Ale póki co mamy przedwiośnie :)


Dzisiaj przygotowałam dla Was przepyszny daktylowo-figowy „ptasi” torcik. No i nie dość, że jest pyszny, to jeszcze bardzo efektowny. Świetnie będzie wyglądał na wielkanocnym stole. Pomysł na dekorację podpatrzyłam tutaj, a smak wymyśliłam sama:). Dlaczego zakrapiany? No cóż, ma w sobie sporo alkoholu:). Polecam!


Składniki (na tort w okrągłej formie o średnicy 24cm):

Biszkopt genueński:
190g mąki pszennej
190g cukru
6 jajek
45g rozpuszczonego i ostudzonego masła

+ 20g masła do wysmarowania formy

Masa daktylowo-figowa:
150g daktyli suszonych
150g fig suszonych
100g dowolnych orzechów (u mnie włoskie)
1 kieliszek spirytusu (opcjonalnie wódki)
100ml słodkiej śmietany 30%
100ml mleka

Masa do obłożenia tortu:
500g słodkiej śmietany 30% (z tej porcji potrzebna będzie mała część do masy daktylowej)
1 łyżka cukru
1 łyżeczka cukru wanilinowego
1 i ½  łyżeczki żelatyny
Odrobina niebieskiego barwnika spożywczego

Do nasączenia biszkoptu:
¼ szklanki wody
¼ szklanki dowolnej wódki (ewentualnie innego, niealkoholowego jasnego płynu)

Dodatkowo do dekoracji:

-odrobina rozpuszczonej czekolady
 -kolorowe jajeczka i wiórki czekoladowe lub posiekana czekolada do przybrania tortu


Wykonanie:

Biszkopt: piekarnik rozgrzać do 190oC (z funkcją termoobiegu). Formę wysmarować masłem i oprószyć mąką całą powierzchnię.
Jajka ubijać z cukrem przez 12 minut, aż zwiększą swoją objętość. Powinna powstać bardzo jasna, puszysta masa o średniej gęstości. Wyłączyć mikser. Do masy jajecznej wsypywać stopniowo po jednej, płaskiej łyżce mąki i delikatnie mieszać szpatułką. Gdy masa będzie wymieszana z mąką, dodawać po trochu ostudzonego masła i delikatnie mieszać. Gotowe surowe ciasto przelać do wysmarowanej masłem i oprószonej mąką formy. Wstawić do piekarnika i piec ok. 30 minut. Po tym czasie uchylić drzwiczki piekarnika i pozostawić do wystudzenia. Ostudzony przekroić na 3 blaty.
Masa daktylowo-figowa: daktyle, figi i orzechy przełożyć do blendera, dodać alkohol, śmietanę i mleko – wszystko dokładnie zmiksować na pastę.
Śmietanę ubić na sztywno z cukrem i cukrem wanilinowym. Do szklanki o pojemności 250ml odłożyć część ubitej śmietany, a następnie wymieszać ją z pastą bakaliową – odstawić.
Żelatynę rozpuścić w kliku łyżkach wrzącej wody i przestudzić. Przestudzoną dodać do drugiej części ubitej śmietany i dokładnie wymieszać. Na koniec dodać odrobinę niebieskiego barwnika spożywczego – w ilości takiej, by intensywność niebieskiego była dla Was satysfakcjonująca.
Uwaga: śmietana z żelatyną może zacząć szybko żelować, więc pilnujcie by Wam zbytnio nie zastygła:). Gdyby tak się nieopatrznie stało, należy dodać do niej nieco czegoś płynnego, np. mleka i ponownie zmiksować.
Składanie tortu: pierwszy blat biszkoptu nasączyć, posmarować połową masy daktylowej, przykryć drugim blatem, znowu nasączyć, posmarować masą daktylową i przykryć ostatnim blatem. Cały tort posmarować niebieską bitą śmietaną i wyrównać.
Dekorowanie: łyżeczkę maczać w rozpuszczonej czekoladzie i chlapać tort z każdej strony. Do uzyskania mniejszych plamek użyć szczoteczki do zębów – maczać w czekoladzie, a następnie „pryskać” na tort.
Na samym końcu udekorować wiórkami czekoladowymi i jajkami tworząc gniazdka. Gotowe! Teraz pozostaje tylko schłodzić tort przez kilka godzin w lodówce :). Pamiętajcie, że wszelkie wypieki zawierające śmietanę i inne podobne kremy muszą być absolutnie odseparowane od innych lodówkowych zapachów lub szczelnie zapakowane.

