niedziela, 11 stycznia 2015

Pani Walewska



Po długiej, poświątecznej przerwie oraz niemożności patrzenia na jakąkolwiek słodycz, następnie po zebraniu sił, nowy rok otwieram ciastem o wdzięcznej nazwie "Pani Walewska":).
Moja mama już od dawna prosiła, żebym je upiekła. I zawsze gdy przychodziło do planowania przyjęcia, w kulminacyjnym momencie pod tytułem „a jakie ciasto”, zawsze padała propozycja „to może Pani Walewska”. A ja, niezbyt chętnie słysząc o Walewskiej, kręciłam nosem i zawsze wyszukiwałam sto innych propozycji. A podwaliną mojej niechęci względem tego ciasta, jest porażka jaką poniosłam  próbując go upiec w momencie, gdy dopiero zaczynałam przygodę z pieczeniem. Nie wiem dlaczego po prostej babce cytrynowej, rzuciłam się na tak głęboką wodę. Teraz jednak, patrząc z perspektywy czasu, ciasto to wydaje się być jednym z prostszych i śmiać mi się chce z błędu , jaki wtedy popełniłam. Nie przyznam się jednak , co wtedy zrobiłam nie tak:).
Tak więc, moja mama po paru ładnych latach w końcu doczekała się domowej Pani Walewskiej. Pyszny przekładaniec, lecz nie należy do moich ulubionych ciast:). Dwa kruche placki, z warstwą dżemu porzeczkowego, cieniutką bezą i prażonymi orzechami, przełożone delikatnym budyniowo-maślanym kremem. Pycha! Tym, którzy znają to ciasto, nie muszę chyba mówić, że smak jest rewelacyjny:). Natomiast tym, którzy go jeszcze nie próbowali, polecam zrobić!


Co do przepisu, wzorowałam się na Moich wypiekach, lecz trochę go zmodyfikowałam, zwłaszcza w kwestii masy budyniowej, która po ugotowaniu budyniu wg przepisu okazała się (moim zdaniem) mącznym glutem. Zwiększyłam więc ilość mleka i jest ok. Poza tym, masa w cieście jest przez to delikatniejsza.
Moja wersja jest również nieco niższa, z cieńszą warstwą kruchego ciasta, gdyż u mnie w domu zawsze słyszę „za grube to kruche ciasto”:).

Składniki (na ciasto o wymiarach 25x35cm):

Kruche ciasto:
500g mąki pszennej
200g masła
6 żółtek
60g cukru pudru
1 łyżka cukru wanilinowego
1 i ½ łyżeczki proszku do pieczenia
Szczypta soli

Beza:
6 białek
1 i ½ szklanki cukru pudru
1 łyżka skrobi ziemniaczanej

Krem budyniowy:
750ml mleka
3 żółtka
3 łyżki mąki pszennej (niezbyt kopiate)
2 łyżki skrobi ziemniaczanej (również niezbyt kopiate)
3 łyżki cukru
1 łyżka cukru wanilinowego
3-4 krople olejku migdałowego
Ziarenka z 1/3 laski wanilii
200g miękkiego masła + 1 łyżka cukru

Dodatkowo: duży słoik dżemu porzeczkowego, 1 i ½ szklanki posiekanych orzechów włoskich


Wykonanie:

Kruche placki: wszystkie składniki na kruche ciasto umieścić w dużej misce (masło najlepiej posiekać na małe kawałeczki) i wymieszać łyżką, by żółtka zmieszały się z mąką. Następnie zacząć zarabiać ciasto. Gdy składniki w miarę dobrze się połączą, przełożyć wszystko na blat/stolnicę i zagnieść ciasto. Ma być gładkie i jednolite. Ciasto podzielić na 2 równe części.
Przygotować 2 duże blachy (najlepiej te z kompletu piekarnika) oraz 2 arkusze papieru do pieczenia. Na pierwszym arkuszu rozwałkować pierwszą część ciasta. Wałkować tak, by powstał mniej więcej prostokąt. Następnie przyciąć nożem boki ciasta, by prostokąt miał wymiary 25x35cm (oczywiście to od  Was zależy jak duże i jak wysokie chcecie mieć ciasto – ja lubię, gdy kruche ciasto jest cieńsze, stąd takie wymiary).  Tak samo postąpić z drugą połową ciasta (można też oczywiście piec kruche placki w standardowych blachach - wylepiając ciastem dno - bez wałkowania). Oba arkusze z rozwałkowanym ciastem przenieść na blachy. Na obie części rozwałkowanego ciasta wyłożyć po pół słoiczka dżemu i dokładnie rozsmarować. Placki odstawić.
Piekarnik rozgrzać do 175oC.
Beza: białka umieścić w misce i ubić na sztywno. Do sztywnych białek dodawać stopniowo cukier puder (ciągle ubijając). Na samym końcu dodać skrobię i dokładnie zmiksować. Bezę podzielić na pół, a następnie rozsmarować na plackach. Wierzch bez posypać posiekanymi orzechami. Placki najlepiej piec równocześnie, na termoobiegu. Wstawić do piekarnika i piec ok. 25 minut (przy grubiej rozwałkowanym kruchym cieście piec dłużej). Gotowe placki wyjąć i całkowicie ostudzić.
Krem budyniowy: 250ml mleka wymieszać z mąką, skrobią i żółtkami. Resztę mleka (500ml) zagotować z cukrem, cukrem wanilinowym i ziarenkami wanilii. Do gotującego się mleka wlać mieszankę mleko-mąką-żółtka i cały czas mieszając, gotować, aż powstanie gęsty budyń i zniknie posmak mąki. Gotowy budyń przykryć talerzem lub folią i pozostawić do całkowitego ostudzenia.
Miękkie masło utrzeć z łyżką cukru na „puch”. Stopniowo (ciągle miksując), dodawać po łyżce zimnego budyniu. Na samym końcu dodać olejek migdałowy i zmiksować.
Ostudzone kruche placki przełożyć kremem budyniowym i wstawić do lodówki na kilka godzić, by masa stężała. Po wyjęciu oprószyć cukrem pudrem. Smacznego!

 
Nie mam pojęcia kto i dlaczego kiedyś nazwał to ciasto Panią Walewską. W Internecie informacji się niestety nie doszukałam. Dla zainteresowanych przedstawiam jednak portret Marii Walewkiej i jej króciutką charakterystykę.

Źródło zdjęcia - Wikipedia


Maria z Łączyńskich Walewska (pani Walewska), żona Anastazego Walewskiego, później hrabina d' Ornano (ur. 7 grudnia 1786 w pałacu w Kiernozi niedaleko Łowicza, zm. 11 grudnia 1817 w Paryżu) – metresa (fr. maîtresse – pani, mistrzyni) – czyli po prostu kochanka cesarza Napoleona Bonaparte.
W styczniu 1807 r. Maria Walewska spotkała się z cesarzem Napoleonem, oficjalnie po raz pierwszy widząc go podczas balu w warszawskim Zamku Królewskim. Wkrótce potem, w wyniku awansów, prezentów i liścików cesarza, została jego oficjalną metresą. Sprowadził ją na trzy tygodnie m.in. do swej kwatery w pałacu w Finckenstein, po czym w wyniku podpisania z Rosją i Prusami traktatów pokojowych w Tylży, wyjechał do Paryża i nie jest pewne, czy zabrał Marię Walewską ze sobą. Walewska i cesarz doczekali się potomka o imieniu Aleksander Florian Józef. W późniejszych czasach nawiązała romans z kuzynem Napoleona, hrabią i marszałkiem Francji, Filipem-Antonim d'Ornano, z którym zawarła ślub.

Cały artykuł dotyczący Pani Walewskiej możecie przeczytać na Wikipedii, skąd też pochodzi wyżej napisany "odcinek". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz