wtorek, 12 maja 2020

Tarta z budyniem i czarną porzeczką



Moja zamrażarka w dziale „owoce” świeci pustkami. Wyjedliśmy wszystkie zapasy zebrane zeszłego lata w ogrodzie. Ostatnia paczka czarnej porzeczki znalazła swoje miejsce w pysznej, półkruchej tarcie z budyniem. Czekam z niecierpliwością na sezon owocowy, tym bardziej, że mamy w ogrodzie dużo nowości! Mamy w tym roku również warzywnik,  który w lecie dostarczy nam cały bukiet warzyw. Posiałam też melona Olivin, podobno ta odmiana się udaje w Polsce i jest bardzo smaczna! Czy wyjdzie? Zobaczymy. Uporządkowaliśmy dość mocno rozrośnięte żółte maliny i wrośnięte w nie porzeczki. W tym roku zbiór powinien być więc konkretny :) I tym sposobem wróciliśmy do tematu porzeczek. Myślę, że tarta wyjdzie równie smaczna (a może i smaczniejsza!) z czerwonymi lub białymi porzeczkami, a więc pełna dowolność :) Chyba nie muszę pisać, że połączenie z półkruchym ciastem i budyniem smakuje pysznie :) Tak więc, kto posiada jeszcze zapasy w zamrażarce – do roboty :) Albo czekamy wszyscy na sezon :)


Składniki (na tartę średnicy 26cm):

Ciasto:
250g mąki pszennej
125g masła - schłodzonego
100g cukru pudru
2 żółtka
1 łyżeczki cukru wanilinowego
¾ łyżeczki proszku do pieczenia
Szczypta soli

Budyń:
350ml mleka
2 małe żółtka
1 kopiata łyżka mąki pszennej
1 kopiata łyżka skrobi ziemniaczanej
1-2 łyżki cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub cukru wanilinowego
2-3 krople olejku migdałowego

Dodatkowo:
200g czarnej porzeczki (świeżej lub mrożonej)
50g cukru
½ łyżeczki skrobi ziemniaczanej rozrobionej w 2 łyżkach zimnej wody


Wykonanie:

Przygotować formę – dno wyłożyć papierem do pieczenia. Rozgrzać piekarnik do 185oC.
Porzeczki: wsypać do garnka razem z cukrem. Dodać 3-4 łyżki wody. Gotować na małym ogniu ok. 10 minut, aż porzeczki puszczą sok. Skrobię rozrobić w zimnej wodzie i wlewać stopniowo do porzeczek energicznie mieszając owoce. Najprawdopodobniej tyle skrobi wystarczy, ale lepiej wlewać po trochu. Może być też tak, że trzeba będzie dorobić skrobi, jeśli porzeczki puszczą dużo soku. Jeśli nie puszczą wystarczająco soku, dodać kilka łyżek wody. Trzeba wyczuć sytuację :)
Budyń: 150ml mleka wymieszać z mąką, skrobią i żółtkami. Resztę mleka (250ml) zagotować z cukrem, cukrem wanilinowym i olejkiem. Do gotującego się mleka wlać mieszankę mleko-mąką-żółtka i cały czas mieszając, gotować, aż powstanie gęsty budyń i zniknie posmak mąki. Przykryć i odstawić.
Ciasto: mąkę przesiać razem z proszkiem do pieczenia na blat/stolnicę. Dodać masło – posiekać. Dodać cukier, cukier wanilinowy, sól i żółtka. Wszystko razem posiekać nożem, a następnie zarobić ciasto. Ciasto wyrabia się dość długo. Można wyrobić mikserem ze specjalną końcówką, wtedy wrzucamy wszystkie składniki, miksujemy i gotowe :)  Podczas wyrabiania może się wydawać, że ciasto jest zbyt sypkie, ale bez obaw, po pewnym czasie uda się uformować z niego kulę. Większą częścią ciasta (2/3) wylepić formę (ciasto jest dość kruche, więc nie zniechęcajcie się jeśli będzie się rwało - ja wykładam kawałek po kawałku, wylepiając również boki do połowy). Ponakłuwać widelcem całą powierzchnię. Ciasto podpiec, aż się trochę mocniej zrumieni (ja piekę prawie na gotowo, żeby mieć pewność, że ciasto po zapieczeniu z nadzieniem będzie na 100 procent upieczone). Wyjąć z piekarnika. Na podpieczone ciasto wyłożyć łyżkę porzeczek i rozsmarować. Na to wyłożyć równomiernie budyń. Na budyń reszta porzeczek. Pozostałe ciasto (1/3) pokruszyć na wierzch. Ciasto ponownie włożyć do piekarnika i piec do momentu, aż ciasto na górze będzie przypieczone (ok. 15-20 minut ale obserwujcie). Wyjąć i ostudzić. Oprószyć cukrem pudrem. Smacznego!




