poniedziałek, 27 lutego 2017

Tafla czekoladowa z bakaliami i chili



Jeden kawałek i tyle smaków! Gorzki smak czekolady w połączeniu ze słodko-kwaśnymi żurawinami, morelami i skórką pomarańczową oraz lekko słonymi pistacjami, a wszystko to doprawione odrobiną płatków chili – to z pewnością mieszanka idealna! Kawałek takiego czekoladowego przysmaku jest z pewnością zdrowszy od kupnych nadziewanych czekolad, a ponadto, możemy go przygotować sami w krótkim czasie i przechowywać w lodówce jeszcze przez długi czas. Taflę można przygotować wcześniej i mieć w zanadrzu, gdy odwiedzą nas niespodziewani goście. Jak zapewne zdążyliście zauważyć, na Różowej królują przepisy bez czekolady, ponieważ nie jestem jej fanką. Ale zdarzają się przepisy, które absolutnie kradną me serce – tak właśnie jest z dzisiejszym. Kawałek takiej tafli bakaliowej zjem z przyjemnością. Jeśli nie lubicie gorzkiej czekolady, to spokojnie możecie użyć czekolady mlecznej lub białej i dodać inne ulubione suszone owoce, orzechy itp.


Składniki (na taflę wymiarów ok. 25x35cm):

2 tabliczki gorzkiej czekolady
80g suszonej żurawiny
80g solonych pistacji (waga wraz z łupinkami)
50g suszonych moreli
50g kandyzowanej skórki pomarańczowej
Szczypta cynamonu
Szczypta płatków chili (wg uznania)


Wykonanie:

Żurawinę i morele pokroić w małe kosteczki lub paseczki. Pistacje obrać z łupinek i posiekać.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej wraz z dodatkiem cynamonu. Jeszcze gorącą wylać na papier do pieczenia i rozsmarować na podane wyżej wymiary (lub grubiej jeśli wolicie grubszą taflę). Na rozsmarowaną czekoladę od razu wyłożyć morele, żurawinę, skórkę pomarańczową i posypać posiekanymi pistacjami i płatkami chili. Wstawić do zimnego miejsca lub lodówki, aż tafla zastygnie. Przed podaniem pokroić na dowolne kształty. Czekoladę można również zamrozić – będzie idealnym dodatkiem do deserów lodowych! Smacznego!

 

http://sklepagnex.pl/

czwartek, 23 lutego 2017

BeaverTails – Ogony bobra



Wiem, że dziś już za późno by je upiec, ale będą jak znalazł na przyszły rok lub inne okazje, gdy będziecie potrzebować coś "pączkowego":)
A więc BeaverTails...Ten tradycyjny kanadyjski przysmak o dziwnej nazwie to nic innego jak odpowiednik naszych pączków, tyle że jego kształt ma przypominać ogon bobra. Bóbr zaraz obok klonu jest symbolem Kanady i jest on głęboko zakorzeniony w dziejach tego kraju. Bóbr był i jest powszechnie występującym w Kanadzie gryzoniem, symbolizującym spryt, pracowitość, a także inteligencję. Takie właśnie cechy przypisywano wczesnym Kanadyjczykom. Nic więc dziwnego, że zwierzę to zostało mianowane symbolem.
Dawniej w Kanadzie piekło się prawdziwe bobrze ogony, a w czasie ich braku, potrawę zastępowano płaskim chlebem formowanym właśnie na kształt ogonów. Jednak historia słodkich ogonów bobra sięga roku 1978, kiedy małżeństwo Hookerów korzystając z rodzinnej receptury babki zdecydowali się na ich sprzedaż podczas święta wspólnoty w mieście Killaloe w Ontario. Babka Hookera przyrządzała te chlebki na śniadanie, polane masłem i posypane cynamonem, cukrem lub dżemem. Sama nazwa „BeaverTails” weszła w życie w roku 1980, kiedy to utworzono pierwszy sklepik z tym przysmakiem na rynku w Ottawie. Od tego czasu ogony bobra stały się tradycją i nieodłącznym elementem wszelkich eventów, festynów i zabaw. Dostać je można w przeróżnych wersjach – z czekoladą, owocami, cukrem.
Szalenie zaciekawił mnie ten przepis, dlatego zdecydowałam się go wypróbować. Zakochałam się w kształcie, a poza tym, uwielbiam cynamon. Zaciekawiło mnie również całonocne garowanie ciasta. Najlepiej zacząć przygotowanie o około 18-19 wieczorem, kiedy to pierwszy raz zagniatamy ciasto, potem ciasto sobie odpoczywa i rośnie przez noc, a rano ponownie go zagniatamy.
Jakkolwiek to brzmi, smażone ogony są przepyszne, pulchniutkie, mięciutkie. Bardzo chrupiące i różnią się znacznie od pączków, bo prawie nie mają "miąższu". Można oczywiście formować nieco grubsze placki - wtedy w środku jest więcej białego wnętrza:) Jak dla mnie ciut za słodkie, ale czyż nie o to chodzi by w tłusty czwartek było do syta? :) Polecam!


