środa, 27 lutego 2019

Pączki hiszpańskie (gniazdka poznańskie)



O matko jak ja kocham te pączki! Są zupełnie inne niż tradycyjne, puchate pączuchy. Równie mięciutkie, ale też niesamowicie wilgotne i rozpływające się w ustach. Z czego wynikają różnice zarówno smakowe, jak i wizualne? Ano z faktu, że pączki hiszpańskie robimy z ciasta parzonego, a nie drożdżowego jak w przypadku tradycyjnych pączków. Do tego są dużo szybsze i łatwiejsze w przygotowaniu (pod warunkiem, że zaopatrzymy się w odpowiedni sprzęt, ale o tym za chwilkę ;)). Przygotowanie zajęło mi zaledwie półtorej godziny. Nie wymagają wyrastania i nadziewania, do tego prezentują piękny kształt. Jak ktoś mnie pyta „a jakie to są te pączki hiszpańskie” to mówię, że to takie mini opony od traktora :D Nic nie poradzę, że w mojej wyobraźni bliżej im do opony niż gniazdka :) Niestety nie znalazłam informacji skąd taka rozbieżność w nazewnictwie i do końca nie jestem pewna, która nazwa jest prawidłowa – pączki hiszpańskie, pączki wiedeńskie czy gniazdka poznańskie? Jeśli ktoś z Was zna odpowiedź na to jakże nurtujące mnie pytanie, niech rozwieje moje wątpliwości :)
Przepis pochodzi z Moich Wypieków, większość korzysta właśnie z tego przepisu i dość często powtarza się on w Internetach :) Na MW wyszło 25 pączków, u mnie 16 :) Ale za to jakich dużych! Tak naprawdę tylko od Was zależy, ile i jak dużych pączków Wam wyjdzie :)


Składniki (na ok. 16 – 20 pączków – zależy od wielkości szprycy):

Ciasto parzone:
250 ml wody
200 g mąki pszennej
100 g masła
4 jajka (M)
szczypta soli

Lukier:
200 g cukru pudru
2 łyżki soku z cytryny
2-3 łyżki gorącej wody

Dodatkowo: minimum 1l oleju rzepakowego do smażenia

Potrzebny sprzęt:

– Szeroki garnek o grubym dnie (sami musicie dobrać z Waszej kuchennej kolekcji, w garnku muszą zmieścić się 3 pączki jednocześnie, a po wlaniu oleju, musi być go na tyle, by pączki swobodnie pływały)
– Szczypce lub łyżka cedzakowa do wyjmowania i przewracania pączków
– Mocny rękaw cukierniczy do wyciskania ciasta (najlepiej materiałowy lub z grubej folii)
– Odpowiednia końcówka (tylka), by wyszły piękne duże pączki – u mnie tylka M1 Wiltona. Tylka może być mniejsza – ale o tym już dalej we wpisie :)
– Papier do pieczenia pocięty na kwadraciki


Wykonanie:

Ciasto: masło umieścić w rondelku razem z wodą. Dodać sól. Doprowadzić do zagotowania (masło musi się całkowicie rozpuścić). Wsypać mąkę i energicznie mieszać, aż ciasto zrobi się jednolite, mięciutkie i tłuste i bez problemu będzie odchodzić od garnka, a na dnie zrobi się biały osad. Odstawić do przestudzenia na ok. pół godziny. Po tym czasie wlać wbijać kolejno jajko po jajku, każdorazowo dokładnie miksując. Odstawić do ostudzenia, gdyż ciasto w momencie pieczenia nie może być ciepłe. Przełożyć do rękawa cukierniczego z odpowiednią końcówką (u mnie tylka M1 Wiltona, jeśli takiej nie macie, możecie użyć zwykłej otwartej gwiazdki, ale największej jaką macie). Przygotować wycięte z papieru do pieczenia kwadraciki wielkości ok. 10x10cm. Na każdy kawałek papieru wyciskać okręgi z ciasta. Przy dużej tylce jak moja M1 wystarczy jeden okrąg, przy mniejszych tylkach można zrobić dwie warstwy ciasta, jedna na drugiej, żeby pączki nie wyszły cienkie jak hula-hop :) W szerokim garnku rozgrzać olej (ja grzałam na indukcji na 8, gdy olej rozgrzał się zmniejszyłam na 6 i tak smażyłam resztę). Pamiętajcie, że kuchenka kuchence nie równa. Dodatkowo, indukcja znacznie różni się od kuchenki elektrycznej czy gazowej i jeśli nie posiadacie termometru musicie pilnować temperatury oleju.


