Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PODRÓŻE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PODRÓŻE. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 lipca 2014

Budva – turystyczna mekka Czarnogóry



Jeszcze do niedawna słysząc „Czarnogóra” ludzie wzdrygali się, bo kojarzyła im się z niebezpieczeństwem i dzikością. Dzisiaj – Czarnogóra coraz częściej bywa obiektem zainteresowania turystów. Coraz więcej ludzi przedziera szlaki nieznanej im wcześniej i dzikiej Czarnogóry.
Największym zainteresowaniem cieszy się Budva – miasto kurortów i atrakcji. To tutaj zobaczyć można najlepsze samochody, luksusowe jachty. W okresie letnim Budva bywa również miastem organizującym koncerty znanych wykonawców. Na liście koncertów figuruje m.in. Lenny Kravitz (2008), Madonna (2008), David Guetta (2011) czy też The Rolling Stones (2007). Nie bez powodu stojąc zwróconym twarzą w stronę gór, mam wrażenie, że znajduję się przed wzgórzem Hollywood, bowiem widok ten jest tak  łudząco podobny, że brakuje tylko wielkiej konstrukcji napisu HOLLYWOOD. 


A może to tylko moja wyobraźnia:).
Starówka Budvy jest niezwykle urokliwa i nieco tajemnicza. Z zewnątrz otoczona plażami i portem, gdzie cumują naprawdę piękne i pokaźne jachty,


 w środku zaś spokojna i nieco chłodniejsza, dając turystom chwilę wytchnienia od gorącego czarnogórskiego słońca.


Do starego miasta wchodzi się przez bramy. Po wejściu na starówkę, nasze oczy cieszyć się mogą widokiem wąskich i krętych uliczek. Gdzieniegdzie na balkonach wisi pranie, a na oknach wylegują się koty.   


Budva architekturą i przypomina mi chorwacki Trogir. W labiryncie starego miasta swoje miejsce znajdują kawiarnie, restauracje, butiki, czy nawet targ staroci. 



Kawiarnie oprócz wyśmienitej kawy, oferują również przepyszne desery i ciasta, m.in tort orzechowy, zrobiony z placków na bazie białek, przełożony kremem i mielonymi orzechami. Rewelacja. 


Przy brzegu morza znajdują się klimatyczne bary, serwujące nie tylko kawę, ale również kolorowe drinki i kolorowe sałatki owocowe. 
Z pewnością sporym zainteresowaniem cieszy się główny deptak, ciągnący się równolegle do brzegu morza, zakończony wejściem na piękną starówkę.


Nie brak na nim restauracji, barów, klubów, butików, stoisk z błyskotkami, torebkami, butami – tak jak na każdym deptaku –  jest tam dosłownie wszystko.


Spragnieni zabawy koniecznie powinni odwiedzić mieszczące się na deptaku  kluby – w dzień niepozorne, w nocy zaś tonące w gorączce muzyki, tańców i kolorowych świateł. Szczególnie wyróżnia się klub Maltez ze „statkowym” barem, 


klub Paris z wieżą Eiffla 


oraz klub Tambiente umieszczony pod  palmami. Ciekawe są również kluby Trocadero i Rafaello.


Życia nocnego z pewnością tutaj nie brakuje… Niegdyś hulało tu również wspaniałe wesołe miasteczko, lecz zostało ono zlikwidowane na rzecz luksusowego hotelu. Jeszcze 10 lat temu nie było tu aż tak tłoczno od hoteli. Teraz jednak miasto zostało opanowane przez rosyjskich bogaczy, którzy wciskają swoje hotele gdzie tylko się da…
Jeżeli chodzi o jedzenie, warto rozejrzeć się za stoiskami z grillem, gdzie zjeść można naprawdę pyszną pljeskavicę (zwykłą lub gurmańską), čevapi, kiełbaski czy też soczysty filet z kurczaka. 




Do mięsa zamawia się bułkę lub placek, później natomiast, już samodzielnie dobiera się dowolne warzywa, przyprawy i sosy wystawione przed grillem. Wspaniała sprawa. 


Nie brak również innych rarytasów, m.in. frytowanych w całości sardynek czy też tradycyjnego dla tamtych regionów burka. 



Pizza i frytki obecne są  w prawie każdej knajpce czy stoiskach grillowych. 


Stoiska otwarte są do późna w nocy, także nie trzeba się spieszyć wieczorem by coś zjeść. Warto spróbować również słodkości – w szczególności Palačinke – czyli ogromnych naleśników z różnymi dodatkami. 



Oczywiście jest też wiele cukierni oferujących słodkie oraz wytrawne wypieki, chleby czy bułki.



W porównaniu chociażby do Chorwacji, która nie ukrywając nie należy do najtańszych –  ceny w Czarnogórze nie są wygórowane.

Trochę praktycznych informacji

Jeśli chodzi o parkowanie samochodu, w centrum miasta znajduje się w miarę duży płatny parking – jeszcze nam się nie zdarzyło nie znaleźć miejsca. W centrum powstało również centrum handlowe. 


Centrum jak centrum – sklepy, kawiarnie. Obok centrum handlowego, trochę w ukryciu znajduje się sklep spożywczy oferujący produkty w przyjaznych cenach, a sąsiaduję z nim targ pełen owoców, warzyw, bakalii i innych specjalności.
Jeśli planujecie wieczorny wypad do miasta, warto wybrać się odrobinę wcześniej, gdyż od ok. 18oo  zaczyna się blokować wjazd do miasta – typowe wieczorne korki.

Tak więc, czy to spokojne wakacje z rodziną, czy też szalony wypad z przyjaciółmi – z pewnością każdy się tutaj odnajdzie.
Budva to tylko jedna z perełek Czarnogóry, która skrywa ich znacznie więcej. Kto raz zasmakuje Czarnogóry, będzie chciał więcej i więcej:).

piątek, 27 grudnia 2013

Jarmark świąteczny w Berlinie



Cudowne przeżycie, niesamowite wrażenia. Klimat świąt daje się odczuć na każdym kroku. Berlin to bardzo ładne miasto, w dalszym ciągu odbudowujące się po zniszczeniach II Wojny Światowej. Znajduje się tu wiele pięknych zabytków, m. in Brama Brandenburska


 Budynek Parlamentu Reichstag


Katedra Berlińska


Gendarmenmarkt - jeden z piękniejszych placów Berlina




Obok Bramy Brandenburskiej spotkać można symbol Berlina - Berliner Bar. Niedźwiedź to postać widniejąca na herbie Berlina - nawiązująca do powstania miasta.


W różnych częściach centrum Berlina znajdują się jarmarki. 



Gdy już znajdziemy się na jednym z jarmarków, których jest w Berlinie kilka, w momencie damy się ponieść radosnej muzyce, szaleństwie zakupów i oczywiście magii wspaniałego, aromatycznego grzanego wina. Po zmroku, wrażenia się potęgują. Rozświetlone stoiska, a przede wszystkim widok wielkiego, kolorowego diabelskiego młyna, zapierają dech w piersiach. 


Uwielbiam katarynki. Melodia wydobywająca się z nich wprawia mnie w radosny nastrój i przenosi do magicznego świata. Pierwszy raz melodię z katarynki słyszałam w Pradze, na moście Karola. Na jarmarku w Berlinie spotkałam dwie katarynki. Cudo, cudo, cudo!


Na jarmarku znajdziemy nie tylko ciekawe, kolorowe ozdóbki świąteczne, ale przede wszystkim mnóstwo różnego rodzaju pyszności, począwszy od grzanego wina, a skończywszy na stoisku z owocami w czekoladzie.
Grzanego wina mieliśmy razem z przyjaciółmi okazję napić się w przecudnym domku, bardzo gustownie urządzonym. "Jarmarkowe" grzane wino jest poezją samą w sobie, a jego smaku nie śmiem porównywać do żadnego „gotowego” grzanego wina. Do tego rozgrzewa na tyle, że dalsze zwiedzanie może przebiegać nawet w bardzo ujemnej temperaturze:).


Często można też minąć stoiska z kiełbaskami curry, które są tam bardzo popularne i bardzo smaczne.


Sporo stoisk oferuje również steki i kiełbaski z grilla. Najczęściej w towarzystwie bułki, ale także ziemniaczków lub frytek.


Stoisk z jedzeniem jest mnóstwo. Ja jednak skusiłam się na przepyszny Flammkuchen, czyli alzacki placek na bazie ciasta chlebowego z cebulą, skwarkami i śmietaną. Były też inne warianty placków – z warzywami, ziemniakami, szpinakiem, szynką. Szczerze polecam, zwłaszcza „chleboszom”:).


Na stoisku można kupić również inne wypieki.


Jest też miejsce, które jednych zachęca, drugich odstrasza zapachem. To stoisko z podgrzewanymi serami. Samo stoisko i ogromny kawał topiącego się sera robi wrażenie.


Pełno tutaj również stoisk z domowymi wędlinami i kiełbasami. Wszystko przepięknie pachnie.


Nie można również przejść obojętnie obok wielkich, opalanych płatów łososia. Ależ muszą być smakowite:).


Po takiej dawce słonych rzeczy, czas na słodkości, których tutaj absolutnie nie brakuje. Ucztę można zacząć chociażby od małych pączków w różnych smakach. Ja miałam okazję spróbować tych o smaku pomarańczowym – były pyszne. Próbowałam również gofra, lecz nie zachwycił mnie.


Gdy jeszcze się nie zasłodziliście, to macie okazję spróbować owoców w czekoladzie ciemnej, mlecznej lub białej oraz w przeróżnych skorupkach cukrowych lub posypkach. Próbowałam truskawki w czerwonej skorupce i banana w białej czekoladzie. Bardziej smakowały mi truskawki, aczkolwiek nie jestem zwolenniczką takiego rodzaju słodkości:). Nie mniej jednak widok takiego stoiska jest niesamowity i zachęca do zakupów.


Nie brakuje stoisk ze słodyczami oraz typowymi, bardzo dobrze znanymi nam cukierkami „odpustowymi”.


Koniecznie trzeba spróbować orzechów w karmelu, których też jest bardzo dużo na jarmarku. Orzechy laskowe, włoskie, nerkowca, piniowe, brazylijskie, migdały, a nawet słonecznik – tak, to wszystko jest oblane karmelem i podprażone:). To zdecydowanie coś, czego nie mogłabym sobie odmówić.


Precle. Trudno o ich brak na niemieckim jarmarku. Wyglądają pięknie:).


Uwagę przykuwa stoisko z ozdobnymi pierniczkami. Od najmniejszych do ogromnych, piernikowych serc. „Ich liebe dich”czy „Grüße aus Berlin”, to tylko przykłady ozdobnych napisów widniejących na pierniczkach. U mnie na oknie wisi piernik z pozdrowieniami z Berlina:).


Jeśli szukacie ozdób, jest ich tu bez liku. Oto przykładowe stoisko z lampionami. Piękne prawda?


Wszystko to – grzane wino, jedzenie, kataryniarze, ozdoby – tworzy magiczny klimat, dla którego naprawdę warto się wybrać na jarmark świąteczny do Berlina. W przyszłym roku odwiedzę jarmarki w Dreźnie, które podobno są równie magiczne:). Już nie mogę się doczekać!