sobota, 25 kwietnia 2020

Chlebek bananowy z makiem i wiśniami



Kolejne banany uratowane ! Nie żebyśmy ich nie jedli, po  prostu tak jakoś wyszło :) Ale zgodnie z tym, co sobie przyrzekłam jakiś czas temu – ZERO WYRZUCANIA ŻYWNOŚCI – dałam przedojrzałym bananom drugie życie. Chciałam trochę ożywić tradycyjny smak chlebka bananowego i dodałam do niego mak i wiśnie. Wyszło pysznie! Przepis jest jak na chlebek przystało – prosty, a ciasto robi się błyskawicznie. Polecam!


Składniki (na chlebek w formie 11x30cm):

Ciasto:
200g mąki pszennej
4 bardzo dojrzałe lub przedojrzałe banany + 1 do dekoracji
100g cukru (można dać mniej)
100g masła
2 łyżki suchego maku
2 jajka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub cukru wanilinowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
¼ łyżeczki soli

Dodatkowo: ok. 14-16 wiśni bez pestek (mogą być mrożone)


Wykonanie:

Foremkę wysmarować masłem i oprószyć bułką tartą. Piekarnik rozgrzać do 175oC (termoobieg).
Masło roztopić na małym ogniu. Banany rozgnieść widelcem na papkę. Połączyć z masłem i jajkami. Suche składniki wymieszać w osobnym naczyniu, a następnie wsypać do mokrych. Wymieszać łyżką do połączenia składników. Przelać do foremki. Wiśnie powciskać do ciasta (w rzędach lub losowo). Całego banana przeciąć wzdłuż na połowę i ułożyć na cieście nasionkami do góry. Ciasto wstawić do piekarnika i piec ok. 50-60 minut do tzw. suchego patyczka. Wyjąć i ostudzić. Oprószyć cukrem pudrem. Smacznego!



niedziela, 5 kwietnia 2020

Tarta z czosnkiem niedźwiedzim, fetą i orzechami włoskimi



Czasami człowieka dopada faza i nie ma na to mocnych. Tak jest ostatnio u mnie z tartami na słono. Wszystko zaczęło się od spotkania z przyjaciółkami, na którym jedna z nich upiekła pyszną tartę z buraczkami i rukolą. No i zaczęło się. Czuję się, jakbym odkryła Amerykę :D I tak sobie piekę i piekę, no i pomyślałam, że czemu nie podzielić się przepisem na jakąś fajną tartę? W ogrodzie wszystko budzi się do życia, w tym moja mała kępka czosnku niedźwiedziego. 


Jego smak poznałam, gdy pracowałam w Bawarii w jednej z wykwintniejszych restauracji, gdzie podawano m.in. rybę z risotto z czosnkiem niedźwiedzim. Wtedy zakochałam się w tych soczystych, zielonych liściach. I wcale nie dziwię się, że jest to przysmak niedźwiadków :)
Wracając do tart, dzisiaj mam dla Was przepis na tartę właśnie z czosnkiem niedźwiedzim. Pyszna, na kruchym i chrupiącym cieście, aromatyczna, z dodatkiem orzechów włoskich. Będziecie zachwyceni! Najlepiej smakuje podana ze świeżą, orzeźwiającą sałatką z rukoli lub kolorowych sałat. Polecam!


Składniki (na tartę w okrągłej formie średnicy 22cm):

Ciasto:
190g mąki pszennej
60g mąki pszennej razowej
120g zimnego masła
1 jajko
1 płaska łyżeczka soli

Nadzienie:
2 garście świeżych liści czosnku niedźwiedziego
150g serka Bieluch lub Grani
100g sera feta
50g orzechów włoskich
1 jajko
¼ łyżeczki soli
Pieprz do smaku


Wykonanie:

Rozgrzać piekarnik do 180oC (termoobieg). Przygotować formę na tartę z karbowanymi brzegami, ale jeśli takiej nie macie (jak ja!), wystarczy dowolna okrągła forma (brzegi uformujecie bez problemu palcami :)). Dno foremki pokryć wyciętym kołem z papieru do pieczenia, żeby było łatwo wyjąć tartę już po upieczeniu.
Kruche ciasto: z podanych składników zagnieść ciasto (można je zagniatać w misce, na stolnicy/blacie lub za pomocą miksera z odpowiednią końcówką). Do miski wsypać mąkę. Dodać jajko i wymieszać by połączyło się z mąką. Następnie dodać masło pokrojone na małe kawałeczki i rozdrobnić palcami. Następnie dodać resztę składników i zagnieść ciasto. Formę wylepić ciastem – zarówno dno, jak i boki (te na wysokość ok. 3-4cm). By starczyło mi ciasta najpierw robię wałeczek wzdłuż boku wewnątrz foremki i wylepiam, a następnie lepię dno. By uformować karbowane brzegi, wystarczy je przyszczypać dwoma palcami i gotowe (uwaga, tu długie paznokcie przeszkadzają :))


Ciasto nakłuć widelcem i wstawić do piekarnika. Piec ok.  10-15 minut, aż ciasto się podpiecze (tutaj trzeba uważać, bo przez dodatek mąki razowej trudniej zauważyć kiedy ciasto jest podpieczone).
W międzyczasie przygotować nadzienie: serek połączyć dokładnie z jajkiem, solą i pieprzem, dodać drobno posiekany w paseczki czosnek niedźwiedzi i wymieszać. Ser feta pokroić na małe kosteczki, orzechy włoskie na większe kawałki.
Na podpieczony spód wyłożyć połowę masy z czosnkiem, poukładać fetę i przykryć pozostałą masą (nie musi być dokładnie). Całość posypać orzechami włoskimi i wstawić do piekarnika. Piec ok. 20 minut, aż środek się zetnie. Wyjąć i ostudzić. Smacznego!





niedziela, 29 marca 2020

Babka pistacjowa



Lubię suche babki z trzech prostych powodów. Po pierwsze są łatwe i szybkie w przygotowaniu. Po drugie można je długo przechowywać i zjeść nawet lekko czerstwe. Po trzecie, po prostu mi bardzo smakują! Ostatnio była babka z mango, dzisiaj pyszna pistacjowa. Lekko orzechowa, z odrobiną soli. Prosta i łatwa w przygotowaniu, z pewnością zasmakuje każdemu :) Polecam!


Składniki (na średniej wielkości babkę w formie 24cm z kominem):

200g mąki pszennej
150g niesolonych pistacji w łupinkach (bez łupin ok. 75g)
Garść drobno posiekanych pistacji (opcjonalnie, jeśli macie więcej)
140g drobnego cukru
115ml mleka
85g masła
80g kwaśnej śmietany
3 białka jaj
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub cukru wanilinowego)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
¼ łyżeczka sody oczyszczonej
½ łyżeczki soli

Opcjonalnie dla koloru odrobina młodego jęczmienia w proszku lub matchy, w ostateczności kropelka zielonego barwnika. Ale jak dla mnie ciasto nie musi być zielonkawe. I tak wiem, że są tam pistacje :)


Wykonanie:

Przygotować formę – wysmarować masłem i oprószyć bułką tartą. Piekarnik rozgrzać do 175oC (termoobieg)
Ciasto: pistacje wyłuskać z łupin. Zmielić (ja blendowałam z dwoma łyżkami mąki w blenderze kielichowym).
Połączyć z resztą suchych składników.
Miękkie masło utrzeć z cukrem do białości. Dodać białka jaj, śmietanę i wanilię – zmiksować. Do mokrych składników dodawać naprzemiennie suche składniki oraz mleko. Jeśli macie więcej pistacji to możecie je posiekać i wrzucić do ciasta – po upieczeniu będzie fajnie chrupało :) Gotowe ciasto przełożyć do foremki i wstawić do piekarnika. Piec ok. 30-35 minut do tzw. suchego patyczka, aż babka się ładnie przyrumieni (obserwujcie, bo każdy piekarnik piecze trochę inaczej). Wyjąć i ostudzić. Można polać rozpuszczoną białą czekoladą lub lukrem i posypać posiekanymi pistacjami. Smacznego!


sobota, 14 marca 2020

Wegańska babka mango



Pyszna, bardzo wilgotna i aromatyczna babka – brzmi pysznie prawda? Okazuje się, że z powodzeniem można dać taki opis wegańskiej babce. Całą (naprawdę dobrą!) robotę zrobiła pulpa mango, która sprawiła, że ciasto jest niesamowicie wilgotne, a do tego pięknie pachnie. I tutaj znów – oprócz pulpy mango brak tu wyszukanych składników. Mąka, cukier i tak dalej. A wykonanie to czysta bajka. Suche + mokre i gotowe! Słodkość ciasta przełamuje kwaskowaty lukier, również z nutką mango. Całość tworzy idealną babkę. Myślę, że z powodzeniem może ona zająć miejsce na wielkanocnym stole, nie pogardzi również sobotnim lub niedzielnym popołudniem:) Co jest super - babka przechowywana w lodówce trzyma świeżość przez kilka dni :) Przepis znalazłam tutaj. Bardzo polecam!


Składniki (na babkę w formie z kominem o średnicy 24cm):

Ciasto:
600g pulpy mango (z puszki)
440g mąki pszennej
160ml oleju
130g brązowego cukru trzcinowego (nie Muscovado)
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (lub cukru wanilinowego)
½ łyżeczki soli

Lukier mango:
3 kopiate łyżki cukru pudru
3 łyżki soku wyciśniętego z cytryny
1 łyżka pulpy mango
Skórka otarta z ½ cytryny


Wykonanie:

Przygotować formę z kominem – wysmarować olejem lub innym tłuszczem roślinnym. Wysypać bułką tartą (można również wiórkami kokosowymi, orzechami itp., pełna dowolność :)). Piekarnik rozgrzać do 180oC (termoobieg).
Ciasto: wszystkie mokre składniki wymieszać w jednej misce. Do drugiej miski przesiać mąkę, proszek do pieczenia, sodę oraz dodać cukier i sól – wymieszać. Do suchych składników wlać mokre i wymieszać za pomocą łyżki lub szpatułki do połączenia w jednolitą masę (nie mieszać za długo). Masa będzie od razu „puchnąć”, a to za sprawą proszku i sody, także bez obaw, że coś się zepsuło :) Ciasto przelać do formy, wygładzić i wstawić do piekarnika. Piec ok. 35 minut do suchego patyczka. Od trzydziestej minuty można już sprawdzać (ciasto może się upiec szybciej lub wolniej w zależności od Waszego piekarnika). Może się zdarzyć, że ciasto posiedzi 45 minut – także obserwujcie i sprawdzajcie :) Ja piekłam ok. 35 minut i wyszło super wilgotne, a patyczek był suchutki :) Upieczone wyjąć i całkowicie ostudzić.
Lukier: wszystkie składniki wymieszać – gdyby lukier był za rzadki – dodać cukru, gdy za gęsty – więcej pulpy mango lub soku z cytryny. Polać ciasto. Można na wierzch dodać różne dodatki, np. wiórki kokosowe, suszone mango itp. :) Smacznego!


niedziela, 8 marca 2020

Eklery z kremem budyniowym



Chyba każdy zna ten smak. Delikatne ciasto parzone, a do tego pyszny krem budyniowy. Nie muszę Was przekonywać, że to połączenie wręcz idealne, prawda? Takie cuda możemy wyczarować nie posiadając w domu żadnych wyszukanych składników. No dobra, może poza serkiem mascarpone, który dodałam, ale stał on się na tyle dostępny i popularny, że znajdziecie go nawet w osiedlowym sklepiku :) Do przełożenia wybrałam masę budyniową, a nie bitą śmietanę, bo jakoś śmietana bardziej smakuje mi w malutkich ptysiach :) Koniecznie wypróbujcie :)


Składniki (na ok. 15 eklerów):

Ciasto parzone:
250ml wody
150g mąki pszennej
125g masła
3 jaja (L)
1 białko jaja (L)
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
¼ łyżeczki soli

Krem budyniowy:
600ml mleka
150g serka mascarpone
50g cukru
35g skrobi ziemniaczanej
35g mąki pszennej
3 żółtka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub cukru wanilinowego
*można dodać łyżkę likieru Amaretto, krem będzie bardziej aromatyczny


Wykonanie:

Ciasto ptysiowe: mąkę przesiać do miseczki. Do rondelka wlać wodę, dodać masło i sól. Wszystko zagotować (masło musi się całkowicie rozpuścić, a całość musi wrzeć). W tym momencie wsypać całą mąkę naraz na wrzącą wodę i bardzo energicznie mieszać, aż mąka wchłonie wodę z masłem i powstanie gęste ciasto. Mieszać do momentu, aż na dnie rondla zacznie się robić biały osad. Garnek z ciastem odstawić, aż przestygnie. Gdy włożycie palec do ciasta i będzie ono ciepłe, ale już nie będzie parzyć, to znaczy, że ciasto jest gotowe aby je zmiksować z jajkami. Jajka rozmieszać w miseczce, aż białko połączy się z żółtkiem (nie ubijać!). Jajka wlewać stopniowo do przestudzonej masy i miksować, aż powstanie gęste i lepkie ciasto. Ciasto przełożyć do szprycy/rękawa cukierniczego z odpowiednią, dużą końcówką (do większych wypieków u mnie końcówka Wilton 8B) i wyciskać na papier kształty odpowiadające eklerom (sprawdzi się tutaj ruch jakbyście chcieli narysować wąsa w przestrzeni :D ). Ciastka nie powinny być jednak zbyt grube. Piec w piekarniku rozgrzanym do 160oC (funkcja termoobiegu) przez 25-30 minut. Nie otwierać piekarnika! Po tym czasie ciastka będą ładnie zarumienione, jeśli wolicie bardziej przypieczone, to w tym momencie można uchylić drzwiczki piekarnika żeby uwolnić nadmiar pary, a następnie możecie je potrzymać jeszcze parę minut dłużej (ja piekłam w sumie 35 minut, ale wszystko zależy od Waszych piekarników). Gotowe ptysie przełożyć na kratkę i wstawić do uchylonego piekarnika żeby jeszcze podeschły. Ostudzone przekroić poprzecznie ostrym, ząbkowanym nożem na połówki.
Krem budyniowy: połowę mleka połączyć z mąką pszenną, skrobią i żółtkami. Drugą połowę zagotować z cukrem i wanilią. Masę jajeczno-mączną wlać do gotującego się mleka i na średnim ogniu cały czas mieszać, aż zrobi się gęsty budyń. Przykryć i odstawić do całkowitego ostudzenia. Do zimnego budyniu dodać mascarpone i zmiksować tylko do połączenia składników w gładką masę.
Przełożyć do rękawa cukierniczego, szprycować do ciastek (tylko do dolnych połówek). Złożyć ciastka i wstawić na godzinę do lodówki. Przed podaniem oprószyć cukrem pudrem lub polać czekoladą (ta wersja zdecydowanie nie jest dla mnie :) ). Smacznego!



wtorek, 18 lutego 2020

Pączki pieczone


Komu nie po drodze z tradycyjnymi pączkami? Ja muszę szczerze przyznać, że nie cierpię tego smażenia. Dlatego w tym roku skusiłam się na wersję pieczoną. Tradycyjne pączki dostaniemy w czwartek od niezawodnej teściowej :) O tych pieczonych można powiedzieć wiele – że nie stały obok prawdziwych, że nie smakują tak samo, że to nie to… - owszem, to nie to. Nie jest możliwym, by smakowały tak samo bez kąpieli w tłuszczyku :) ! Ale nie można im zarzucić, że nie są pyszne. Są wyśmienite :) I koniecznie muszą być z marmoladą oraz zanurzone w lukrze i posypane skórką pomarańczową bo to akurat bardzo zbliża je do oryginału :) Kto lubi wyzwania i eksperymenty zachęcam do wypróbowania. A może zastąpią te tradycyjne? Kto wie!


Składniki (na ok. 18 pączków):
500g mąki pszennej
200ml mleka
60g masła
60g cukru
50g świeżych drożdży
3 żółtka
1 łyżeczka cukru wanilinowego lub ekstraktu z wanilii
szczypta soli

Dodatkowo:
1 roztrzepane jajko
½ szklanki roztopionego masła
1 małe opakowanie ulubionej marmolady (u mnie wieloowocowa)
1 szklanka cukru pudru (+ kilka łyżek wody)
1 opakowanie kandyzowanej skórki pomarańczowej


Wykonanie:

Ciasto drożdżowe: mąkę przesiać do miski, dodać cukier, cukier wanilinowy i sól. Wszystko wymieszać. Ze składników uformować kopczyk, a następnie zrobić w nim wgłębienie. Mleko lekko podgrzać, by było letnie. Do mleka pokruszyć świeże drożdże i dokładnie rozmieszać, aż się rozpuszczą (można dodać też łyżeczkę cukru, wtedy drożdże szybciej ruszą). Wlać do wgłębienia i zasypać otaczającą mąką. Miskę przykryć ściereczką kuchenną. Pozostawić na 10-15 minut.
Po 10-15 minutach dodać żółtka – wszystko wymieszać łyżką. Dodać rozpuszczone masło i zacząć wyrabiać ciasto (ręką nie wyrabiam zbyt długo, natomiast gdy używam miksera z hakiem, to ciasto wyrabia się, aż zaczyna odchodzić od ścianek misy). Odstawić na max. 1 godzinę do zwiększenia objętości.
Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik rozgrzać do 180oC (termoobieg).
Ciasto wyłożyć na oprószony blat/stolnicę i rozwałkować na grubość ok. 0,5cm. Wykrawać kółka za pomocą szklanki lub kubka o średnicy 7cm. Na kółko nałożyć solidną łyżeczkę marmolady, naokoło niej lekko przesmarować roztrzepanym jajkiem, następnie przykrywać drugim kółkiem, skleić brzegi (jak pierogi) i lekko kulać żeby wygładzić sklejone brzegi. Tak uformowane „pączki” ułożyć na blasze w większych odstępach (bo będą rosnąć :) ). Zostawić na 10 minut, aż podrosną.
W tym czasie przygotować lukier – cukier wsypać do miseczki i dodać kilka łyżek wody – lukier ma mieć konsystencję rzadkiego jogurtu. Gdy będzie za rzadki, dodać cukru, gdy za gęsty – wody.
Podrośnięte pączki posmarować roztopionym masłem za pomocą pędzelka. Wstawić do piekarnika i piec ok. 20 minut (ale najlepiej obserwować), aż nabiorą złoto-brązowego koloru. Wyjąć i chwilkę przestudzić. Jeszcze ciepłe maczać w lukrze (do góry nogami). Najlepiej robić to pączek-lukier-skórka, pączek-lukier-skórka itd. Lukier szybko ścieka z pączków, a chcemy przecież żeby skórka się przylepiła i została na pączkach :) Tak wykończone pozostawić do wystudzenia. Smacznego!


środa, 11 grudnia 2019

Piernik mocno śliwkowy z kremem mascarpone



Piernikowych wariacji nigdy dość! Wolicie piernik tradycyjny czy lubicie eksperymentować? Ja uwielbiam bawić się składnikami i tworzyć coraz to nowsze wersje tego klasycznego wypieku. W tym roku stawiam na pyszny, mocno śliwkowy piernik z kremem z mascarpone i domowych powideł. Intensywny smak oraz niesamowitą wilgotność ciasta nadają zmiksowane suszone śliwki. To chyba najbardziej mokry piernik jaki do tej pory upiekłam. Idealnie do niego pasuje krem na bazie powideł i mascarpone. Pyszny i pachnący. Mocno świąteczny! Polecam, zakochacie się!


Składniki (na piernik w podłużnej „keksówce” 27x8cm – mierzone u podstawy foremki):

Ciasto:
220g mąki pszennej
230ml mleka
230ml wrzątku
200g suszonych śliwek
100g miodu
100ml oleju
50g tartych orzechów laskowych (ewentualnie włoskich)
2 jajka (M)
1 opakowanie przyprawy korzennej do piernika
1 łyżka octu jabłkowego lub soku z cytryny
1 łyżeczka sody oczyszczonej
¼ łyżeczki soli

Krem:
250g sera mascarpone
3 łyżki gęstych powideł śliwkowych
1 łyżka cukru pudru


Wykonanie:

Ciasto: śliwki przełożyć do naczynia i zalać wrzącą wodą. Do szklanki mleka wlać łyżkę octu. Obie rzeczy odstawić na 20 minut. Do naczynia przesiać mąkę, sodę, przyprawę do piernika i sól. Wsypać orzechy laskowe. Jajka, olej i miód zmiksować (najlepiej żeby miód był płynny, ale jeśli nie jest, to należy go lekko podgrzać by nabrał płynności).
Po 20 minutach rozgrzać piekarnik do 175oC (termoobieg). Foremkę wyłożyć papierem do pieczenia.
Ciasto: śliwki zblendować razem z wodą na pulpę. Zarówno mleko z octem, jak i pulpę dodać do pozostałych mokrych składników i wymieszać. Do suchych składników wlać mokre i wymieszać łyżką tylko do połączenia. Nie miksować. Masę przelać do foremki i wstawić do piekarnika. Piec ok. 50-60 minut do tzw. „suchego patyczka”. Uwaga – patyczek może być ciut śliski od śliwek, najważniejsze, żeby na patyczku nie zostawało ciasto. Piernik powinien dość wyrosnąć, a po upieczeniu lekko opaść. Także nie przejmować się tym :) Ciasto całkowicie wystudzić. Następnie przekroić na 3 blaty.
Krem: w naczyniu umieścić ser mascarpone, powidła i cukier. Ubijać przez chwilę, aż masa lekko nabierze puszystości. Nie ubijać zbyt długo, by ser się nie zważył. Gotowym kremem przełożyć piernik zostawiając ok. 3 łyżki do dekoracji wierzchu. By udekorować wierzch wystarczy pozostały krem umieścić w szprycy/rękawie cukierniczym z gwiazdkową końcówką i wycisnąć rozetki. Można posypać siekanymi śliwkami. Ze względu na krem z mascarpone, piernik przechowywać w lodówce do kilku dni. Smacznego!



piątek, 6 grudnia 2019

Strucla z białym makiem



Dziś mikołaj! Aż trudno uwierzyć, że już 6 grudnia. Wszędzie wkoło już świąteczny klimat – w galeriach pełno ozdób, a w radiu świąteczne piosenki. No przyznajcie się – kto już słyszał klasyczne Last Christmas ? Ja już to słyszałam w zeszłą niedzielę :D Chyba czas zacząć przygotowania do świąt! Wstępna lista słodkości już zrobiona. Jak już kiedyś wspominałam, klasyczny świąteczny makowiec to działka mojej mamy. Ja natomiast przejmuję stery jeśli chodzi o pozostałe słodkości :) Jeszcze nie wybrałam dokładnie co będę piekła w tym roku, ale z pewnością ostatecznie na liście znajdzie się sernik i kilka rodzajów ciastek. Dla Was również przygotowałam przepisy na świąteczne specjały :) Pierwszym z nich jest strucla z białym makiem. Podwójnie zakręcona, z pysznym nadzieniem, w skład którego wchodzi m.in. biały mak, marcepan i orzechy włoskie. Po prostu pycha! Biały makowiec jest nieco delikatniejszy w smaku od klasycznego, no i nie widać maku jeśli ten zostanie w zębach :)


Składniki (na jeden duży makowiec):

Ciasto drożdżowe: 
350g mąki pszennej
125ml mleka
80g masła
50g cukru
30g drożdży
2 łyżki śmietany 12 lub 18%
1 łyżka cukru wanilinowego
1 jajko
1 żółtko
1 łyżeczka skórki otartej z cytryny
Szczypta soli

Nadzienie:
250g białego maku
1 szklanka wrzątku
100g masy marcepanowej
50g orzechów włoskich
50g masła
3 łyżki miodu

Lukier:
4 łyżki cukru pudru
4-5 łyżeczek soku z cytryny


Wykonanie:

Masa makowa (można zrobić dzień wcześniej): mak zalać szklanką wrzątku. Odstawić na godzinę. Po tym czasie dwukrotnie zmielić mak. W rondelku rozpuścić masło i dodać do niego marcepan, żeby się ocieplił przed wymieszaniem. Do maku dodać masło z marcepanem, miód i posiekane orzechy. Wymieszać. Masa jest gotowa. Odstawić. W lodówce masę przechowywać szczelnie zamkniętą.
Ciasto drożdżowe: mąkę przesiać do miski, zrobić wgłębienie. Mleko podgrzać, dodać łyżeczkę cukru i drożdże, a następnie dokładnie wymieszać, żeby drożdże się rozpuściły. Wlać do mąki i lekko zasypać otaczającą mąką. Odstawić na 10-15 minut, aż drożdże zaczną rosnąć. Po tym czasie dodać żółtko i jajko – wszystko wymieszać łyżką. Dodać śmietanę, cukier, cukier wanilinowy, skórkę z cytryny, sól oraz pokrojone w kosteczki masło i zacząć wyrabiać ciasto za pomocą ręki lub specjalnej końcówki miksera. Wyrobione ciasto powinno być delikatne i  dość luźne. Uformować kulę i oprószyć mąką. 
Piekarnik rozgrzać do 175oC (termoobieg). Przygotować dużą blachę (najlepiej tą z kompletu piekarnika) i wyłożyć papierem do pieczenia.
Nie trzeba czekać, aż ciasto urośnie. Ciasto rozwałkować na oprószonym blacie/stolnicy prostokąt wielkości mniej więcej 30x40cm. Nałożyć mak na całą powierzchnię, grubiej na bokach, cieniej w środku. Makowiec zwijać jak Palmiery, z dwóch stron, do środka. Zwijamy wzdłuż długiego boku. Końce można wcisnąć do środka lub założyć do środka jak przy zwijaniu gołąbków. Wierzch ciasta  posmarować jajkiem roztrzepanym z mlekiem. Wstawić do piekarnika i piec ok. 30 minut, aż skórka nabierze jasnobrązowego koloru. Wyjąć i przestudzić.
Składniki na lukier wymieszać. Posmarować ciasto. Można posypać startymi orzechami lub innymi bakaliami. Smacznego!




niedziela, 24 listopada 2019

Kakaowa rolada z bakaliami w rumie



Kto z nas nie pamięta starej, poczciwej rolady :) Toż to był rarytas! Ja pamiętam taką kakaową, z bitą śmietaną w środku. Kiedyś nasze mamy i babcie piekły prosto, a to jakieś zwykłe drożdżowe, a to jakiś biszkopcik. Wykwintniejsze wypieki jak tort orzechowy, czy sernik zostawiały na specjalne okazje – Boże Narodzenie, imieniny czy urodziny. Dzisiaj raczej piecze się wszystko, niezależnie od okazji :) No i tak sobie myślałam o tej roladzie i myślałam. Weekend coraz bliżej to upiekłam sobie takową :) Do środka dałam jednak coś więcej niż bitą śmietanę – a mianowicie bakalie moczone w rumie oraz mielone orzechy włoskie. Czyż to nie brzmi pysznie? Oj tak, bo nie tylko brzmi, ale i smakuje! Kakaowy biszkopt i wyrazisty krem bakaliowy z nutą alkoholu :) Ta rolada ma zdecydowanie charakter :) Można się też spodziewać, że szybko zniknie! Choć powiem szczerze, że na następny dzień jest najpyszniejsza! Polecam do weekendowej kawki :)


Składniki (na 1 dużą roladę):

Biszkopt:
4 jajka
100g cukru
70g mąki pszennej
20g gorzkiego kakao
20g startych orzechów włoskich
1 łyżeczka cukru wanilinowego
½ łyżeczki proszku do pieczenia
Szczypta soli

Masa bakaliowa:
 250g sera mascarpone
250g śmietany 30 lub 36%
2 łyżki cukru
1 łyżeczka cukru wanilinowego

100g startych orzechów włoskich
80g niesolonych orzeszków arachidowych
80g drobnych rodzynek
80ml ciemnego rumu
20ml mleka

Dodatkowo do dekoracji: rozpuszczona czekolada, bakalie


Wykonanie:

Bakalie: orzechy arachidowe posiekać, dodać rodzynki i zalać rumem i mlekiem. Odstawić na kilka godzin aż wchłoną płyn (najlepiej zrobić to dzień wcześniej i zostawić w lodówce na całą noc).
Przygotować dużą blachę 30x40cm (najlepiej tą z kompletu piekarnika). Wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik rozgrzać do 175oC (termoobieg).
Biszkopt: mąkę przesiać razem z proszkiem do pieczenia i kakao. Dodać zmielone orzechy włoskie, sól i wymieszać. Oddzielić białka od żółtek. Białka ubijać, a gdy będą prawie sztywne, dodawać stopniowo cukier w kilku turach. Następnie nie przerywając ubijania dodawać po jednym żółtku. Do masy dodawać małymi partiami mąkę z dodatkami i delikatnie mieszać szpatułką. Gotową masę wylać na przygotowaną blachę i rozprowadzić zostawiając niewielkie marginesy. Wstawić do piekarnika i piec ok. 12 minut do tzw. „suchego patyczka” (ale lepiej obserwować bo każdy piekarnik inaczej piecze). Wyjąć. Przygotować arkusz papieru do pieczenia i suchą, czystą ściereczkę (choć ja wolę używać ręcznika papierowego, bo ściereczki zbyt mocno pachną proszkiem do prania). Położyć arkusz papieru do pieczenia, a na to ręcznik papierowy. Na to wszystko położyć do góry nogami biszkopt. Delikatnie odlepić papier do pieczenia, a następnie zwinąć biszkopt wzdłuż dłuższego boku – razem z papierem do pieczenia i ręcznikiem papierowym. Pozostawić zwinięty do całkowitego ostudzenia.
Masa bakaliowa: do namoczonych wcześniej bakalii wsypać tarte orzechy włoskie i wymieszać. Ser mascarpone ubić razem ze śmietaną i cukrami. Dodać bakalie. Całość delikatnie wymieszać.
Biszkopt delikatnie odwinąć. Nałożyć masę bakaliową i rozprowadzić na całej powierzchni. Tam gdzie zaczynamy zwijać, ma być grubiej masy, a później im dalej do końca biszkoptu – coraz cieniej. Zwinąć roladę. Owinąć folią i wstawić na kilka godzin do lodówki by całość stężała. Choć najlepiej smakuje na drugi dzień :)
Wierzch: czekoladę rozpuścić, polać roladę. Posypać bakaliami. Smacznego!