Składniki (na całą paterę - ok. 30 ogonów różnej wielkości):

Zaczyn drożdżowy:
260g mąki pszennej (1 i ¾ szklanki)
½ szklanki ciepłego mleka
½ szklanki letniej wody
50g świeżych drożdży

+ 320g mąki pszennej (2 szklanki) – na później

Masa jajeczno-maślana:
60g miękkiego masła
½ szklanki cukru
3 małe jajka
1 łyżeczka cukru wanilinowego
¼ łyżeczki soli

Dodatkowo:
½ małego kieliszka spirytusu (lub wódki)
2 szklanki cukru i łyżeczka cynamonu do obtaczania ogonów


Wykonanie:

Zaczyn drożdżowy: drożdże rozpuścić w mleku i wodzie, dodać do przesianej mąki i wszystko zmiksować na jednolitą masę. Odstawić pod przykryciem na ok. 2-3 godziny.
Masa jajeczno-maślana: wszystkie składniki umieścić w misce i miksować do białości – ok. 2 minuty. Do masy dodać zaczyn drożdżowy i dokładnie zmiksować. Na samym końcu dodać przesianą mąkę (te 320g) i wyrobić gładkie ciasto (ja wyrabiam mikserem z końcówką hakiem). Przykryć i odstawić na całą noc w temperaturze pokojowej.
Rankiem dodać spirytus i jeszcze raz zagnieść ciasto i pozostawić na 1-2 godzin do ponownego wyrośnięcia. Po tym czasie ciasto wyjąć i oprószyć mąką, gdyż jest nieco rzadsze. Z ciasta formować kulki, a następnie spłaszczać i formować w owalne kształty. Placki powinny być bardzo cienkie. Każdy placek naciąć tworząc romby i pozostawić na ok. 10-15 minut na blacie. To akurat tyle, by rozgrzać olej (jego temperaturę sprawdzam wrzucając skrawek ciasta, choć najlepszy jest do tego termometr). Po tym czasie placki smażyć na złoto-brązowo, następnie położyć na moment na ręczniku papierowym i jeszcze gorące wrzucać do cukru cynamonowego i dokładnie obtaczać. Nadmiar cukru strząsnąć. Ogony można również posypać cukrem pudrem, ale wtedy stracą swój urok i ładny kolor ;) Smacznego!

 


wtorek, 21 lutego 2017

Doughnuts – kolorowe oponki



Tłusty czwartek już za parę dni, czas więc zastanowić się jakimi to słodkościami uraczyć domowników. Klasyczne pączki z marmoladą, faworki, a może kolorowe oponki? Ja w tym roku pokusiłam się o amerykański klasyk – pączki z dziurką suto oblane lukrem albo czekoladą. W filmach amerykańskich –najczęściej komediach – policjanci zawsze jedzą w radiowozie dougnuts i popijają napojem :) No i co by mi nie mówiono, te kolorowe pączki zawsze będą mi się kojarzyły z jakimś leniwym policjantem, który marzy o tym, by delikwent dał mu spokój, żeby ten mógł w spokoju dokończyć posiłek:)
W Polsce kiedy nadchodzi TEN dzień, czyli tłusty czwartek, jesteśmy w stanie pochłonąć ogromne ilości pączków. Przyznajcie się, ile razy robiliście ranking „kto zjadł więcej”? :) Kolorowe oponki oprócz tego, że są pyszne, to jeszcze wyglądają cudownie. Takie kolorowe :) Myślę, że nie tylko dzieciaki się skuszą na taką wersję tłustego czwartku. Pączki wyszły pyszne, pulchniutkie, nienasączone tłuszczem. Polecam!


Składniki (na 15 oponek i 15 małych pączuszków):

Ciasto drożdżowe:
450g mąki pszennej
200ml mleka
4 żółtka (L)
40g cukru
40g świeżych drożdży
1 spora łyżka serka twarogowego/homogenizowanego
1 łyżeczka cukru wanilinowego
½ małego kieliszka spirytusu
Szczypta soli

Lukier biały i różowy:
250-300g cukru pudru
2 białka jaj
1 łyżeczka soku z cytryny
Odrobina czerwonego barwinka spożywczego

Polewa z czekolady:
35g czekolady mlecznej
35g czekolady gorzkiej
1 łyżka mleka



Wykonanie:

Ciasto: mleko podgrzać. W letnim mleku rozpuścić drożdże. Mąkę wsypać do miski, zrobić wgłębienie i wlać do niego rozpuszczone drożdże. Przysypać otaczającą mąką. Pozostawić w ciepłym miejscu, aż drożdże „ruszą” i kopczyk się wybrzuszy.
Żółtka utrzeć z cukrem i serkiem, aż masa podwoi objętość i nabierze puszystości. Masę wlać do mąki z zaczynem, dodać cukier wanilinowy, sól  i zagnieść gładkie ciasto (ja zagniatam mikserem z końcówką hakiem). Odstawić na ok. godzinę do wyrośnięcia. Po tym czasie dodać spirytus i delikatnie zarobić ponownie ciasto. Odstawić na ok. 15 minut, aż ciasto podrośnie. W szerokim garnku rozgrzać olej ( jego temperaturę sprawdzam wrzucając skrawek ciasta, choć najlepszy jest do tego termometr). Ciasto drożdżowe rozwałkować i wykrajać kubkiem koła, a następnie kieliszkiem dziurki. Oponki wrzucać na rozgrzany olej i smażyć na złoto-brązowo z obu stron. Wykładać na ręcznik papierowy.
Lukier: białka ubijać na lekką pianę (musi być jeszcze lejąca!), dodać cukier puder i sok z cytryny. Dokładnie wymieszać. Podzielić na 2 części. Do jednej dodać odrobinę czerwonego/różowego barwnika i dokładnie wymieszać. By oponki były równo i gładko pokryte lukrem, należy je zanurzać „do góry nogami” – do połowy oponki. Przełożyć na kratkę, by nadmiar lukru ściekł. Posypać kolorową posypką i pozostawić do zastygnięcia lukru.
Polewa czekoladowa: czekoladę i mleko podgrzewać w kąpieli wodnej – gdyby czekolada zbytnio zgęstniała lub zwarzyła się, należy dodawać po łyżeczce wrzącej wody, aż uzyska powrotem płynność. Podobnie jak z lukrem – pączki zanurzać w czekoladzie i posypać posypką. Oczywiście można użyć innej czekolady, innych barwników i innych ozdób – tutaj jest miejsce na Waszą kreatywność ! :) Dla tradycjonalistów pozostaje cukier puder (to moja ulubiona wersja;)). Smacznego!


 

środa, 15 lutego 2017

Tartaletki z kremem pomarańczowym, czekoladą i kandyzowaną skórką pomarańczy



Sesja prawie za mną, a tłusty czwartek przede mną :). W związku z faktem, iż co roku w okresie walentynek moje miłosne wypieki to klapa za klapą, to w tym roku dałam sobie z nimi spokój. Jakoś nigdy nie byłam fanką tego „święta” – no dzień jak co dzień. Natomiast sto razy bardziej wolę rodzinne weekendy przy kawałku dobrego ciasta, spontaniczne, prawdziwe. W ten weekend będę przygotowywała dla Was propozycje na tłusty czwartek, bo to już za tydzień!
A tymczasem dzisiaj mam dla Was klasykę – czekolada i pomarańcza. Tym razem w postaci małych tartaletek z pomarańczowym kremem „Orange curd” oraz domową kandyzowaną skórką. Po raz kolejny takie wydanie czekolady przypadło do gustu moim domownikom. Ciasteczka są przepyszne, zarówno kremowe jak i chrupiące. Doskonałe połączenie klasycznych smaków. A najbardziej smakowała wszystkim kandyzowana skórka pomarańczowa:) Polecam!


Składniki (na ok. 20 sztuk o średnicy 4-5cm):

Ciasto:
62g mąki pszennej
62g masła
1 łyżka kwaśnej śmietany
1 łyżka cukru
½ łyżeczki cukru wanilinowego
Szczypta soli

Krem pomarańczowy:
1 jajko (L)
1 żółtko
80g cukru
1 łyżka soku z cytryny
Otarta skórka i sok z 1 średniej pomarańczy

Polewa czekoladowa:
½ tabliczki gorzkiej czekolady
1 łyżeczka masła

Kandyzowana skórka pomarańczowa:
Skórka z 1 średniej pomarańczy (w kawałkach, sparzona, z odkrojoną wewnętrzną białą częścią skórki)
¼ szklanki cukru
¼ szklanki wody

Wykonanie:

Piekarnik rozgrzać do 200oC (termoobieg). Przygotować formę z wgłębieniami ( u mnie foremka z dość płytkimi wgłębieniami – inna niż na tradycyjne muffiny, chociaż na muffiny też może być ale wtedy nie należy wylepiać wgłębień do samej góry. Można oczywiście też użyć tradycyjnych foremek na tartaletki).
Ciasto: wszystkie składniki posiekać nożem, a następnie zagnieść ciasto (będzie się trochę lepiło, dlatego przy wałkowaniu ciasta należy go dość obficie podsypać mąką). Zagniecione ciasto rozwałkować na grubość ok. 2-3mm, a następnie wykroić koła średnicy wgłębień w foremce. Wycięte koła przełożyć do wgłębień w foremce, a następnie wstawić do piekarnika i piec, aż nabiorą złoto-brązowego koloru. Wyjąć i ostudzić.
Krem pomarańczowy: masło rozpuścić w rondelku. W miseczce roztrzepać jajka z cukrem oraz ze skórką i sokiem z pomarańczy i sokiem z cytryny. Dodać do rozpuszczonego masła, zmniejszyć płomień prawie do minimum i cały czas mieszać, aż krem nabierze konsystencji rzadkiej śmietany. Odstawić na 10 minut do przestudzenia, a następnie nałożyć do każdego ciasteczka trochę kremu tak, by wypełnił zagłębienie. Odstawić na ok. ½-1 godziny by krem ostygł i zgęstniał w ciasteczku.
Polewa czekoladowa: gorzką czekoladę połamać na kosteczki, umieścić w misce i dodać masło. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Dodawać po łyżeczce gorącej wody, aż do uzyskania nieco rzadszej masy.  Na każdą tartaletkę nakładać po trochu czekolady i rozsmarować na kremie. Można również czekoladę przełożyć do rękawa/szprycy i wycisnąć kratkę na wierzchu ciastka.
Kandyzowana skórka pomarańczowa: skórkę pociąć na wąskie długie paseczki i dwukrotnie sparzyć wrzątkiem (zalać i wylać wodę). Do rondelka wlać wodę i dodać cukier. Do wrzącej mieszanki dodać skórkę pomarańczową, zmniejszyć płomień i gotować do momentu, aż wyparuje woda, a skórka będzie klejąca. I teraz są dwie możliwości – skórkę można wrzucić do miski z cukrem (oczywiście nie całą na raz) i przemieszać żeby się obtoczyła w cukrze, albo pojedynczo wykładać na papier do pieczenia żeby zastygła.  Wierzch ciastek udekorować kandyzowaną skórką. Smacznego!

 


piątek, 27 stycznia 2017

Ciasto kokosowe z dżemem porzeczkowym i twarogową pianką czyli „Śnieżny puch” w mojej wersji



Śnieg śnieg śnieg – wszędzie śnieg! Ja rozumiem, że jest ładnie i biało, nawet już się przyzwyczaiłam do ciągłego zamiatania schodów i drapania szyb w samochodzie, ale na miłość boską! Zimno mi! Ale co tam, nie dość, że zimno, to jeszcze można się udusić będąc na wolnym (?) powietrzu. A tak bym się przeszła na spacer. Mogłoby być już ciepło, ładnie i z czystym powietrzem…
Dzisiaj mam dla Was pyszne ciasto, aczkolwiek z małym zastrzeżeniem. Przepis na "śnieżny puch" jest dość popularny w Internecie, dlatego zdecydowałam się go zrobić. Oryginalny przepis zawiera w sobie bitą śmietanę w proszku typu „Śnieżka”, co trochę mnie odstraszyło, gdyż ja preferuję jak najbardziej naturalne wypieki. Dlatego długo zastanawiałam się, czy ją dodać do ciasta czy zastąpić zwykłą śmietaną kremówką. Wybrałam jednak śmietanę w proszku, by przekonać się, jak smakuje takie ciasto. W sumie jak dodajemy do ciasta różne dodatki typu batoniki, masło orzechowe i inne podobne, to też „faszerujemy” go sztucznościami. Tak więc, jest to dość kontrowersyjny temat. Ale dość już o nieciekawych rzeczach:). Jeśli chodzi o samo ciasto – wyszło bardzo bardzo smaczne. Przepis podglądnęłam tutaj i pozamieniałam kilka rzeczy:). Zainteresowanych zapraszam do wypróbowania mojej wersji, lub też wersji z kremówką:)


Składniki (na ciasto w formie 25x35cm):

Kokosowy spód:
200g mąki ryżowej
120g masła
50g wiórek kokosowych
60g cukru
3 żółtka
1 łyżeczka cukru wanilinowego
Szczypta soli

„Śnieżny puch”
1kg mielonego twarogu kubkowego
2 bite śmietany w proszku typu „Śnieżka” (lub 330ml śmietany 30%)
1 galaretka cytrynowa
3 łyżki cukru pudru
1 szklanka mleka (w wersji ze śmietaną 30% pominąć)

Kokosowa kruszonka:
110g wiórek kokosowych
50g masła
2 łyżki cukru

Dodatkowo: ½ słoika dżemu porzeczkowego


Wykonanie:

Piekarnik rozgrzać do 185oC (termoobieg). Formę wyłożyć papierem do pieczenia.
Kokosowy spód: masło posiekać z mąką. Dodać resztę składników, jeszcze chwilę posiekać, a następnie zagnieść ciasto – będzie ono miało konsystencję kruszonki, a więc nie będzie jednolite. Ciasto wysypać do formy, równomiernie rozłożyć i docisnąć do dna, by tworzyło zwarty spód. Wstawić do piekarnika i piec, aż się całkowicie upiecze, na złoto-brązowy kolor. Wyciągnąć i ostudzić.
Ostudzony spód posmarować dżemem porzeczkowym.
„Śnieżny puch”: galaretkę cytrynową rozpuścić ze szklanką gorącej wody (szklanka klasyczna 230ml) i pozostawić do ostudzenia. Gdy galaretka będzie już chłodna, ubić mikserem śmietany w proszku  razem z mlekiem i cukrem (lub w wersji ze śmietaną 30% ubić samą śmietanę z cukrem). Gdy śmietana będzie ubita, dodać partiami ser twarogowy i zmiksować. Zmniejszyć obroty na najmniejsze i dodawać po łyżce ostudzonej galaretki. Całość wylać na spód posmarowany dżemem. Wyrównać i odstawić.
Kruszonka kokosowa: masło stopić w rondlu. Dodać cukier i wiórki kokosowe. Całość smażyć chwilę, cały czas mieszając, aż kruszonka się lekko zarumieni. Odstawić do wystudzenia. Zimną kruszonkę wysypać równomiernie na ciasto. Odstawić najlepiej na całą noc lub dobrych kilka godzin do lodówki. Pamiętajcie, żeby przed włożeniem do lodówki pełnej innych zapachów, dobrze zabezpieczyć ciasto folią lub włożyć go do pojemnika. Nie chcemy przecież ciasta o smaku szynki :). Smacznego!



niedziela, 22 stycznia 2017

Ciasto Kinder country



Od dawna chodziło za mną to ciasto. Płatki w miodzie to smak z dzieciństwa, kiedy to świeżo zakupiona paczka płatków miodowych znikała w mgnieniu oka, nie mając nawet okazji do spotkania z mlekiem:). Batoniki też się kiedyś jadło, więc chyba nawet pamiętam smak oryginalnego Kinder country. Na dzień dzisiejszy nie jem ani słodzonych płatków śniadaniowych, ani batoników. Ze słodyczy preferuję domowe wypieki, a już najchętniej przez lato, kiedy w cieście królują owoce. No cóż, niestety to jeszcze nie ten czas:). A w związku z obecną i dość mroźną porą roku, to ciasta z masami mają absolutną rację bytu. Dlatego też dzisiaj przedstawiam Wam pyszne, kremowe ciasto imitujące dobrze nam znany batonik. I co ważne – nie wymaga pieczenia:) Powiem jedno – ciężko się od niego oderwać. Polecam !


Składniki (na ciasto w formie 25x35cm):

Masa jasna:
400ml słodkiej śmietany 30%
2 czekolady białe
4 szklanki płatków miodowych (jak Kangus)

Masa ciemna:
2 czekolady mleczne
200ml słodkiej śmietany 30%

Dodatkowo:
Duża paczka herbatników (ok. 250g)
Płatki do wykończenia wierzchu (jedno całe opakowanie wystarczy i do masy i na wierzch)


Wykonanie:

Dzień wcześniej – najlepiej wieczorem
Krem jasny: zagotować na małym ogniu śmietanę (400ml) i dodać połamaną białą czekoladę. Mieszać aż do rozpuszczenia. Odstawić w zimne miejsce lub do lodówki na całą noc, żeby nazajutrz śmietana była bardzo zimna i gotowa do ubijania.
Dzień następny:
Przygotować formę: wyłożyć papierem do pieczenia, a następnie wyłożyć całe dno herbatnikami.
Krem jasny: ubić schłodzoną śmietanę z czekoladą, do ubitej dodać 4 szklanki płatków śniadaniowych i dobrze wymieszać. Wyłożyć na herbatniki, wyrównać powierzchnię i ułożyć kolejną warstwę herbatników.
Krem ciemny: czekoladę mleczną rozpuścić w kąpieli wodnej, a później lekko przestudzić. Śmietanę (200ml) ubić. Do czekolady dodawać partiami ubitą śmietanę i delikatnie wymieszać szpatułką. Wylać na herbatniki i wyrównać. Na sam koniec posypać resztą płatków śniadaniowych. Można również polać odrobiną rozpuszczonej czekolady. Smacznego!


środa, 18 stycznia 2017

Zielone naleśniki z młodym jęczmieniem



Bardzo modny w ostatnim czasie – młody jęczmień. Robi furorę zarówno w Internecie, jak i w kuchni. Nic dziwnego, że wzbudza takie zainteresowanie, gdyż jest to świetne źródło antyoksydantów, witaminy C, witamin z grupy B, cynku, magnezu, selenu oraz błonnika. Co więcej, młody jęczmień zaliczany jest do produktów spożywczych zwanych „Super Foods”, co oznacza, że jego spożycie ma wyjątkowo korzystny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu. No i ten kolor ! Nic tylko jeść !
Dzisiaj mam dla Was przepis na zielone naleśniki z tym właśnie składnikiem. Przepis jest bardzo prosty, a naleśniki smakują jak…naleśniki – czyli jak zwykle wspaniale :) Naleśniki można podać z dowolnym nadzieniem – u mnie chudy twarożek z miodem, świeże borówki i granat :) Pycha!


Składniki (na 16 mniejszych lub 8-10 większych naleśników – zależy od wielkości patelni):

1 i ½ szklanki mąki pszennej (opcja prozdrowotna to dowolna mąka pełnoziarnista)
½ szklanki mleka
½ szklanki wody
2 jajka (M)
1-2 łyżeczek cukru
1 łyżeczka cukru wanilinowego
1 łyżeczka młodego jęczmienia w proszku
Szczypta soli

Uwaga: szklanka powinna być  pojemności 230ml - czyli standardowa do herbaty


Wykonanie: w misce zmiksować mleko, wodę i jajka. Dodać mąkę, cukier, cukier wanilinowy, sól i jęczmień. Wszystko zmiksować na jednolitą masę. Rozgrzać patelnię. Wlać odrobinę oleju – ja moje naleśniki smażę na patelni lekko przesmarowanej olejem (za pomocą pędzelka silikonowego). Smażyć na rumiany kolor. Podawać z ulubionymi dodatkami. Smacznego!




