wtorek, 9 lipca 2013

Eger, czyli perełka Węgier



Niesamowite wrażenia powróciły wraz ze mną z cudownej wycieczki do Egeru – stolicy Byczej Krwi. Małe miasteczko, leżące u stóp zamku wybudowanego przez biskupów egerskich za panowania króla Beli IV jest niezwykle urokliwe i trudno nie poddać się panującej tam atmosferze.

Od początku…

Ostatnia walizka wrzucona do bagażnika, drzwi zatrzaśnięte. Jedziemy. Siedem godzin podróży i jesteśmy na miejscu. Cieszę się, że mieszkam na południu Polski. Takie położenie daje możliwość krótkich wypadów za granicę, nie spędzając jednocześnie kilkunastu godzin w samochodzie.

Po przybyciu na miejsce zameldowaliśmy się w hotelu Romantik, a pobyt w nim ograniczył się jedynie do zostawienia bagażu. Od razu ruszyliśmy w stronę starówki, a następnie w kierunku basenów termalnych. Zwiedzając miasteczko moją uwagę przykuła XIX wieczna Bazylika (druga co do wielkości na Węgrzech), a także Plac Dobó, z pomnikiem walczących powstańców oraz pomnikiem Istvana Dobó.



Bardzo podobał mi się kościół św. Bernarda 


oraz sama uliczka Széchenyi utcza,



no i oczywiście zamek.


Pogoda była rewelacyjna przez cały weekend, więc poszliśmy na baseny termalne. Jest to duże kąpielisko, obejmujące wiele basenów (w tym basen z wodą zawierającą siarkę), a także inne atrakcje jak zjeżdżalnie, brodziki dla dzieci i oczywiście punkty gastronomiczne, gdzie można rozkoszować się smakiem węgierskich langoszy z żółtym serem i kwaśną śmietaną, naleśników na słodko zwanych palacsinta, a także różnego rodzaju mięs z grilla. Koszt całodniowego biletu dla dorosłych wynosi 1900 forintów czyli ok. 32zł. Warto zakupić taki bilet, gdyż na wejściu otrzymuje się opaskę na rękę umożliwiającą wchodzenie i wychodzenie z basenów. Tak więc spokojnie można przerwać relaksujący wypoczynek w basenie i udać się na starówkę na obiad, po czym wrócić na kąpielisko i zakosztować kąpieli w basenie termalnym z siarką, gdzie temperatura wody wynosi 38 stopni! Pozostałe baseny również pozwalają na relaks w ciepłej wodzie, gdzie temperatura wynosi od 26 do 29 stopni.  
Po basenach udaliśmy się w kierunku starówki, a za kilka chwil delektowaliśmy się wspaniałą zupą gulaszową.



Grzechem jest odwiedzić Eger i nie zjeść tego sztandarowego dla Węgier dania. Cudowna zupa, o intensywnym mięsno-paprykowym smaku, wypełniona po brzegi kawałkami wołowego mięsa, ziemniakami i marchewką oraz drobniutkimi kluseczkami. Koszt takiej zupy to 1250 forintów, czyli ok. 20 zł za dużą porcję i 850 forintów, czyli ok. 14 zł za małą porcję. Oczywiście ceny są różne w różnych restauracjach i nie wszędzie jest możliwość zamówienia małej porcji. Jeżeli nie satysfakcjonuje Was poziom ostrości jakiejś potrawy, można poprosić kelnera o przyniesienie bardzo pikantnej pasty paprykowej – erös paprika.


Trzeba jednak uważać, gdyż jest to przyprawa bardzo zdradliwa;). 
Po obiedzie wstaliśmy tylko po to, aby przenieść się na drugą stronę uliczki, do sklepu z winami, będącego jednocześnie winiarnią. Wyposażenie sklepu wprawiło mnie w zachwyt.



Zarówno bogactwo win, jak i sam wystrój sklepu zachęca do wybrania odpowiedniego stolika i zamówienia lampki, a nawet kilku lampek wina. Mnie osobiście bardzo smakowało wino o nazwie Ottonel Muskotály.



Lampka dowolnego wina kosztuje od 160 forintów wzwyż.


Zachęceni smakiem egerskich win, udaliśmy się do Szépasszony-völgy czyli Doliny Pięknej Pani, która jest skupiskiem małych piwniczek.


Pomnik Piękniej Pani


Piwniczki te wydrążone są w tufie – wulkanicznej skale, która pozwala na utrzymanie stałej temperatury win, czyli ok. 10-15 stopni Celsjusza. Widok tylu piwniczek jest niesamowity. Każda w innym stylu, lecz łączy ich wspólna rzecz – bogactwo win.


Niektóre piwniczki są bardziej ekskluzywne.


Najsłynniejszym winem jest Egri Bikavér – bycza krew. Nazwa wina wiąże się z obroną Egeru. Podczas oblężenia Egeru, sułtan Sulejman Wspaniały wściekł się i zagroził dowódcom, że zetnie im głowy, jeśli Ci nie zdobędą zamku. Odparli, że nie da się  pokonać Węgrów, bo ci piją byczą krew. Kapitan Dobó nakazał podawać walczącym na murach węgierskiego zamku żołnierzom czerwone wino tylko dlatego, że w piwnicach zamku było więcej beczek z winem niż z wodą. Sulejman również nakazał swoim żołnierzom pić trunek, co przyjęli z wielką ochotą. Wojsko tureckie jednak spiło się i nie było w stanie zdobyć Egeru. Tak głosi legenda.


Oprócz Egri Bikavér, warto zwrócić uwagę na wiele innych lokalnych, zwłaszcza deserowych win z gatunku Muszkatów, które idealnie komponują się z ciastami.
 



Chwała temu, kto wytrwa tournee po piwniczkach i w każdej z nich spróbuje choć jeden kieliszek wina.  Ponumerowanych piwniczek jest 44;). Zaczynając od końca, wchodziliśmy do co drugiej i już chwilę później delektowaliśmy się raz delikatnym, raz zdecydowanym smakiem egerskich win. Kieliszek wina w piwniczkach kosztuje od 100 forintów wzwyż, tj od ok. 1,70 zł, czyli naprawdę mało. Te przyjemne chwile umilali nam grajkowie, ubrani w kolorowe stroje.


Następnie wstąpiliśmy do pobliskiej restauracji na kociołek gorącej zupy gulaszowej – w tamtym miejscu zupa była równie pyszna.
Dzień drugi upłynął pod znakiem błogiego lenistwa na basenach. Nie przepuściliśmy także obiadu w postaci zupy gulaszowej. Natknęliśmy się również na małą cukierenkę (jeśli można to tak nazwać), gdzie sprzedawano grube rurki obsypane cukrem lub cukrem i orzechami. Pychota.



 Natomiast w sklepie, gdzie sprzedawano Fornetti, zakupiliśmy przepyszne ciastka. Nie do końca jestem pewna z jakiego ciasta były wykonane, czy było to ciasto filo, czy też jakieś inne, ale nadzienie to istna rewelacja. Jedne były z wiśnią, drugie zaś z białym serem. Mnie osobiście bardziej smakowały te z serem.


W sklepie można było się również zaopatrzyć w tradycyjną pastę gulaszową lub w pastę erös paprika.


Na sam koniec pojechaliśmy samochodem do Doliny Pięknej Pani zakupić parę butelek dobrego, egerskiego wina.


Zadowoleni z wycieczki, wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w kierunku Polski.

Do domu wróciłam pełna wrażeń i powiem szczerze – pokochałam Eger.


4 komentarze:

  1. super relacja, bardzo ciekawie opowiedziane ;) zdjęcia piękne, a wspomnienia pewnie jeszcze lepsze. ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest to, co tygrysy lubią najbardziej... Podróże i jedzonko.
    Węgry są piękne, Twoje zdjęcia też.
    Zapraszam do mnie: http://kuchennedrzwi.blogspot.com/2013/07/poprad-sowacja-kulinarne-wspomnienia-z.html

    OdpowiedzUsuń