niedziela, 22 listopada 2015

Makowiec japoński



Od kiedy pamiętam, z makowca zawsze wyjadałam mak – najlepiej oczywiście wtedy, gdy mama nie patrzyła, bo zawsze kończyło się to „dostaniem po łapach”. Uwielbiam tradycyjnego makowca i nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia bez tego ciasta, ale nie zaszkodzi również upiec makowca japońskiego, który dostarcza tylko i wyłącznie pysznej masy makowej, której nie trzeba wyjadać „cichaczem”:). Jest to jedno z takich ciast, które można jeść bez końca. Niezwykle wilgotna i puszysta masa makowa, bakalie i odrobina czekolady na wierzchu – rewelacja. Skorzystałam z przepisu z tej strony internetowej. Zmniejszyłam jednak ilość cukru i wyszło super:). Polecam!


Składniki (na ciasto w formie 25x35cm):

Ciasto:
400g maku niemielonego 
500ml mleka
200g kaszy manny
200g miękkiego masła
200g cukru pudru
800g jabłek
8 jajek (L)
100g rodzynek
50-100g orzechów włoskich (w zależności ile lubicie)
1 płaska łyżka cukru wanilinowego
1 płaska łyżka proszku do pieczenia
Kilka kropli olejku migdałowego (dałam ok. 5)
Szczypta soli

Polewa czekoladowa:
50g czekolady mlecznej
50g czekolady gorzkiej
2 łyżki mleka
2 krople olejku arakowego
¼ kieliszka spirytusu (można pominąć)


Wykonanie:

Ciasto: mleko zagotować. Zalać mak, przemieszać i odstawić na 30 minut. Po tym czasie odcisnąć mak z nadmiaru mleka (ja to robię za pomocą zwykłej kuchennej ściereczki) i trzykrotnie zmielić. Odstawić.
Orzechy włoskie posiekać na grubsze kawałki, dodać rodzynki, kaszę manną, cukier wanilinowy i proszek do pieczenia – wszystko wymieszać.
Formę wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik rozgrzać do 180oC (termoobieg).
Miękkie masło utrzeć z cukrem pudrem na białą i puszystą masę. Dodawać kolejno po jednym żółtku, każdorazowo dokładnie miksując. Dodać olejek migdałowy oraz mak i zmiksować.
Jabłka obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Dodać do masy makowej i ponownie zmiksować. Następnie dodać mieszankę kaszy manny i bakalii – wszystko razem zmiksować. Na samym końcu ubić na sztywno białka jaj i dodawać partiami do pozostałej masy, delikatnie mieszając szpatułką. Masę wylać do formy i wyrównać powierzchnię. Wstawić do piekarnika i piec ok. 50 minut do tzw. „suchego patyczka”. Wyjąć ciasto z piekarnika.
Polewa czekoladowa: wszystkie składniki umieścić w misce, a miskę umieścić na garnku z gotującą się wodą. Rozpuścić składniki „w kąpieli wodnej”. Płynną i gorącą masą polać od razu ciasto (również jeszcze ciepłe). Rozsmarować za pomocą łyżki lub pędzelka na całej powierzchni. Można zrobić widelcem wzorek fali. Ciasto podawać ostudzone. Smacznego!


Jesienne słodkości!

sobota, 13 grudnia 2014

Piernik z powidłami i polewą kakaowo-arakową



–  „Dwie kawy i dwie wuzetki i co jeszcze?”
–  „Dlaczego dwie kawy i dwie wuzetki?”
–  „Kawa i wuzetka są obowiązkowe dla każdego, bijemy się o złotą patelnię”.

I tak jak w kultowej polskiej komedii „Miś”, kawa i wuzetka to zestaw obowiązkowy, tak piernik i Boże Narodzenie to mój świąteczny zestaw obowiązkowy:).  Nie wyobrażam sobie świąt bez korzennego zapachu. I choć pierniczki również wypełniają dom korzennym aromatem, to jednak nic nie zastąpi porządnego kawałka piernika z powidłami. Mięciutki, wręcz rozpływający się w ustach, przełamany kwaskowatymi powidłami i zdecydowanym smakiem polewy kakaowej. Przepis na ten piernik odkryłam już kilka lat temu na Moich Wypiekach i korzystam z niego rok w rok. Zmodyfikowałam go tylko lekko "pod siebie". Zmniejszyłam ilość cukru, pominęłam galaretkę oraz zrezygnowałam z polewy czekoladowej, którą zamieniłam na polewę kakaową przepisu mojej babci. Jest ona z dodatkiem spirytusu i olejku arakowego, które nadają jej specyficzny, a zarazem wyjątkowy smak. Moim zdaniem taka wersja polewy idealnie komponuje się z korzennym ciastem i powidłami. Piernik zawsze zostaje zjedzony co do ostatniego okruszka. Ciasto piernikowe jest łatwe i szybkie w przygotowaniu. Na polewę kakaową trzeba uważać, gdyż po przygotowaniu szybko gęstnieje. Trzeba wykazać się szybkością i jeszcze gorącą polać ciasto. Myślę jednak, że dla tego piernika warto zaryzykować:). Serdecznie polecam!


Składniki (na piernik w podłużnej foremce 11x30cm – mierzone u góry foremki):

Ciasto:
1 i ¾ szklanki mąki pszennej
¼ szklanki cukru
200g płynnego miodu
125g miękkiego masła
3 jajka – białka i żółtka osobno
3 kopiate łyżki kwaśnej śmietany (18%tł.)
1 i ½ łyżki przyprawy korzennej do piernika
1 i ½ łyżki gorzkiego kakao
1 i ½ łyżeczki sody oczyszczonej
Szczypta soli

Przełożenie:
250g gęstych powideł śliwkowych
1 kopiata łyżka konfitury porzeczkowej

Polewa czekoladowa:
150g cukru pudru
65g masła
30g gorzkiego kakao (ok. 6 płaskich łyżek)
3 łyżki mleka
½ kieliszka spirytusu
Olejek arakowy/opcjonalnie rumowy (zależy od intensywności olejku, czasami wystarcza kilka kropel, a czasami więcej, ostatnio, jak użyłam niemieckiego olejku, to wykorzystałam całą fiolkę…)

Wykonanie:

Piekarnik rozgrzać do 165oC. Podłużną formę (keksówkę) wyłożyć papierem do pieczenia.
Ciasto: mąkę, kakao, sodę oraz przyprawę do piernika przesiać do miski. Dodać szczyptę soli.
Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Dodawać po jednym żółtku, cały czas miksując. Następnie stopniowo wlewać miód i dalej miksować. I tak jak wspomniała Dorota, masa może wyglądać na zważoną – ale tak ma być. Dodać mąkę wymieszaną z kakao, sodą i przyprawą do piernika – lekko przemieszać. Dodać śmietanę i dokładnie wymieszać.
W osobnym naczyniu ubić białka na sztywno. Dodawać do gęstej masy piernikowej w 3 turach – bardzo delikatnie mieszając. Gotową masę przełożyć do foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawić do piekarnika i piec ok. 50-60 minut do „suchego patyczka”. Wyjąć i ostudzić.
Zimny piernik przekroić w dwóch miejscach – mają powstać 3 placki.
Powidła śliwkowe połączyć z łyżką konfitury porzeczkowej. Masę podzielić na pół i rozłożyć równo między trzy płaty piernika.
Polewa czekoladowa: cukier puder połączyć z kakao. W rondelku rozpuścić masło. Gdy masło zacznie się lekko pienić, wsypać kakao z cukrem i energicznie wymieszać. Do powstałej masy wlać kieliszek spirytusu (masa będzie bulgotać) oraz mleko i wymieszać. Na końcu dodać olejek arakowy. Gorącą masą polać piernik (ja również smaruję boki piernika). Polewa nie może czekać, gdyż szybko gęstnieje. Wierzch piernika można dowolnie udekorować lub pozostawić bez dekoracji. Smacznego!