środa, 4 stycznia 2017

Puszyste ciasto z kremem batonikowym ze słonymi paluszkami



Wybaczcie moją nieobecność na blogu przez tak długi czas… Nie miałam ani weny ani ochoty na pieczenie, a nie chciałam zwodzić Was byle jakimi przepisami. Postanowiłam sobie trochę odpocząć od blogowania. Mierziło mnie, że nic nigdy nie mogę upiec ot tak, by było – krzywego, niedoskonałego, zwykłego. Cieszę się, że wrzuciłam na luz. Po takim odpoczynku zaczynam nowy rok i mam nadzieję na nowe pomysły i inspiracje.
Dzisiaj przygotowałam dla Was improwizowane ciasto z wszystkim co lubicie. Są i batoniki i paluszki solone i bita śmietana i tak dalej. Ciasto wyszło przepyszne. Mięciutki biszkopt, wyrazista masa ze słonymi paluszkami i kawałeczkami batoników, masa śmietankowa i batoniki na wierzchu. Pycha! Ciasto zachwyci każdego batonikowego łasucha i nie tylko (!), czego dowodem jest moja mama :). Polecam :)


Składniki (na ciasto w formie 25x35cm):

Biszkopt:
4 jajka (L)
4 łyżki cukru
4 kopiate łyżki mąki pszennej
1 łyżka oleju
1 łyżeczka cukru wanilinowego

Krem batonikowy:
500g sera twarogowego z kubka
1 puszka gotowej masy krówkowej (400g)
100g słonych paluszków
3 różne batoniki (Mars/Snickers/Twix/Milky Way itp.)

Krem śmietankowy:
500g sera twarogowego z kubka
330ml słodkiej śmietany 30%
4 łyżki cukru
1 łyżeczka cukru wanilinowego
Odrobina skórki otartej z cytryny

Dodatkowo do wykończenia: 3 różne batoniki (lub więcej jeśli lubicie)


Wykonanie:

Piekarnik rozgrzać do 175oC (termoobieg). Prostokątną formę wyłożyć papierem do pieczenia.
Biszkopt: całe jajka, cukier i cukier wanilinowy miksować na wysokich obrotach ok. 3-4 minuty, aż powstanie jasna i puszysta masa. Ciągle miksując wlać olej i dalej miksować. Wyłączyć mikser, następnie wsypywać po trochu mąki przesianej przez sito i mieszać delikatnie szpatułką. Masę wlać do formy i wyrównać powierzchnię. Wstawić do piekarnika i piec ok. 15 minut, aż biszkopt nabierze złotego koloru (oraz do tzw. „suchego patyczka”). Wyjąć i wystudzić. Biszkopt przeciąć na 2 blaty.
Pierwszy blat umieścić w tej samej formie. Można nasączyć alkoholem, likierem lub sokiem (ja nasączyłam wódką rozcieńczoną z wodą i sokiem z cytryny).
Krem batonikowy: paluszki rozgnieść na drobne kawałki. Batoniki pokroić na kawałeczki. Twaróg zmiksować z masą krówkową. Dodać paluszki i batoniki, a następnie wszystko wymieszać. Masę przełożyć na biszkopt i  wyrównać.
Krem śmietankowy: śmietanę ubić z cukrem i cukrem wanilinowym. Dodać skórkę otartą z cytryny i na wolnych obrotach zmiksować z serem twarogowym. Pamiętajcie – że to śmietanę dodajemy do twarogu, a nie twaróg do śmietany. Miksować do momentu, aż powstanie w miarę gęsta masa. Odłożyć 1 szklankę (będzie potrzebna na wierzch ciasta). Resztę masy wylać na poprzednią masę batonikową – wyrównać. Przykryć biszkoptem. Na wierzchu rozsmarować odłożoną masę śmietankową. Na koniec, by wykończyć ciasto, część batoników zetrzeć na tarce, a część pokroić na kawałeczki. Oczywiście można użyć więcej słodyczy, w tym różnych czekolad itp. – w zależności od Waszego smaku :). Smacznego!




niedziela, 6 listopada 2016

Bezowy tort kokosowy



Moi kochani, na wstępie przepraszam za chwilową nieobecność na blogu. Jest to związane z moim powrotem na uczelnię, a dokładniej z „uczelnianymi przeszkodami”. Mimo wszystko jednak, bardzo się cieszę, że wróciłam. Nie potrafię usiedzieć na miejscu. Nowi znajomi, kupa bezsensownych przedmiotów i spora dawka pozytywnej energii. Tak, to z pewnością znowu studia.
Dzisiaj z przyjemnością przedstawię Wam przepis na kokosową rozpustę :) W końcu coś konkretnego. Intensywnie kokosowy tort bezowy to idealna propozycja na słodki, weekendowy deser. Tort ten był moją totalną improwizacją, jak się okazało bardzo trafioną i smaczną. Chrupiące bezy, intensywnie kokosowy krem z wiórkami i mleczkiem kokosowym, bitą śmietaną i mascarpone – wszystko to tworzy pełnię smaku. Tort jest pyszny, lecz bardzo sycący. Jestem pewna, że znajdzie wśród Was wielu fanów:). Polecam!


