piątek, 19 kwietnia 2019

Mazurek chałwowy z wiśniami i bezą



Wielkanoc nie może obyć się bez mazurka. Tak więc dzisiaj szybciutko zostawiam Was z przepisem na mazurek z chałwą, konfiturą wiśniową i bezą :) I lecę dalej prać, sprzątać i oczywiście gotować. Pieczenie mazurka można sobie rozłożyć na dwa dni (wieczorem przygotować gotowe, powycinane kruche ciasto, a na drugi dzień dokończyć wierzch i upiec). Tym sposobem może łatwiej będzie się ze wszystkim wyrobić :) Kilka słów o smaku – kruche jak to kruche, zawsze jest pyszne, do tego chałwa, kwaskowate wiśnie i beza z płatkami migdałów – pycha! Polecam :)


Składniki (na mazurek o średnicach jajka 22x30cm):

Kruche ciasto:
175g mąki pszennej
100g zimnego masła
25g cukru pudru
1 żółtko
1 łyżka kwaśniej śmietany 18%
Szczypta soli

Nadzienie:
100g chałwy waniliowej
Kilkanaście wisienek z konfitury wiśniowej

Beza:
2 białka jaj
½ szklanki cukru pudru
1/3 łyżeczki skrobi ziemniaczanej

Dodatkowo: garść płatków migdałów do posypania


Wykonanie:

Kruche ciasto: z podanych składników zagnieść ciasto (można je zagniatać w misce, na stolnicy/blacie lub za pomocą miksera z odpowiednią końcówką). Do miski wsypać mąkę. Dodać żółtko, śmietanę i wymieszać by połączyły się z mąką. Następnie dodać masło pokrojone na małe kawałeczki i rozdrobnić palcami. Następnie dodać resztę składników i zagnieść ciasto. Wstawić do lodówki na 30-60 minut. Po tym czasie rozwałkować ciasto w bardziej owalnym kształcie. Wyciąć „jajo” o średnicach 22 i 30cm. Ścinki wykorzystać do wykrojenia dekoracji. Można użyć foremki (u mnie kwiatuszek) lub zrobić małe kuleczki. Wycięte kształty przylepić na brzegu jaja uprzednio smarując brzegi białkiem. Ponakłuwać widelcem. Wstawić do lodówki na kolejną godzinę. Tak przygotowane ciasto spokojnie może też przeleżeć noc w lodówce, a na następny dzień być upieczone. Schłodzone ciasto przełożyć na dużą blachę, wstawić do rozgrzanego do 180oC (termoobieg) piekarnika i podpiekać do 7-10 minut, aż lekko „spuchnie” ale nie zarumieni się.
Beza: w czasie podpiekania ubić białka na sztywno, pod koniec ubijania dodając stopniowo cukier. Na końcu ubijania dodać skrobię.
Na podpieczony spód rozkruszyć chałwę i wyłożyć równomiernie wisienki z konfitury (gdy macie swoją, gęstą konfiturę, mogą to być po prostu kleksy konfitury). Na wierzch wyłożyć bezę i rozsmarować. Zrobić fale za pomocą łyżeczki. Posypać płatkami migdałów. Temperaturę piekarnika obniżyć do 175oC (termoobieg). Wstawić mazurka i piec ok. 15 minut do lekkiego zezłocenia bezy i płatków migdałów. Kruche ciasto może być bardziej podpieczone. Wyjąć i ostudzić. Mazurka można dodatkowo ozdobić :) Smacznego!



wtorek, 16 kwietnia 2019

Babka kajmakowa



Babka – czy to ucierana, czy drożdżowa, stanowi nieodłączną część Wielkanocy. Pachnąca, wyrośnięta i pięknie ozdobiona musi się  znaleźć wśród świątecznych potraw. Zapewne co roku zastanawiacie się jaką babkę upiec :) Myślę też, że jest tu sporo osób, które mają swoją tradycyjną babę, którą pieką od lat i nic w tej kwestii nie chcą zmieniać :) Ja bardzo lubię eksperymentować z babkami i w tym roku zdecydowałam się wypróbować przepis na babkę z dodatkiem kajmaku. Przepis znalazłam u Mysi  i ciut zmodyfikowałam :) Ogólnie bardzo lubię wszelkie baby i ta również bardzo mi zasmakowała. Prosta, ucierana, mięciutka i nieziemsko pachnąca! Do tego jeszcze ta polewa i chrupiące płatki migdałów – mniam :) Bardzo polecam!