zBLOGowani.pl
Świąteczne słodkości!

czwartek, 8 maja 2014

Tort orzechowy z masą kawową



Od kiedy pamiętam, zawsze był moim ulubionym. Wolałam go od wszystkich innych tortów z galaretkami, czy nawet moimi ukochanymi owocami. Tort ten zawsze był numerem jeden. I tak jak kiedyś piekła go moja babcia, potem mama, tak teraz ja spróbowałam swoich sił. I choć tort wyszedł pyszny, to i tak uważam, że moja mama robi najlepszy na świecie. Wersji babci niestety nie pamiętam. Tort ten jest nieziemsko pyszny. Ciasto bez dodatku mąki, składające się z orzechów włoskich, jajek, bułki tartej i cukru, jest niezwykle pulchne i wilgotne. Cudownie pachnie orzechami. Masa kawowa, mimo że prawie w całości składa się z masła, idealnie współgra z całością, dopełnia smaku. Jest po prostu pyszna, inna niż te margarynowe – mówię to ja, przeciwniczka takich mas. Tort upiekłam z okazji swoich urodzin, które mam przyjemność obchodzić w najpiękniejszym miesiącu – w maju. Zapraszam do wypróbowania przepisu, bo naprawdę warto!


Składniki (na ciasto w okrągłej formie o średnicy 28 lub 30cm):

Ciasto:
300g zmielonych orzechów włoskich
200g cukru
1 szklanka bułki tartej
16 jajek

Masa kawowa:
500g miękkiego masła
4 żółtka + 4 łyżki cukru (zwykłego)
2-3 łyżki cukru pudru
Kilka łyżek bardzo mocnej kawy (najlepsza będzie ta z ekspresu ale rozpuszczalna też się nadaje:))

Do nasączenia blatów ciasta (nie jest to konieczne jeśli nie lubicie alkoholu lecz dodatek spirytusu znacząco poprawia smak ciasta):

Ok. ¼  szklanki spirytusu zmieszana z ¼ szklanki wody oraz 1-2 łyżkami zaparzonej kawy

Dodatkowo: 100-200g zmielonych orzechów do wykończenia (obłożenia) tortu


Wykonanie:

Piekarnik rozgrzać do 180oC (termoobieg). Dno formy wyłożyć papierem do pieczenia. Zarówno dno pokryte papierem, jak i boki dokładnie wysmarować (do samej góry) masłem i oprószyć dokładnie bułką tartą.
Ciasto: żółtka utrzeć z cukrem „do białości” – czyli do momentu, aż powstanie puszysta, jasna masa (ok. 3-5 minut). Następnie do masy dodawać partiami starte orzechy oraz bułkę tartą i dokładnie mieszać. W osobnym naczyniu ubić białka na sztywno. Ubite białka również dodawać partiami do wcześniej zrobionej masy. Całość wylać do formy i wstawić do piekarnika. Piec ok. 50 minut, do tzw. „suchego patyczka”. Gotowe do wyjęcia ciasto powinno mieć ładny, brązowy kolor, a boki powinny odstawać od formy. Wyjąć i całkowicie ostudzić. Przekroić na 3 blaty.
Masa kawowa: żółtka utrzeć na parze z cukrem (zwykłym). Żółtka powinny zgęstnieć i nieco zwiększyć objętość. Odstawić do wystudzenia. Masło utrzeć z cukrem pudrem. Dodać utarte żółtka – ponownie utrzeć. Na samym końcu dodać kawę i dokładnie zmiksować/utrzeć. Gotowe.
Pierwszy blat ciasta nasączyć spirytusem. Nałożyć 1/3 masy i dokładnie rozsmarować na blacie. Położyć kolejny blat ciasta, rozsmarować kolejną 1/3 masy, położyć ostatni blat. Resztą masy posmarować wierzch i boki tortu. Całość obłożyć startymi orzechami włoskimi, a wierzch udekorować.


Tort jest właściwie gotowy do spożycia, aczkolwiek godzinka czy 2 w lodówce mu nie zaszkodzą:). Smacznego!


czwartek, 20 lutego 2014

Pączuszki serowe



Pyszne, malutkie i przede wszystkim błyskawiczne! Idealne dla wszystkich, którzy boją się lub nie lubią pracy z drożdżami:). Ich największą - oprócz smaku - zaletą jest to, że nie trzeba czekać, aż wyrośnie ciasto. Tak jak napisałam, są błyskawiczne. Pączuszki te wypatrzyłam na blogu Bake&Taste i od razu musiałam je zrobić. Jedyną moją modyfikacją była zamiana połowy mąki pszennej na krupczatkę, gdyż uważam, że krupczatka to jedna z najlepszych mąk. Mogę powiedzieć tylko jedno, są nieziemsko dobre i koniecznie musicie je wypróbować:).

Składniki (na ponad 50 mini pączków):

Ciasto:
500g tłustego twarogu (nie kubkowego)
170g śmietany 12% tł. (6 łyżek)
170g mąki pszennej (1 i ¼ szklanki)
140g mąki krupczatki (1 szklanka)
100g cukru (6 łyżek)
4 całe jajka (M)
2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 kopiate łyżeczki cukru wanilinowego
Szczypta soli
1 łyżka spirytusu

Dodatkowo: olej rzepakowy do smażenia – spokojnie wystarczy 1 litr, cukier puder do oprószenia


Wykonanie:

Mąkę pszenną, mąkę krupczatkę, sodę i sól przesiać do miski. Do osobnej (dużej) miski przecisnąć ser przez praskę do ziemniaków (lub zmielić). Dodać cukier, cukier wanilinowy i śmietanę – wszystko razem utrzeć. Dodać jajka i ponownie dokładnie wymieszać. Do uzyskanej masy wsypać mąki i wlać łyżkę spirytusu. Wszystko dokładnie wymieszać łyżką, a następnie „pougniatać” chwilę ręką, by mieć pewność, że wszystkie składniki się połączyły. Ciasto wyjdzie niezbyt gęste, lepiące – ale takie ma właśnie być. Do niezbyt szerokiego garnka (o średnicy u góry ok. 19 cm – chodzi o to by pączki miały odpowiednią głębokość oleju) wlać olej. Rozgrzać go – by sprawdzić czy jest gotowy do smażenia, można wrzucić kawałek ziemniaka. Z racji tego, że ciasto jest dość klejące, każdorazowo przed wzięciem ciasta do ręki, trzeba zamoczyć dłonie w wodzie, co sprawi, że kuleczki ciasta nie będą się kleić. Z ciasta formować kulki wielkości bardzo małego orzecha włoskiego i wrzucać na olej. Trzeba jednak uważać, by zaraz po wrzuceniu do garnka, nasz pączek nie przykleił się do dna garnka, więc trzeba po wrzuceniu kulki od razu podważyć ją i pomóc jej wypłynąć – z resztą będziecie widzieć:). Nie przejmujcie się również, jeśli wasze formowane kulki nie są idealnie okrągłe. Wrzucone do oleju, tak się będą „wiercić”, że same się zrobią okrąglutkie:). Smażyć do trochę ciemniejszego zezłocenia lub do zbrązowienia. Uwaga – zbyt duże i na dodatek słabo wysmażone pączusie mogą być w środku niedopieczone, więc lepiej żeby pączki były mniejsze. Pączki podczas smażenia powinny się same obrócić, jeśli nie, to trzeba im pomóc:). Usmażone wyjąć na ręcznik papierowy, a gdy trochę przestygną, oprószyć cukrem pudrem. Najsmaczniejsze są  świeżutkie, bo na drugi dzień, choć też smaczne, to już nie tak wspaniałe jak pierwszego dnia. Smacznego!

  

Jak to ja, pamięć do wymiany, zapomniałam z początku dodać do ciasta spirytusu:). Zanim się zorientowałam, że zapomniałam o spirytusie, zdążyłam upiec parę pączków. Nie były złe, lecz różniły się smakiem od tych prawidłowych. Jak wiadomo, spirytus chroni pączki przed nadmiernym chłonięciem tłuszczu, toteż pączuszki bez spirytusu były po prostu tłuste:). Dla porównania, na zdjęciu ukazane są dwa pączki, z lewej bez spirytusu, a z prawej już z jego dodatkiem.

Bardzo Tłusty Czwartek 2014