Pączki kłaść na olej papierem do góry, chwilę smażyć z papierem, po czym delikatnie go odczepić od ciasta. Smażyć do zezłocenia (ok. 3 minuty, ale kontrolujcie), po czym odwrócić na drugą stronę i tak samo smażyć. Wyjmować łyżką cedzakową na ręcznik papierowy.
Lukier: najlepiej przygotować go wcześniej. Wszystkie składniki wymieszać. Jeszcze ciepłe pączki zanurzać kolejno wierzchem w lukrze i układać lukrem do góry na kratce, by jego nadmiar ociekł. Pozostawić do zastygnięcia lukru. Smacznego!



poniedziałek, 18 lutego 2019

Miętowe czekoladki After Eight



Te czekoladki należą do słodkości, które albo się kocha albo nienawidzi :) Czekolada i mięta brzmią sensownie, ale czy aby na pewno każdemu przypadną do gustu w formie znanych czekoladek After Eight? Jeśli nie to nie ma sensu ich robić. Jeśli tak – naprawdę polecam ten przepis :) Smak jest bardzo podobny, a nawet lepszy, bo wiadomo co znajduje się w środku. Ja osobiście nie przepadam za czekoladą, a więc czekoladki te są mi obojętne, jednak trzeba im oddać to, że jednak smakują super :) Inspirowałam się tym przepisem. Proste składniki i mimo, że to prawie sam cukier puder, to uważam, że i tak jest to o niebo lepsze od sklepowych słodkości z szeregiem dodatków E. Wykonanie nie jest trudne, jedynym problemem może być pokrywanie krążków czekoladą, co zresztą zawsze spędza mi sen z powiek :) Czekoladki można przygotować wcześniej i trzymać w lodówce przez kilka tygodni :) Miłośnikom After Eight – polecam!


Składniki (na ok. 50 czekoladek):
500 g cukru pudru
3 łyżki likieru miętowego
2 łyżki śmietany 30 %
1-2 krople zielonego barwnika
150 g gorzkiej czekolady (półtorej tabliczki)


Wykonanie:

Śmietanę wymieszać z likierem i barwnikiem spożywczym w dużej misce. Dodać cukier puder i wymieszać łyżką na gęstą masę. Dużą tackę (mieszczącą się w lodówce) wyłożyć papierem do pieczenia. Dłonie oprószyć cukrem pudrem, odmierzać niepełną łyżeczkę masy i formować spłaszczone krążki. Gdyby masa była za rzadka, dosypać cukru, gdy za gęsta/sypka, dolać likieru. Krążki kłaść na tacce, nie nakładać na siebie. Tackę wstawić do lodówki. Pozostawić na kilka godzin w lodówce. U mnie leżały dłużej niż jeden dzień i fajnie się wysuszyły i stwardniały.
Połowę czekolady rozpuścić w kąpieli wodnej lub w mikrofali. Krążki masy wyjąć z lodówki i delikatnie odwrócić do góry nogami (można sobie pomóc nożem lub szpatułką) pozostawiając na zimnej tacce na papierze do pieczenia. Smarować za pomocą silikonowego pędzelka (same spody). Wstawić do lodówki posmarowane czekoladki i poczekać ok. 15 minut, aż czekolada zastygnie. Po tym czasie zdjąć czekoladki wraz z papierem z tacki, wymienić papier i ułożyć ponownie krążki czekoladą do dołu. Rozpuścić drugą cześć czekolady i smarować górę krążków pędzelkiem. Można udekorować kolorowymi posypkami lub elementami wyciętymi z masy cukrowej ( w tym przypadku ozdoby z masy trzeba wyciąć wcześniej, żeby zdążyć je przylepiać do czekoladek, gdyż czekolada szybko zastyga na zimnych krążkach). Wstawić do lodówki na kilkanaście minut, aż czekolada zastygnie. Czekoladki są gotowe do zjedzenia. Można przechowywać kilka tygodni w zamkniętym pojemniku w lodówce. Smacznego!


środa, 13 lutego 2019

Red Velvet Cake



Walentynkowe szaleństwo trwa :) Skorzystałam na tym kupując sobie piękne kwiaty do domu :) Obchodzić walentynek specjalnie nie będziemy, bo raczej nigdy tego nie robimy, ale jednak zawsze pojawia się symboliczny kwiatek, w tym roku może będzie jeszcze pyszna kawa w kawiarni :)
Nie zapomniałam jednak o Was :) Dla miłośników walentynek przygotowałam przepis na klasyczne, znane ciasto Red Velvet Cake, które można oczywiście przygotować dla ukochanej osoby każdego dnia w roku, nie tylko 14-go lutego! Ciasto można ozdobić w dowolny sposób, ale jedno musi się zgadzać – koniecznie musi być czerwone w środku. To zasługa barwnika spożywczego, który jest tutaj niezbędny by ciasto nabrało intensywnego koloru. Naturalne barwniki jak np. sok malinowy lub buraczany niestety sobie nie poradzą z dodatkiem kakao i ciasto wyjdzie brunatne. Każdy barwnik spożywczy jest też inny. Niektóre barwią na intensywnie czerwony kolor, inne niestety nie. Mój barwnik spisał się nienajgorzej, ale mam wrażenie, że mogło być lepiej :) Ze smaku jestem bardzo zadowolona. Ucierane ciasto przełożone delikatnym kremem na bazie serka twarogowego z cytryną. Prosto, smacznie i efektownie! Polecam nie tylko na walentynki!


Składniki (na ciasto w okrągłej formie średnicy 22cm):

Ciasto:
3 szklanki mąki pszennej
1 szklanka oleju
1 szklanka maślanki lub kefiru
½ kostki masła
½ szklanki drobnego brązowego cukru
½ szklanki drobnego białego cukru
3 jajka
2 żółtka
1 łyżka gorzkiego kakao
1-2 łyżek czerwonego barwnika spożywczego (proszek lub żel)
2 łyżeczki soku z cytryny (ewentualnie octu jabłkowego)
1 i ¼ łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub cukru wanilinowego)
Szczypta soli

*używam szklanki o pojemności 250ml

Krem:
340g kremowego serka twarogowego (u mnie President, może być kanapkowy lub serek typu bieluch)
100g masła
50g cukru pudru
Sok i skórka otarta z ¼ cytryny


Wykonanie:

Przygotować 2 foremki średnicy 22cm. Wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik rozgrzać do 175oC (termoobieg).
Ciasto: mąkę przesiać razem z sodą i solą. W osobnym naczyniu wymieszać olej z maślanką. Masło utrzeć z cukrami i esencją waniliową, aż zwiększy swoją objętość. Dodawać po jednym żółtku, każdorazowo miksując. Następnie dodawać porcjami białko. Wsypać kakao, dodać sok z cytryny i barwnik spożywczy. Wymieszać. Dodawać na przemian mąkę i maślankę z olejem. Masę przelać do foremek. Piec ok. 30-40 minut do tzw. suchego patyczka. Wyjąć i całkowicie ostudzić. Z każdego placka ściąć wystającą górkę, a odcięte ciasto pokruszyć na okruszki do miski.
Krem: masło utrzeć z cukrem na puch. Dodawać porcjami serek i dalej ucierać. Na końcu dodać skórkę i sok z cytryny – wymieszać. Mniejszą połową kremu przełożyć blaty. Resztą posmarować wierzch i boki ciasta. Obłożyć okruchami z ciasta. Można udekorować świeżymi płatkami róż lub świeżymi (w sezonie zimowym mrożonymi), czerwonymi owocami :) Smacznego!




niedziela, 10 lutego 2019

Serniczek na jogurcie z białą czekoladą i świeżą marakują



Nie mogłam się opanować, gdy zobaczyłam w sklepie całą paletę marakui na przecenie. Zrobiłam całkiem spory zapas. Część z pewnością zjemy, a część też zjemy, ale razem z sernikiem, który właśnie zrobiłam :) Od razu mówię, że sernik ten jest nieprzyzwoicie dobry! Lekki, delikany, no i nie na serze, a na jogurtach. Niestety nie znalazłam nigdzie Skyr’ów o smaku marakui, co było moim zamiarem, więc kupiłam jogurty typu greckiego z Piątnicy o smaku brzoskwinia-marakuja. Wyszło super. Na wierzchu jeszcze warstwa białej czekolady, no i królowa balu – marakuja. Nie żałujcie jej, niech będzie obficie :) Serniczek zrobiłam na kruchym spodzie makowo-cytrynowym, który świetnie się komponuje z resztą. Bardzo, bardzo polecam !


Składniki (na sernik w formie o średnicy 26cm):

Kruchy spód:
150g mąki pszennej
100g masła
50 cukru pudru
1 żółtko
2 łyżeczki maku niemielonego
1 łyżeczka cukru wanilinowego
Skórka otarta z ¼ cytryny
Szczypta soli

Masa jogurtowa:
3 jogurty (po 150g każdy) o smaku marakui (lub brzoskwinia-marakuja), mogą być typu greckiego lub skyr
1 jogurt (150g) waniliowy (u mnie również skyr)
150ml słodkiej śmietany 30%
50g cukru
3 jajka
1 łyżka skrobi ziemniaczanej (15g)

Wierzch:
1 tabliczka białej czekolady (100g)
2 łyżki słodkiej śmietany 30%

Dodatkowo: 3-5 dojrzałych owoców marakui


Wykonanie:

Okrągłą formę wyłożyć papierem do pieczenia, piekarnik rozgrzać do 180oC (termoobieg).
Kruche ciasto: z podanych składników zagnieść ciasto (można je zagniatać w misce, na stolnicy/blacie lub za pomocą miksera z odpowiednią końcówką). Do miski wsypać mąkę. Dodać żółtko i wymieszać by połączyło się z mąką. Następnie dodać masło pokrojone na małe kawałeczki i rozdrobnić palcami. Następnie dodać resztę składników i zagnieść ciasto. Formę wylepić ciastem (brzegi formy również, tak na ok. 2cm). Ponakłuwać widelcem i wstawić do piekarnika. Piec prawie na gotowo, aż ciasto będzie zezłocone. Ciasto wyjąć i powierzchnię wygładzić łyżeczką, by była mniej „pofalowana”.
W czasie podpiekania spodu przygotować masę: jogurty wymieszać ze słodką śmietaną i cukrem. Dodać jajka i skrobię i dokładnie zmiksować. Wylać na podpieczony spód. Wstawić do piekarnika, zmniejszyć temperaturę do 170oC i piec ok. 40 minut. Wyjąć z piekarnika.
Białą czekoladę umieścić w misce ze śmietaną i rozpuścić (w mikrofali lub w kąpieli wodnej). Gdyby dość kapryśna, biała czekolada się zważyła, bez paniki, wlewać po pół łyżeczki wrzątku i mieszać, aż czekolada stanie się znów gładka i płynna :) Rozsmarować na ciepłym, a nawet jeszcze gorącym serniku. Pozostawić do całkowitego ostudzenia. Można schłodzić przez noc w lodówce. Przed podaniem wyłożyć na sernik wydrążony miąższ marakui. Można udekorować czymś zielonym :) Smacznego!



sobota, 2 lutego 2019

Babeczki Azamara z brzoskwinią i kremem mascarpone


Jedyne z czym kojarzą mi się te babeczki to wakacje w Czarnogórze. Kotor. No i niesamowity statek Azamara Quest. Mam szczęście mieć w rodzinie wspaniałego kuzyna, muzyka, który co wieczór umila pasażerom statku Azamara ich rejs, grając w zespole jazzowym. Planując wakacje, okazało się, że tego samego dnia będziemy w Kotorze. My na wakacjach, a kuzyn na statku. Zostaliśmy więc gośćmi :) Powiem jedno – dawno nie byłam pod takim wrażeniem i szczerze czułam się jak w jakimś filmie :). Ogrom tego statku mnie zachwycił tak samo, jak jego wnętrze. Później poczęstowano nas lunchem i deserem. No właśnie – i w tym deserze były te wspaniałe, krucho-ucierane babeczki (nigdy nie jadłam takiego połączenia!) z brzoskwinią i bitą śmietaną. Długo za mną chodziło wspomnienie o ich smaku. Musiałam spróbować go odtworzyć. I wiecie co – udało się! Babeczki są genialne! Może nie smakują tak idealnie jak tamte – ale tylko dlatego, że nie mam za oknem widoku Boki Kotorskiej i skąpanego w słońcu morza Adriatyckiego :) Tak poza tym – wszystko się zgadza! Pyszne, kruche miseczki wypełnione ciastem ucieranym, z zanurzoną cząstką brzoskwini i bitą śmietaną na wierzchu. Obłęd! Koniecznie musicie wypróbować.


Składniki (na 12 babeczek):

Kruche ciasto:
150g mąki pszennej
100g masła
50g cukru pudru
1 żółtko
½ łyżeczki cukru wanilinowego
Szczypta soli

Ucierane ciasto:
125g mąki pszennej
125g masła
125g cukru pudru
3 jajka
1 łyżeczka cukru wanilinowego
½ łyżeczki proszku do pieczenia
Szczypta soli

Krem:
250g serka mascarpone
150ml śmietany 36%
1 łyżka cukru
½ łyżeczki cukru wanilinowego

Dodatkowo:
1 puszka brzoskwiń w syropie (lub w sezonie letnim świeże brzoskwinie lub morele)


Wykonanie:

Z puszki brzoskwiń wyciągnąć i odsączyć 3 połówki. Każdą przekroić na pół i jeszcze raz na pół, żeby powstały 4 równe cząstki. Do babeczek będzie potrzebnych 12 takich cząstek.
Przygotować foremkę na muffiny (z 12 wgłębieniami) lub 12 pojedynczych głębokich foremek na muffinki. Dno foremek wyścielić wyciętymi kawałkami papieru do pieczenia (w przypadku foremek silikonowych nie będzie takiej potrzeby). Piekarnik rozgrzać do 185oC (termoobieg).
Kruche ciasto: z podanych składników zagnieść ciasto (można je zagniatać w misce, na stolnicy/blacie lub za pomocą miksera z odpowiednią końcówką). Do miski wsypać mąkę. Dodać żółtko i wymieszać by połączyło się z mąką. Następnie dodać masło pokrojone na małe kawałeczki i rozdrobnić palcami. Następnie dodać resztę składników i zagnieść ciasto. Z ciasta utworzyć 12 jednakowych kulek. Każdą kulkę spłaszczać palcami i wykładać aż po ranty foremki/wgłębienia na muffiny. Ciasto ponakłuwać widelcem. Wstawić do piekarnika i podpiekać ok. 10 minut, aż brzegi lekko się zarumienią. Po wyjęciu z piekarnika nasze ciastka będą „spuchnięte”, więc trzeba z nich zrobić ładne miseczki :) W tym celu należy znaleźć małą szklaneczkę, słoiczek lub inne naczynie odpowiadające wymiarom wgłębień foremki i lekko dociskając ciasto, wygładzić nasze miseczki.
W czasie gdy spód będzie się podpiekał można zabrać się za przygotowanie ciasta ucieranego. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i solą. Masło utrzeć z cukrem i cukrem wanilinowym na biało. Dodawać po jednym jajku dokładnie miksując. Na samym końcu dodać mąkę i krótko zmiksować lub dokładnie wymieszać szpatułką. Ciasto wyciskać za pomocą rękawa cukierniczego do podpieczonych spodów (można też nakładać łyżeczką, ale jest to mniej wygodne). Do ciasta wciskać po jednej cząstce brzoskwini. Za pomocą łyżeczki można nakryć je ciastem, które się podniesie po bokach. Ciastka wstawić do piekarnika i piec ok. 20-25 minut w temperaturze 175oC (termoobieg), aż nabiorą złoto-brązowej barwy. Wyciągnąć i przestudzić. Delikatnie wyjmować z foremek (ja sobie pomagam nożykiem o cienkim ostrzu lub malutką szpatułką do dekorowania tortów). Całkowicie ostudzić.
Krem: śmietanę ubić z 2 łyżkami cukru prawie na sztywno. Pod koniec ubijania dodać ser mascarpone i krótko zmiksować (tylko do połączenia składników, aż masa stanie się gęsta). Krem przełożyć do szprycy z ozdobną końcówką i wycisnąć dużą rozetę na każdej babeczce. Udekorować cząstką brzoskwini i jeśli macie – miętą. Ja znalazłam u siebie tylko bazylię :) Wielbiciele czekolady mogą dodatkowo polać babeczki rozpuszczoną czekoladą :) U mnie tylko troszkę wiórek :) Całość oprószyć cukrem pudrem. Smacznego!


wtorek, 29 stycznia 2019

Brownie z fasoli z polewą z gorzkiej czekolady



Kto z Was lubi Brownie? Mam dla Was świetny przepis na czekoladową słodkość :) Gdyby nie powiedziano Wam, jakie są składniki tego ciasta, w życiu nie powiedzielibyście, że w środku znajduje się fasola! Ciasto jest pyszne, zwłaszcza, że pokrywa go warstwa pysznej gorzkiej czekolady. I jak na ciasto z fasoli, jest mięciutkie i wyrośnięte. I brudzi zęby :) Ciasto robiłam ostatnio na warsztaty zdrowego żywienia dzieci w wieku szkolnym, jako propozycja dodatku do lunch boxa :) Mi osobiście najbardziej smakuje mocno schłodzone. Polecam :)


Składniki (na ciasto w formie 25x35cm):
Ciasto:
2 puszki fasoli czerwonej
2 dojrzałe banany
4 jajka
3 łyżki miodu
3 łyżki gorzkiego kakao
2 łyżki oleju kokosowego (można zastąpić rzepakowym)
1 i ½ łyżeczki proszku do pieczenia

Polewa:
1 tabliczka gorzkiej czekolady
1 łyżeczka oleju kokosowego (można zastąpić rzepakowym)


Wykonanie:

Piekarnik rozgrzać do 180oC (termoobieg). Prostokątną formę wyłożyć papierem do pieczenia.
Wszystkie składniki na ciasto zmiksować blenderem na gładko.
Przelać ciasto do foremki. Piec 15 minut, po czym obniżyć temperaturę do 170oC i piec kolejne 15 minut. Ciasto przy dotknięciu palcem ma być gąbczaste, o utrwalonej strukturze. Wyjąć i ostudzić. Czekoladę rozpuścić z łyżeczką oleju w kąpieli wodnej lub mikrofali. Polać ciasto. Smacznego!



czwartek, 17 stycznia 2019

Fit ciasto z kaszy manny owocami leśnymi



Czasami w ciągu tygodnia chce się czegoś słodkiego. Nie wiem jak Wy, ale ja staram się maksymalnie ograniczyć słodkości w tak zwane dni robocze. Wiadomo, czasami wpadnie jakaś krówka albo mały naleśniczek, w końcu jesteśmy tylko ludźmi, a na dodatek z naturalną skłonnością do wszystkiego co słodkie :) Tak więc lubię czasami zrobić sobie małe fit ciasto w małej fit foremce i cieszyć się nieco mniej kaloryczną słodką przekąską. Tym razem, podpatrzyłam tutaj fajny przepis na Fit ciasto z kaszy manny z malinami i akurat nadarzyła się świetna okazja by go wypróbować. Miałam przyjemność prowadzić warsztaty dla seniorów odnośnie zdrowego odżywiania i tak sobie pomyślałam, że przedstawię fajną alternatywę tradycyjnej drożdżówki. Tym bardziej, że powinni oni stosować dietę łatwostrawną, często z powodu cukrzycy powinni ograniczać cukier lub po prostu jeść mniej kalorycznie :) Takie ciasto sprawdzi się również fajnie u wszystkich osób, które po prostu chcą zrzucić parę kilogramów. Jeden kawałek to ok. 180kcal. Jest to minimum połowa tego, co znajduje się w tradycyjnym kawałku ciasta. Zachęcam, by przynajmniej raz spróbować :) Mi osobiście to ciasto bardzo smakuje, jest mięciutkie, wilgotne, niezbyt słodkie, a kwaskowate owoce się tutaj świetnie komponują. Ale nie wszystkim może przypaść do gustu :)


Składniki (na ciasto w formie 25x35cm):

Ciasto:
500ml kefiru lub maślanki (2 szklanki)
340g kaszy manny (2 szklanki)
6 łyżek miodu
2 jajka
2 łyżki gorzkiego kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cukru wanilinowego
Szczypta soli

Dodatkowo: ok. 4 garście owoców leśnych (mogą być maliny, jeżyny, borówki, porzeczki)


Wykonanie:

W naczyniu wymieszać kaszę manną z kefirem/maślanką, cukrem wanilinowym, solą, miodem i kakao. Wstawić do lodówki na ok. 2-3 godziny. Po tym czasie dodać jajka i proszek do pieczenia i dokładnie wymieszać.
Piekarnik rozgrzać do 170oC (termoobieg). Formę wyłożyć papierem do pieczenia.
Masę wlać do foremki i wygładzić powierzchnię. Wysypać równomiernie owoce (nie wciskać do ciasta). Wstawić do piekarnika i piec ok. 30 minut. Wystudzić. Oprószyć cukrem pudrem lub polać gorzką czekoladą. Smacznego!



piątek, 11 stycznia 2019

Drożdżowe ślimaczki z budyniem i rodzynkami



Witam wszystkich w nowym roku :) Nowy rok – stara ja :) Nie mam żadnych postanowień noworocznych, bo i tak nie wierzę, że je spełnię. Ale jedno jest pewne – w nowym roku dalej będę piec słodkości.
Dzisiaj mam dla Was przepis na pyszne drożdżówki z budyniem i rodzynkami :) Zaraziliśmy się nimi w Niemczech, gdzie nazywają je Rosinenschnecke. Tylko tam są zrobione z innego rodzaju ciasta :) Ale u nas niech będą po prostu drożdżowymi ślimaczkami. Są bardzo pulchniutkie i okrutnie dobre. Polecam!




Składniki (na ok. 25 sztuk):

Ciasto drożdżowe:
500g mąki pszennej
250ml mleka
70g masła
50g świeżych drożdży
3 żółtka
2 łyżki cukru
1 łyżeczka cukru wanilinowego
Szczypta soli

Nadzienie:
350ml mleka
1 opakowanie budyniu waniliowego bez cukru (lub już z cukrem jeśli wolicie, wtedy dodatek cukru pominąć)
1 płaska łyżka cukru
200g rodzynek

Wierzch:
1 jajko
1 łyżka śmietany 18%



Wykonanie:

Ciasto drożdżowe: mąkę przesiać do miski, dodać cukier, cukier wanilinowy i sól. Wszystko wymieszać. Ze składników uformować kopczyk, a następnie zrobić w nim wgłębienie. Mleko lekko podgrzać, by było letnie. Do mleka pokruszyć świeże drożdże i dokładnie rozmieszać, aż się rozpuszczą (można dodać też łyżeczkę cukru, wtedy drożdże szybciej ruszą). Wlać do wgłębienia i zasypać otaczającą mąką. Miskę przykryć ściereczką kuchenną. Pozostawić na 10-15 minut.
Po 10-15 minutach dodać żółtka – wszystko wymieszać łyżką. Dodać rozpuszczone masło i zacząć wyrabiać ciasto (ręką nie wyrabiam zbyt długo, natomiast gdy używam miksera z hakiem, to ciasto wyrabia się, aż zaczyna odchodzić od ścianek misy). Odstawić na max. 1 godzinę do zwiększenia objętości.
Budyń: odlać pół szklanki mleka i rozpuścić w niej proszek budyniowy. Resztę mleka zagotować, dodać rozrobiony budyń i mieszając gotować do zgęstnienia. Odstawić.
Gdy ciasto wyrośnie rozgrzać piekarnik do 180oC (termoobieg). Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia.
Ciasto rozwałkować na kwadrat 40x40cm. Rozsmarować budyń, posypać rodzynkami. Zwinąć w roladę. Kroić krążki grubości ok. 2,5cm. Krążki układać na blasze w odstępach ok. 2 cm. Pozostawić na blasze na ok. 15 minut, aż podrosną.
Wierzch: jajko rozmieszać ze śmietaną. Smarować krążki za pomocą pędzelka. Gotowe drożdżówki wstawić do piekarnika i piec, aż krążki nabiorą jasno-brązowego koloru (u mnie ok. 20 minut, ale trzeba obserwować, bo każdy piekarnik jest inny). Przestudzone oprószyć cukrem pudrem. Smacznego!