Składniki (na dużą babkę w formie średnicy 25cm u podstawy):

Ciasto:
5 jajek (M)
250g kajmaku (masy krówkowej)
180g mąki pszennej
100g skrobi ziemniaczanej
100g masła
4 łyżki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią lub ekstraktu z wanilii
Sok wyciśnięty z 1 cytryny
Szczypta soli

Polewa:
60g kajmaku
3 łyżki śmietany 30% lub ewentualnie mleka
50g płatków migdałów


Wykonanie:

Piekarnik rozgrzać do 180oC (termoobieg). Formę z kominkiem wysmarować masłem i wysypać bułką tartą.
Ciasto: mąkę pszenną, mąkę ziemniaczaną i proszek do pieczenia przesiać przez sito. Masło umieścić w garnuszku razem z kajmakiem i cukrem z wanilią – rozpuścić powoli na małym ogniu (ale nie gotować!). Masę przemieszać rózgą, żeby masło i kajmak się połączyły. Odstawić. Wycisnąć sok z cytryny. Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, pod koniec ubijania dodając po łyżce cukru. Następnie, nie przerywając ubijania dodawać po jednym żółtku. Zmniejszyć obroty miksera i wlewać cienkim strumieniem sok z cytryny. Wymienić końcówkę na ucierającą (przy małym, zwykłym mikserze mogą zostać te do ubijania) i wlewać powoli kajmak z masłem, aż powstanie jednolita masa. Wyłączyć mikser. Mąkę wsypywać porcjami i mieszać delikatnie szpatułką do połączenia składników. Masę wylać do foremki, wierzch wyrównać. Wstawić do piekarnika i piec 40-50 minut (trzeba obserwować i sprawdzać patyczek, czy jest już suchy, bo każdy piekarnik piecze inaczej). Wyjąć i lekko przestudzić. Na ciepłą babkę wylać polewę.
Polewa: kajmak rozpuścić ze śmietaną (lub mlekiem). Płatki migdałów uprażyć na suchej patelni (można to zrobić podczas pieczenia babki). Babkę polać polewą i posypać płatkami migdałów. Można dodać jeszcze elementy ozdobne, np. kolorowe jajeczka :) Smacznego!


środa, 10 kwietnia 2019

Tort porzeczkowo-adwokatowy z bezą



Święta Wielkanocne to szczególny czas - pełen radości, bliskości. Jest to moment, w którym wszyscy razem w gronie rodzinnym cieszymy się swoją obecnością. W wielu rodzinach (u nas również) pielęgnowana jest tradycja wspólnego śniadania wielkanocnego. I nie jest to zwykłe śniadanie. To prawdziwa uczta, pełna świątecznych smakołyków :) Nie wiem jak to wygląda w innych rodzinach, ale u nas już od rana na stole stoi patera z ciastami. Wszyscy lubimy „deser po śniadaniu”. Oczywiście zawsze jest makowiec, sernik i ciasto drożdżowe. No i moje „nowości”. Tak już jest, że jedni trzymają się tradycyjnych wypieków, a inni lubią dodać malutki akcent nowoczesności :) W tym roku mam dla Was przepis na wspaniały, a jednocześnie lekki torcik porzeczkowo-adwokatowy z bezą. Nie za słodki, na biszkoptach więc nie zapycha, z pyszną, adwokatową warstwą i chrupiącą bezą! Wbrew pozorom, nie jest trudny do wykonania, więc może warto się skusić? A na pewno odwdzięczy się smakiem! Polecam !


Składniki (na tort średnicy 20cm):

Biszkopt:
3 jajka (L)
3 łyżki mąki pszennej (z górką)
3 łyżki cukru
½ łyżeczki cukru wanilinowego
¼ łyżeczki proszku do pieczenia
Szczypta soli

Warstwa porzeczkowa:
300g mrożonych czarnych porzeczek
1 galaretka o smaku owoców leśnych
1 szklanka wody

Masa adwokatowa:
150ml śmietany 30 lub 36%
100g sera mascarpone
100ml adwokatu
1 łyżka cukru
3 łyżeczki żelatyny w proszku

Warstwa czekoladowa:
50g białej czekolady
1 łyżeczka śmietany 30/36% lub mleka

Beza:
2 białka jaj
120g cukru pudru
1/3  łyżeczki skrobi ziemniaczanej
1/3 łyżeczki octu lub soku z cytryny


Wykonanie:

Na dużej blasze, na papierze do pieczenia narysować okrąg średnicy 20cm. Piekarnik rozgrzać do 160oC (termoobieg).
Beza: białka ubić na sztywno, na koniec nie przerywając ubijania dodawać po łyżce cukru pudru. Następnie dodać skrobię i ocet i krótko zmiksować. Masę wyłożyć na papierze do pieczenia z narysowanym okręgiem. Rozsmarować do linii okręgu. Blachę z bezą wstawić do piekarnika i od razu zmniejszyć temperaturę do 120oC. Suszyć przez godzinę. Wyjąć i ostudzić.
Przygotować foremkę na biszkopt – wyłożyć papierem do pieczenia, boki wysmarować masłem i oprószyć mąką. Piekarnik rozgrzać do 175oC (termoobieg).
Biszkopt: mąkę przesiać razem z proszkiem do pieczenia. Białka umieścić w misie razem z cukrem wanilinowym i solą. Białka ubić prawie na sztywno, pod koniec stopniowo dodawać po łyżce cukru. Nie przerywając ubijania, dodawać po jednym żółtku. Wyłączyć mikser. Partiami wsypywać mąkę i delikatnie mieszać szpatułką do połączenia składników. Masę wylać do foremki, wygładzić powierzchnię. Wstawić do piekarnika i piec ok. 18 minut do zezłocenia. Wyjąć i całkowicie ostudzić. Przekroić na dwa blaty. Pierwszy z nich umieścić w wysokiej tortownicy lub w specjalnym rancie (polecam!) o takiej samej średnicy. Nasączyć mlekiem lub mlekiem rozrobionym z adwokatem jeśli lubicie bardziej alkoholowe torty.
Warstwa porzeczkowa: porzeczki umieścić w wyższym naczyniu. Galaretkę rozpuścić w 1 szklance gorącej wody. Wlać do porzeczek. Krótko zblendować blenderem, żeby trochę „poszarpać” owoce. Masę wymieszać, odczekać chwilę, aż zacznie tężeć (przy zamrożonych owocach powinno się to dziać dość szybko), po czym wlać na pierwszy biszkopt. Wyrównać i przykryć drugim blatem biszkoptu. Nasączyć.
Masa adwokatowa: żelatynę rozpuścić w ¼ szklanki gorącej wody. Przestudzić. W wysokim naczyniu umieścić śmietanę, mascarponę i łyżkę cukru. Ubijać do zgęstnienia kremu. Adwokat połączyć dokładnie z żelatyną, a następnie wlać do masy śmietankowej. Dokładnie ale delikatnie wymieszać rózgą. Wylać na biszkopt i wyrównać. Wstawić do lodówki na noc.
Gdy całość stężeje, rozpuścić czekoladę ze śmietaną/mlekiem i rozsmarować na wierzchu tak, żeby czekolada delikatnie spływała po bokach tortu (jeśli czekolada się „zważy” podczas rozpuszczania, dodawać do niej po odrobinie wrzątku i mieszać, aż czekolada powróci do płynnej konsystencji). Na wylaną czekoladę ułożyć bezę. Całość schłodzić lub od razu kroić. Smacznego!



środa, 3 kwietnia 2019

MAGIC CAKE – trójwarstwowe, magiczne ciasto mleczne



Wielkanoc tuż tuż :) W tym roku wyjątkowo późno. Jeśli zastanawiacie się, jak upiec coś prostego, a zarazem efektownego – koniecznie musicie sięgnąć po przepis na MAGICZNE CIASTO! Nie wymaga wiele pracy, ani wyszukanych składników. Cała magia dzieje się w jednej foremce. Zastanawiacie się jak? Otóż, po pierwsze ciasto na każdym etapie mieszamy krótko, nie doprowadzając do utarcia, po drugie w cieście jest bardzo dużo mleka, które rozrzedza całą masę, po trzecie w cieście znajdują się mocno ubite białka, które unoszą się na wierzchu płynnej masy. Konkluzją jest bardzo prosta rzecz – grawitacja. Z racji płynnej masy, najcięższe składniki opadają na dno, a najlżejsze dryfują na wierzchu. Tak oto powstaje nasza magia :) Efektem jest piękne, trójwarstwowe ciasto o trzech różnych strukturach – zwartej leguminie na spodzie, kremowym budyniowym środku i pulchnym, puszystym wierzchu. Te same składniki, a każda warstwa dostarcza innych wrażeń smakowych. Jak już wspominałam składniki nie są wyszukane – są to przede wszystkim jajka, mleko i masło – dlatego należy spodziewać się ciasta o mlecznym charakterze. Ja dodałam jeszcze wanilię. Mi smakuje, ale trzeba lubić jajka i mleko. Ciasto smakuje podobnie do sernika japońskiego, ma też coś z omleta. Jeśli obawiacie się zbytniej prostoty, można pokusić się dodatkowo o polewę z białej czekolady lub kajmaku, albo nawet świeże owoce, co dopełni smaku według waszych upodobań :) Myślę, że ciasto spokojnie znajdzie swoje miejsce na wielkanocnym stole! Eleganckie, kremowe, jajeczne – czego chcieć więcej ! W końcu jajko to symbol odrodzenia :)

Przepis pochodzi z tej strony, ja powiększyłam proporcje. Jest tam również krótki filmik :)


Składniki (na ciasto w okrągłej formie 23cm):
5 jajek (M)
550ml mleka
135g mąki pszennej
135g cukru
135g rozpuszczonego masła
1 i ½ łyżki wody
Ziarenka z ½ laski wanilii lub 1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią
Szczypta soli


Wykonanie:

Przygotować okrągłą formę – wyłożyć papierem do pieczenia. Najlepsza będzie wysoka foremka, która nie jest odpinana. Ale jeśli tak jak ja, nie macie takiej w swojej kolekcji, zwykłą odpinaną formę obłożyć szczelnie z zewnątrz folią aluminiową, żeby nic z niej nie wyciekło podczas pieczenia. To bardzo ważna kwestia, ponieważ ciasto ma rozwarstwioną strukturę i na dnie foremki zbiera się najrzadsza, płynna część, która lubi czasem uciec, w szczególności, gdy foremka nie jest szczelna. Piekarnik rozgrzać do 150oC (termoobieg).
Ciasto: masło rozpuścić, lekko przestudzić. Białka oddzielić od żółtek. Żółtka połączyć z cukrem, wanilią i wodą. Za pomocą rózgi, krótko utrzeć – aż żółtka zmienią kolor na nieco bledszy (cukier nie musi być rozpuszczony). W dwóch turach dodać masło i wymieszać rózgą, aż masło połączy się z żółtkami w jednolitą masę. Mąkę przesiać i wsypać w dwóch turach do masy – tylko wymieszać do połączenia składników. Czas na mleko – wlewać go do masy w kilku turach, mieszając niezbyt energicznie. Na samym końcu ubić białka na sztywno, dodać do masy i wymieszać szpatułką bardzo krótko, żeby białka niezbyt dokładnie połączyły się z resztą (mogą nawet pływać kluchy z białek). Całość przelać do formy i wstawić do piekarnika. Piec ok. 60-70 minut, do tzw. suchego patyczka i aż wierzch zbrązowieje. Sprawdzajcie dokładnie swoje ciasto, bo różne piekarniki różnie pieką i być może u Was będzie potrzebny dodatkowy czas. Ostudzić. Oprószyć cukrem pudrem. Można dołożyć dowolne dodatki. Smacznego!