Z racji tego, że jestem dość niecierpliwą osobą, a także ze względu na porę roku, gdzie dostęp światła dziennego został totalnie pochłonięty przez poszerzoną wieczorową porę, tort musiałam wyjąć wcześniej z lodówki, co poskutkowało popękaniem góry. Musiałam zrobić zdjęcia, a wątpię, że tort dotrwałby dnia następnego:) Popękana góra nie jest jakąś ujmą albo wadą, bo tort nadal smakuje rewelacyjnie, ale  wizualnie lepiej wygląda po kilku godzinach spędzonych w lodówce:)

Składniki (na tort w okrągłej formie 24cm):

Kokosowe blaty bezowe:
4 białka (L)
240g cukru
100g wiórek kokosowych
2 łyżeczki skrobi ziemniaczanej

Krem kokosowy:
400g mleka kokosowego z puszki
330ml słodkiej śmietany 30%
250g sera mascarpone
150g cukru
100g wiórek kokosowych
2 wafelki kokosowe typu princessa
1 i ½ łyżeczki żelatyny spożywczej
½ kieliszka spirytusu lub wódki 

Dodatkowo: 1 duże opakowanie pralinek Rafaello (8 sztuk do dekoracji, reszta do kremu)


Wykonanie:

Bezy kokosowe: jeżeli jesteście w posiadaniu dwóch piekarników, lub piekarnika z możliwością pieczenia dwóch rzeczy na raz, to możecie przygotować dwa blaty od razu. Gdy jednak nie macie takiej możliwości, musicie podzielić składniki na pół i zrobić jedną bezę po drugiej.
A więc: najpierw rozgrzać piekarnik do 140oC. Dużą formę wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze odrysować okrąg formy, w której będziecie robić tort. Białka ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodawać stopniowo cukier. Do ubitej piany dodać skrobię i ponownie zmiksować. Na koniec dodać wiórki kokosowe i wymieszać szpatułką. Wyłożyć na papier z narysowanym okręgiem – nie musi być równo z linią okręgu, bo beza i tak minimalnie urośnie na boki. Bezę wstawić do piekarnika i zmniejszyć temperaturę do 120oC. Suszyć przez godzinę. Wyjąć i ostudzić. Jeżeli pieczecie na dwa razy, to z drugą bezę upiec w ten sam sposób.
Przed zrobieniem kremu należy dopasować bezy do rozmiaru foremki – w tym celu należy przyłożyć foremkę na wierzch bezy i odciąć odstające brzegi. Jeden blat bezy umieścić na dnie foremki wyłożonej papierem do pieczenia.
Krem kokosowy: Mleko kokosowe zmiksować z wiórkami kokosowymi, połową cukru i spirytusem/wódką. Żelatynę rozpuścić w ¼ szklanki gorącej wody i przestudzić. Mascarpone wymieszać z 3 łyżkami płynnej słodkiej śmietany. W osobnym naczyniu ubić na sztywno resztę słodkiej śmietany. Śmietanę dodawać porcjami do rozrobionego mascarpone i delikatnie mieszać. Żelatynę wlać do wiórek kokosowych i dokładnie wymieszać. Następnie połączyć obie masy i delikatnie wymieszać.  Na sam koniec dodać starte na tarce wafelki oraz rozkruszone pralinki rafaello. Wszystko dokładnie wymieszać. Odłożyć 1/3 szklanki kremu – będzie potrzebny do dekoracji. Resztę kremu wlać do foremki. Wyrównać i przykryć drugim blatem bezowym. Wstawić do lodówki na dobre kilka godzin a najlepiej na całą noc.
Po tym czasie wyjąć z formy i przed podaniem udekorować pralinkami – szprycą zrobić 8 rozetek z odłożonego kremu i umieścić w nich kuleczki rafaello. Smacznego!