poniedziałek, 25 marca 2019

Sernik z masłem orzechowym i karmelizowanymi bananami


Ten przepis skradł moje serce od pierwszej chwili, gdy tylko go ujrzałam ! Tak to jest w życiu człowieka, że smaki się zmieniają. Kiedyś nie do pomyślenia było dla mnie zjedzenie banana w innej postaci niż surowy, a już na ciepło to w ogóle. A teraz wszystko co bananowe mi pachnie :) Jak zobaczyłam te banany w karmelu to wiedziałam, że to będzie moje weekendowe ciasto ! Do tego moje ulubione masło orzechowe… No i niekwestionowaną zaletą tego ciasta jest szybkość w przygotowaniu i brak konieczności pieczenia w piekarniku. Można nawet śmiało powiedzieć, że to taki sernik na zimno. Jest pyszny. Kruchy, ciasteczkowy spód, lekko słony, orzechowy środek i nieziemskie banany zanurzone w lekko cynamonowym karmelu. Pycha! Polecam!


Składniki (na sernik w okrągłej formie 26cm):

Spód:
180g ciastek zbożowych typu Digestive (u mnie Łakotki holenderskie z czekoladą)
100g masła

Ser:
800g kremowego serka kanapkowego typu Philadelphia (dość gęstego)
250g gładkiego masła orzechowego (może być też z kawałkami orzechów jeśli lubicie)
100g cukru pudru
¼ łyżeczki cynamonu

Wierzch:
130g brązowego cukru
80g słodkiej śmietany 30 lub 36%
60g masła
1 łyżeczka cynamonu


Wykonanie:

Przygotować formę – wyłożyć papierem do pieczenia.
Spód: ciastka pokruszyć na drobno (najlepiej zamknąć w woreczku i rozwałkować). Masło rozpuścić i wymieszać z pokruszonymi ciastkami. Wsypać do foremki. Za pomocą prostej szklanki ugnieść ciastka na dnie foremki i jeśli dacie radę to też trochę boki (spód jest dość sypki). Włożyć na 15 minut do lodówki.
W tym czasie przygotować ser: masło orzechowe przed zmiksowaniem powinno być w temperaturze pokojowej - o kremowej konsystencji, żeby można było go łatwo wymieszać. Serek wymieszać (lub zmiksować mikserem w zależności od twardości masła) z masłem orzechowym, cukrem pudrem i cynamonem. Wyłożyć na spód i rozsmarować. Schłodzić w lodówce przez ok. godzinę.
Po tym czasie przygotować banany w karmelu: banany pokroić na bardziej skośne plasterki grubości ok. 3mm. Na patelni umieścić pozostałe składniki i na średnim ogniu doprowadzić do rozpuszczenia składników. Gdy mieszanka zacznie „bulgotać”, na karmel układać plasterki banana i smażyć dosłownie minutę, po czym obrócić na drugą stronę i smażyć kolejną minutę. Jeszcze gorące, z pomocą łyżki przekładać bezpośrednio na schłodzony sernik. Utworzyć rozetkę. Całość polać pozostałym na patelni karmelem. Wstawić do lodówki i schładzać przez kilka godzin. Można udekorować świeżymi bananami, rozpuszczoną czekoladą lub bitą śmietaną :) Smacznego!


niedziela, 10 marca 2019

Lizaki bezowe



Bezy to coś, co można jeść bez końca :) W deserach lodowych, w ciastach, ciasteczkach lub po prostu same ! Z masy bezowej można wyczarować malutkie beziki, duże bezy lub tak jak ja dzisiaj – lizaki bezowe. Te ostatnie, zawinięte w celofan i przewiązane wstążką, sprawdzą się idealnie jako oryginalny prezent dla dzieci (zarówno tych małych, jak i dużych :D). Masę bezową robi się tak jak na bezę szwajcarską (podgrzewając na parze). Dodatkowo, suszy się ją długo (do dwóch godzin), w dość niskiej temperaturze, bo w 80oC. Dzięki temu bezy są bardzo chrupiące, a jednocześnie stabilne i nie kruszą się. Sprawdzą się świetnie jako wszelkie dekoracje lub właśnie lizaki :) Polecam !


Składniki (na ok. 25-30 lizaków lub duuużo bezików):
250g drobnego cukru
125g białek jaj (z ok. 4 średnich jaj)
100g cukru pudru

Dodatkowo:
Kolorowe barwniki (najlepiej w żelu)
Drewniane patyczki


Wykonanie:

Przygotować garnek i miskę do kąpieli wodnej. W garnku zagotować niewielką ilość wody (woda nie może dotykać miski). Na garnku umieścić miskę. Zmniejszyć płomień, żeby woda lekko bulgotała. Do miski przelać białka. Dodać zwykły cukier i wymieszać rózgą. Mieszać do momentu, aż cukier całkowicie rozpuści się w białkach – najlepiej sprawdzić palcami czy jeszcze czuć kryształki. Gdy cukier się rozpuści, zdjąć z ognia i wystudzić. Ponownie zamieszać, przelać do głębokiej misy (jeśli macie mikser planetarny, sprawdzi się tutaj idealnie, jeśli nie to trzeba ubijać zwykłym mikserem). Ubijać na sztywno przez minimum 5 minut na wysokich obrotach. Beza ma być gęsta. Nie przerywając ubijania dodawać po trochu cukru pudru, aż do jego wykończenia. I teraz zaczyna się zabawa. To od Was zależy jaki kolor i kształt będą miały Wasze lizaki :) Używamy barwników, posypek i oczywiście odpowiednich, różnych końcówek szprycy (tylek). Do okrągłych lizaków jak u mnie polecam dużą tylkę M1 Wiltona. Sprawdzi się ona również wyśmienicie przy robieniu małych bezików. Do bezików użyłam również dużej tylki 6B Wiltona w kształcie dużej rozetki.
Piekarnik rozgrzać do 80oC (może być z termoobiegiem, ale tu ostrożnie, żeby Wam nie zwiało papieru na bezy :)).
Bezę podzielić w zależności od liczby kolorów. Zabarwić barwnikiem. Jeśli chcecie jednokolorowe lizaki, bezę można przekładać do rękawa cukierniczego z końcówką i wyciskać na papier. Jeśli chcecie lizaki ombre lub z domieszką koloru, w pustym rękawie cukierniczym (już po umieszczeniu końcówki), zrobić barwnikiem 3 linie na ściankach rękawa i dopiero wtedy przekładać bezę. Na papierze do pieczenia zrobić kleks z masy bezowej, następnie przykleić do niego patyczek i na to wyciskać już masę bezową w pożądanym kształcie (klasyczną różę zaczynamy od środka na zewnątrz). Gotowe bezy włożyć do piekarnika i suszyć 1 i ½ - 2 godzin. Wyjąć i ostudzić. Zjadać lub zapakować w celofan i podarować komuś jako oryginalny prezent :) Bezy można przechowywać przez długi czas w suchym miejscu. Smacznego!  




środa, 27 lutego 2019

Pączki hiszpańskie (gniazdka poznańskie)



O matko jak ja kocham te pączki! Są zupełnie inne niż tradycyjne, puchate pączuchy. Równie mięciutkie, ale też niesamowicie wilgotne i rozpływające się w ustach. Z czego wynikają różnice zarówno smakowe, jak i wizualne? Ano z faktu, że pączki hiszpańskie robimy z ciasta parzonego, a nie drożdżowego jak w przypadku tradycyjnych pączków. Do tego są dużo szybsze i łatwiejsze w przygotowaniu (pod warunkiem, że zaopatrzymy się w odpowiedni sprzęt, ale o tym za chwilkę ;)). Przygotowanie zajęło mi zaledwie półtorej godziny. Nie wymagają wyrastania i nadziewania, do tego prezentują piękny kształt. Jak ktoś mnie pyta „a jakie to są te pączki hiszpańskie” to mówię, że to takie mini opony od traktora :D Nic nie poradzę, że w mojej wyobraźni bliżej im do opony niż gniazdka :) Niestety nie znalazłam informacji skąd taka rozbieżność w nazewnictwie i do końca nie jestem pewna, która nazwa jest prawidłowa – pączki hiszpańskie, pączki wiedeńskie czy gniazdka poznańskie? Jeśli ktoś z Was zna odpowiedź na to jakże nurtujące mnie pytanie, niech rozwieje moje wątpliwości :)
Przepis pochodzi z Moich Wypieków, większość korzysta właśnie z tego przepisu i dość często powtarza się on w Internetach :) Na MW wyszło 25 pączków, u mnie 16 :) Ale za to jakich dużych! Tak naprawdę tylko od Was zależy, ile i jak dużych pączków Wam wyjdzie :)


Składniki (na ok. 16 – 20 pączków – zależy od wielkości szprycy):

Ciasto parzone:
250 ml wody
200 g mąki pszennej
100 g masła
4 jajka (M)
szczypta soli

Lukier:
200 g cukru pudru
2 łyżki soku z cytryny
2-3 łyżki gorącej wody

Dodatkowo: minimum 1l oleju rzepakowego do smażenia

Potrzebny sprzęt:

– Szeroki garnek o grubym dnie (sami musicie dobrać z Waszej kuchennej kolekcji, w garnku muszą zmieścić się 3 pączki jednocześnie, a po wlaniu oleju, musi być go na tyle, by pączki swobodnie pływały)
– Szczypce lub łyżka cedzakowa do wyjmowania i przewracania pączków
– Mocny rękaw cukierniczy do wyciskania ciasta (najlepiej materiałowy lub z grubej folii)
– Odpowiednia końcówka (tylka), by wyszły piękne duże pączki – u mnie tylka M1 Wiltona. Tylka może być mniejsza – ale o tym już dalej we wpisie :)
– Papier do pieczenia pocięty na kwadraciki


Wykonanie:

Ciasto: masło umieścić w rondelku razem z wodą. Dodać sól. Doprowadzić do zagotowania (masło musi się całkowicie rozpuścić). Wsypać mąkę i energicznie mieszać, aż ciasto zrobi się jednolite, mięciutkie i tłuste i bez problemu będzie odchodzić od garnka, a na dnie zrobi się biały osad. Odstawić do przestudzenia na ok. pół godziny. Po tym czasie wlać wbijać kolejno jajko po jajku, każdorazowo dokładnie miksując. Odstawić do ostudzenia, gdyż ciasto w momencie pieczenia nie może być ciepłe. Przełożyć do rękawa cukierniczego z odpowiednią końcówką (u mnie tylka M1 Wiltona, jeśli takiej nie macie, możecie użyć zwykłej otwartej gwiazdki, ale największej jaką macie). Przygotować wycięte z papieru do pieczenia kwadraciki wielkości ok. 10x10cm. Na każdy kawałek papieru wyciskać okręgi z ciasta. Przy dużej tylce jak moja M1 wystarczy jeden okrąg, przy mniejszych tylkach można zrobić dwie warstwy ciasta, jedna na drugiej, żeby pączki nie wyszły cienkie jak hula-hop :) W szerokim garnku rozgrzać olej (ja grzałam na indukcji na 8, gdy olej rozgrzał się zmniejszyłam na 6 i tak smażyłam resztę). Pamiętajcie, że kuchenka kuchence nie równa. Dodatkowo, indukcja znacznie różni się od kuchenki elektrycznej czy gazowej i jeśli nie posiadacie termometru musicie pilnować temperatury oleju.


Pączki kłaść na olej papierem do góry, chwilę smażyć z papierem, po czym delikatnie go odczepić od ciasta. Smażyć do zezłocenia (ok. 3 minuty, ale kontrolujcie), po czym odwrócić na drugą stronę i tak samo smażyć. Wyjmować łyżką cedzakową na ręcznik papierowy.
Lukier: najlepiej przygotować go wcześniej. Wszystkie składniki wymieszać. Jeszcze ciepłe pączki zanurzać kolejno wierzchem w lukrze i układać lukrem do góry na kratce, by jego nadmiar ociekł. Pozostawić do zastygnięcia lukru. Smacznego!



poniedziałek, 18 lutego 2019

Miętowe czekoladki After Eight



Te czekoladki należą do słodkości, które albo się kocha albo nienawidzi :) Czekolada i mięta brzmią sensownie, ale czy aby na pewno każdemu przypadną do gustu w formie znanych czekoladek After Eight? Jeśli nie to nie ma sensu ich robić. Jeśli tak – naprawdę polecam ten przepis :) Smak jest bardzo podobny, a nawet lepszy, bo wiadomo co znajduje się w środku. Ja osobiście nie przepadam za czekoladą, a więc czekoladki te są mi obojętne, jednak trzeba im oddać to, że jednak smakują super :) Inspirowałam się tym przepisem. Proste składniki i mimo, że to prawie sam cukier puder, to uważam, że i tak jest to o niebo lepsze od sklepowych słodkości z szeregiem dodatków E. Wykonanie nie jest trudne, jedynym problemem może być pokrywanie krążków czekoladą, co zresztą zawsze spędza mi sen z powiek :) Czekoladki można przygotować wcześniej i trzymać w lodówce przez kilka tygodni :) Miłośnikom After Eight – polecam!


Składniki (na ok. 50 czekoladek):
500 g cukru pudru
3 łyżki likieru miętowego
2 łyżki śmietany 30 %
1-2 krople zielonego barwnika
150 g gorzkiej czekolady (półtorej tabliczki)


Wykonanie:

Śmietanę wymieszać z likierem i barwnikiem spożywczym w dużej misce. Dodać cukier puder i wymieszać łyżką na gęstą masę. Dużą tackę (mieszczącą się w lodówce) wyłożyć papierem do pieczenia. Dłonie oprószyć cukrem pudrem, odmierzać niepełną łyżeczkę masy i formować spłaszczone krążki. Gdyby masa była za rzadka, dosypać cukru, gdy za gęsta/sypka, dolać likieru. Krążki kłaść na tacce, nie nakładać na siebie. Tackę wstawić do lodówki. Pozostawić na kilka godzin w lodówce. U mnie leżały dłużej niż jeden dzień i fajnie się wysuszyły i stwardniały.
Połowę czekolady rozpuścić w kąpieli wodnej lub w mikrofali. Krążki masy wyjąć z lodówki i delikatnie odwrócić do góry nogami (można sobie pomóc nożem lub szpatułką) pozostawiając na zimnej tacce na papierze do pieczenia. Smarować za pomocą silikonowego pędzelka (same spody). Wstawić do lodówki posmarowane czekoladki i poczekać ok. 15 minut, aż czekolada zastygnie. Po tym czasie zdjąć czekoladki wraz z papierem z tacki, wymienić papier i ułożyć ponownie krążki czekoladą do dołu. Rozpuścić drugą cześć czekolady i smarować górę krążków pędzelkiem. Można udekorować kolorowymi posypkami lub elementami wyciętymi z masy cukrowej ( w tym przypadku ozdoby z masy trzeba wyciąć wcześniej, żeby zdążyć je przylepiać do czekoladek, gdyż czekolada szybko zastyga na zimnych krążkach). Wstawić do lodówki na kilkanaście minut, aż czekolada zastygnie. Czekoladki są gotowe do zjedzenia. Można przechowywać kilka tygodni w zamkniętym pojemniku w lodówce. Smacznego!